sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział XXXIV

Lara

-No wiesz...
-No proszę. Będzie fajnie.
-No okey- dobra, a teraz z górki- wiesz, podobasz mi się- chłopak się zarumienił.
-Na-naprawdę?- nie- tak, no pewnie. Jesteś super chłopakiem- Fede się uśmiechnął.
-To widzimy się dzisiaj wieczorem.
-Tak, cześć- o matko, ten chłopak jest taki naiwny. Z jego pomocą w mgnieniu oka rozwalę Leonettę.

Violetta

Przyszłam dzisiaj do Studia w bardzo dobrym humorze. Skończyłam piosenkę sla Ludmi. Muszę jej poszukać. O, jest!
-Ludmiła!
-Co chcesz? Nie widzisz, że jestm zajęta?
-Napisałam dla ciebie piosenkę, no wiesz, na zajęcia z Angie.
-I co ty tu jeszcze robisz? Idziemy do sali Beto. Szybko!- poszłyśmy do sali i zagrałam piosenkę Ludmile.
-Nie miałaś nic lepszego?
-Myślałam, że ci się spodoba.
-No to źle myślałaś! Ja mam trochę większe wymagania. Gwiazda potrzebuje prawdziwego hitu! Ale niestety, wystąpić mamy jutro, więc to musi wystarczyć. Nie chcę dostać jedynki przez twój brak talentu! A tak w ogóle ja tez mam dla ciebie piosenkę- Ludmiła zagrała mi utwór, przyznam, że był naprawdę dobry.
-Ludmiła, ta piosenka jest świetna!
-A czego się spodziewałaś? Jestem profesjonalistką. Każda moja piosenka jest świetna, a żeby napisać piosenkę dla ciebie musiałam trochę zniżyć poziom. To trudne dla artysty, ale mi się udało. W końcu jestem niepowtarzalna!
-Tsa... Super. A czy przypadkiem nie maż teraz niczego do roboty?
-No fakt. Teraz muszę...Błyszczeć!
-Okey, to ja ci nie przeszkadzam.
-Dobry wybór. Papa!

Leon

Jutro występy. Mam nadzieję, że dobrze mi pójdze. Fede napisał dla mnie super piosenkę. Nie wiedziałem, że on ma taki talent! Powiedział, że piosenka, którą dla niego napisałem tez jest dobra. Miło to słyszeć. Współczuje Violi. Ona i Ludmiła... To nie najlepsza para. Ale Viola jest dzielna i założę się, że sobie poradzi.

Violetta

Po lekcjach wróciłam z Fede i Thomasem do domu. Czekała mnie tam niemiła niespodzianka. Przed drzwiami mojego domu stału różne kartony, walizki. Z trudem udało nam się wejść do domu.
-O, cześć Violetto.
-Co to ma znaczyć tato? Nie mów, że znowu się wyprowadzamy?
-Nie córciu. Co też ci przyszło do głowy?
-A więc o co chodzi?
-Posłuchaj, Jade...
----------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko. Jak się czujecie pod koniec wakacji?

Konstancja :*

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział XXXIII

Violetta

Ja wykorzystałam nadarzającą się okazję i oplułam go wodą, którą miałam w buzi. Leon odskoczył ode mnie jak oparzony, potknął się o moje nogi i wpadł do wody. Ach, zemsta jest słodka.
-Ej!- krzyknął Leon, kiedy udało mu się wgramolić spowrotem na tratwę- dlaczego mnie oplułaś?
-Bo wrzuciłeś mnie do wody. Teraz mam rozmazany makijaż, a na dodatek jestem cała mokra.
-Podobnie jak ja- mruknął chłopak, a my wybuchnęliśmy śmiechem. Powoli dopływaliśmy do brzegu. Gdy zeszliśmy z tratwy, udaliśmy się do naszych domów.

Angie

Pablo odwozi mnie do domu. To był naprawdę udany wieczór. Kiedy pojechaliśmy pod mój dom pożegnaliśmy się i Pablo odjechał, ja wróciłam do domu. Jestem wyczerpana., ale mam jeszcze du.żo pracy. Muszę się przygotować na jutrzejsze zajęcia. A może zrobię to rano? W końcu zajęcia mam od 12:00. No, idę spać.

Federico

Chwilę temu wyszła ode mnie Lara. Opowiedziałem jej trochę o Maxim i powiem, że ona stworzyła po prostu hit. Jej piosenka jest świetna. Ja dowiedziałem się czegoś o niej. Lara uwielbia motory. Często jeździ. Jak dla mnie jest to trochę zbyt niebezpieczne. Ale cóż, ja to nie ona. Tak czy inaczej nasza przyjaźń rozkwita. Mam nadzieję, że coś z tego będzie. Która godzina? Już po dwódziestej trzeciej! Dobra, ogarnę się i idę spać.

Następnego dnia

Lara

Muszę zacząć powoli wprowadzać swój plan w życie. Na co mi Ludmiła, skoro mam Fede:? Wystarczy go tylko w sobie rozkochać i kazać mu znaleźć coś, dzięki czemu Leon i Viola się pokłócą. To nie będzie dla niego trudne. Oni przecież razem mieszkają. O, Fede idzie.
-Cześć Federcio.
-O, hej Lara.
-Wczorajszy dzien był wspaniały. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy- Fede uśmiechnął się- możesz przyjść nawet dzisiaj. Będę sam w domu.
-No wiesz...
-------------------------------------------------------------------------
Okey kończę, bo zaczynam pisać głupoty.

Konstancja :*

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział XXXII

Leon

Razem z chłopakami mamy pewien plan. Chcemy zrobić dziewczynom niespodziankę. Będzie naprawdę ciekawie. Założyłem ulubioną koszulę Violi. No trzeba sięjakoś podlizać. Okey, jestem gotowy, mogę wychodzić.

Camila

Jestem w drodze do parku. Jestem trochę spóźniona... No trudno. Przecież trochę czasu zajmuje ułożenie włosów. O, widzę już Fran i Marco. Są tam już wszyscy, z wyjątkiem Leona i Violi. Nie, jednak Viola z Leonem też już przyszli. Czyli jestem ostatnia. Mam nadzieję, że nikt nie będzie mi miał za złe, że się spóźniłam.

Franceska

-Jesteśmy w komplecie, możemy ruszać- poszliśmy do pobliskiego klubu i zaczęliśmy się bawić. Po dwóch godzinach tańczenia wszyscy usiedliśmy przy barze.
-Okey dziewczyny, teraz zabierzemy was w pewne miejsce- Leon uśmiechnął się tajemniczo.
-Już się boję, w końcu co mogło im przyjść do głowy?- mruknęłam, po czym wyszliśmy z klubu. Szliśmy przez las. Wokoło było ciemno, prawie nic nie było widać. Ja trzymałam Marco mocno za rękę. Bałam się lasów. Po ostatnim wypadku już nigdy nie będę chodziła lasem po zmroku. Bynajmniej nie sama. Po chwili wyszliśmy na polanę. Przeszliśmy jeszcze kilkaset metrów, po czym trafiliśmy nad jezioro. Nad brzegiem leżała duża tratwa, a na niej rozłożony był koc, na którym stał koszyk z jedzeniem.

Naty

Chłopcy, jesteście kochani!- krzyknęłam. Po chwili wszyscy weszliśmy na tratwę i zaczęliśmy się powoli oddalać od brzegu. Gdy byliśmy już na środku jeziora zabraliśmy się za jedzenie.  Chłopaki zrobili kanapki, kupili ciastka, butelkę oranżady i wódkę. Kiedy skończyliśmy jeść Leon wziął gitarę i zaczął grać "Algo suena en mi", a my zaczęli.śmy śpiewać. Było wspaniale. Potem rozmawialiśmy.

Violetta

Leon przez cały czas o czymś mówił. Usta mu się nie zamykały. Chyba trochę za dużo wypił. Ja jeszcze nie jestem pełnoletnia, więc jestem trzeźwa. Jednak co niektórzy chyba trochę przesadzili. W pewnym momencie Leon urwał. Uśmiechnął się do mnie i chciał mnie pocałować.
-Nawet nie ma mowy! Jedzie od ciebie alkoholem!
-No proszę.
-Nie, najpierw wytrzeźwiej?
-Napewno nie chcesz?
-Napewno- Leon podniósł się i wziął mnie na ręce- co ty robisz idioto?
-Napewno nie chcesz całusa?
-Napewno, puść mnie.
-Jak chcesz- powiedział Leon i wrzucił mnie do wody. Byłam wściekła. Już Leon mnie popamięta. Nie wynurzyłam się. Nauczę go, że ze mną się nie zadziera. Nabrałam trochę wody do buzi. Teraz pozostaje tylko czekać.
-Viola?- usłyszałam głos Leona. Po chwili chłopak wskoczył do wody i wyłowił mnie. Ja udawałam nieprzytomną. Leon położył mnie na tratwie i nachylił się nade mną. Ja wykorzystałam nadarzającą się okazję i...
----------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to tyle. Jest...23:50. Oki, idę spać.

Konstancja :*

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział XXXI



Federico

Ale ta Lara jest śliczna. Ma takie piękne oczy i zniewalający uśmiech. Chyba do niej zagadm. Niestety, nie mam pojęcia jak.
-Ee, cześć.
-Cześć.
-Jestem Federico, ale mów mi Fede.
-A ja Lara, miło mi- podrapałem się po głowie. Muszę jakoś kontynuować tę rozmowę.
-Jak ci się podoba w Studiu?
-To naprawdę ciekawa szkoła.
-Poznałaś już tutaj kogoś? No oczywiście prócz mnie?
-Tak poznałam...-powiedziała i spojrzała się na Leona. W jej oczach widać było dziwny blask. No jasne. On zawsze miał szczęście do dziewczyn. Każda za nim latała. Tylko nie Viola. Może własnie dlatego wybrał ją? Nie wiem... Tak czy inaczej Lara nie ma u niego szans. Za to ja chętnie bym ją lepiej poznał. Może by coś z tego wyszło?
-Mam pomysł. Może pomóc ci w przygotowaniu piosenki dla Maxiego? Trochę go znam i wiem jaki ma gust. Mogę się przydać.
-No pewnie. Wpadnę dzisiaj do ciebie o 16:00. Pasuje?
-Okey. Mieszkam na ulicy Roosvelta.Będę czekał. To na razie.
-Cześć.

Lara

Widać wpadłam Federico w oko. Hm, on może mi się przydać w rozmaleniu Leonetty. Wystarczy drobna manipulacja i gotowe. Oj Fede, owinę sobie ciebie wokół palca. Gdy już nie będziesz mi potrzebny poprostu cię spławię. Wątpie, żeby ktoś jeszcze będzie chciał cię znać. No cóż. Cel uświęca środki.


Violetta

Chyba mam już pomysł na piosenkę dla Ludmi.Ciekawe, co ona wymyśli dla mnie. Wróciłam do domu i wzięłam się za pisanie piosenki. Jutro pokażę ją Ludmile, mam nadzieję, że jej się spodoba.

Angie

Szykuję się na randkę z Pablo. Ubrałam czerwoną sukienkę i beżowe buty na koturnach. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Ktoś puka do drzwi. To pewnie Pablo.
-Cześć- powiedział, pocałował mnie w policzek i wręczył bukiet cantadeskii. Jaki on kochany. W końcu to moje ulubione kwiaty.
-Cześć- odpowiedziałam- poczekaj chwilę, włożę kwiaty do wazony, wezmę torebkę i możemy jechać- wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do restauracji. Tm czekał na nas zarezerwowany stolik. Usiedliśmy, a po chwili przyszedł kelner. Złożyliśmy swoje zamówienia i zaczęliśmy rozmawiać.

Lara

Idę do Fede. Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Federico. Za nim stała Violetta i... Jak mu tam?... O, Thomas!
-Widzę, że macie tu imprezę, więc chyba nie będę wam przeszkadzać- Thomas roześmiał się.
-Ale my tu mieszkamy- teraz ja się roześmiałam.
-No ale naprawdę, ja nie będę wam przeszkadzać .Bawcie się dalej- Federico zrobił dziwną minę.
-My naprawdę mieszkamy tu razem.
-Serio? Dlaczego?
-Ja nie miałem się gdzie podziać, a że moi rodzice i Violi się przyjaźnią mogłem u niej zamieszkać. A Thomas jest bratem Violi.
-Rozumiem.
-Wejdź Lara. Viola i tak zaraz wychodzi, Thomas z resztą też- weszłam do ich domu i razem z Fede poszłam do jego pokoju.

Leon

Jestem w domu i szykuję się na poczwórną randkę. Umówiliśmy się, że spotkamy się w parku. Postanowiliśmy, że najlepiej będzie, jeśli urzadzimy to dzisiaj. Potem pójdziemy do klubu. Razem z chłopakami...
-----------------------------------------------------------------------
Trochę nudnawy rozdział, ale cóż. Muszą być również czasem trochę nudnawe.

Konstancja :*

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział XXX

Angie

-Maxi, ty będziesz z Larą- z kim?- Lara chodź tu do nas! To jest Lara, nowa uczennica naszej szkoły. Mam nadzieję, że szybko ją polubicie.

Violetta

Jestem z Ludmiłą, super! A ta Lara... Ciągle się patrzy na Leona. Ej, ona się ślini. Fuj! Niech lepiej trzyma się od niego z daleka, bo nie ręcze za siebie i jej przyłożę. Zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszliśmy na korytarz. Lara oczywiście poszła do Leona. Idę, zanim zrobi coś, czego bedzie żałować.
-Cześć, jestem Lara.
-A ja jestem Le...
-To jest Leon, MÓJ chłopak. A ja jestem Violetta.
-Miło mi. Leon, nie znam tego miejsca, czy mógłbyś mnie oprowadzić.
-Ja...
-Bardzo mi przykro- pwiedziałam powoli- ale Leon jest zajęty mną i nie znajdzie niestety czasu, aby włóczyć się gdziekolwiek z tobą, więc idź męczyć kogoś innego. Ciao bella!- powiedziałam i pociągnęłam Leona w stronę szafek.
-A co to było?- Leon był najwyraźniej zdziwiony.
-Nie widziałeś jak ona się na ciebie patrzyła? Normalnie pożerała cię wzrokiem!
-Widzę, że ktoś jest tu zazdrosny?- powiedział po czym uśmiechnął się łobuzersko.
-Jaaa? Zazdrosna? No weź przestań! Ja po prostu...No ten...
-Chodź tu ty moja zazdrośnico!-powiedział, przyciągnął mnie do siebie i lekko pocałował.

Lara

Leon... Jakie piękne imie. Ale on ma dziewczynę, tą... Jak ona miała na imię? A, Violetta. E, to nie problem. Ona mi nie przeszkodzi w zdobyciu Leona. A jaki on jest śliczny. Szkoda, że nie jestem z nim w parze. Jestem za to z jakimś Maxim. Dobra, nie ważne. Żeby zdobyć sympatię Leona najpierw muszę się pozbyć Violi. Ale żeby zepsuć ich związek potrzebuję jakiegoś sprzymierzeńca. A może ta blondyna? Wyglada na totalną idiotkę. No, zobaczymy.
-Hej, jestem Lara, a ty?
-Kim ty jesteś, żeby nie znać mojego imienia? Ja jestem w tej szkole najlepsza, najbardziej utalentowana, najładniejsza... Moje imię zna każdy.
-Przepraszam, ale jestem tu nowa i nie znam nikogo.
-Ludmiła.
-Jak?
-Lud-mi-ła. Może ci przeliterować?
-Nie trzeba, naprawdę.
-No dobra, co tak stoisz? Gadaj o co chodzi, nie mam czasu na rozmowy z pospólstwem.
-Widzisz tamtych dwoje?
-Leon i Violka, no widzę. I co?
-Strasznie mi się spodobał ten chłopak- Ludmiła obejżała mnie od góry do dołu.
-No zbyt dużych szans nie masz. Leon to chłopak położony trochę wyżej. Trochę za wysoko jak dla ciebie.
-Ale może jakoś uda mi się go jakoś zdobyć. Po za tym ta Violetta działa mi na nerwy, jest strasznie nie miła. Bardzo zależy mi na tym, aby zepsuć ich związek.
-Ja też się o to staram. Ehh, no dobra, możesz mi pomóc w tym. W końcu co dwie głowy to nie jedna.
-Okey. Świetnie.

Ludmiła

To jest naprawdę dobra okazja. Ta Lara, czy jak jej tam może mi się przydać. Oj Leon, będziesz cierpieć. A teraz muszę się zająć piosenką dla Violi. Jakby Angie nie mogła mi znaleźć kogoś lepszego.
-------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle :D

Konstancja :*


sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział XXIX

Violetta

A Fede I Thomas zrobili wielkie zamieszanie w kuchni. Weszłam do jadalni i stanęłam jak słup. Stół był pięknie nakryty. Thomas stawiał na stole różne kolorowe dania. Chwilę potem do jadalni przyszedł Federico w różowym fartuchu. Podeszłam do niego, otrzepałam z mąki i wspólnie zasiedliśmy do stołu.
-A z jakiej to okazji?
-Musimy uczcić to, że nasza Viola pogodziła się z chłopakiem- powiedział Fede.
-Kochani jesteście!- powiedziałam i zabrałam się za jagnięcinę w sosie jogurtowym- to jest przepyszne!
-W końcu to ja stałem przy garach- ehh, ten skromny Federico.
-Kto cię nauczył tak gotować?
-Moja mama- siedzieliśmy tak przy stole rozmawiając. Ja zajadałam się jagnięciną, Thomas właśnie nalewał sobie oranżady do szklanki, a Federico siedział z kubkiem pełnym zajęczej krwi. Posiedzieliśmy jescze chwilę, po czym poszliśmy do swoich pokoi.Wyjęłam z szafki swój pamiętnik i zaczęłam pisać. Drogi pamiętniku, dzisiaj był wspaniały dzień. Pogodziłam sie z Leonem. Na dodatek Thomas i Fede przygotowali pyszną kolację. Teraz nareszcie wszystko zaczyna się układać.

Następnego dnia


Angie

Właśnie przygotowywuję sie na lekcje. Mam dla dzieciaków ciekawe ćwiczenie.
-Angie, możemy porozmawiać?
-Tak Pablo, o co chodzi?
-Może poszlibyśmy dzisiaj na kolację do restauracji? Ostatnio spędzamy ze sobą mało czasu.
-To świetny pomysł! Bardzo chętnie pójdę.
-Okey, to wpadnę po ciebie o siódmej.
-Dobrze, będę czekać. A teraz przepraszam, ale muszę iść na zajęcia.
-No to do wieczora.
-Tak, cześć- powiedziałam i poszłam do klasy.
-Witajcie kochani! Mam dzisiaj dla was ciekawe ćwiczenie. Za chwilę dobiorę was w pary. Ćwiczenie będzie polegało na tym, że każdy z was napiszę piosenkę dla drugiej osoby ze swojej pary. W czwartek zaprezentujecie piosenki. Okey, więc Franceska i Braco, Napo i Camila, Brodway i Marco, Federico i Leon, Naty i Thomas, Violetta i Ludmiła.

Maxi

A ja z kim będę? Przecież już każdy uczeń ma parę.
-Angie?
-Tak Maxi?
-A ja z kim mam być? Przecież każdy ma już parę.
-A właśnie, zapomniałam!
-Więc Angie... Z kim mam być w parze? Mam sam dla siebie wymyślać piosenkę?
-Nie Maxi.
-No to powiesz z kim mam być?
-Maxi, ty będziesz z...
------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko. Jak myślicie z kim będzie Maxi?

Konstancja :*

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział XXVIII

Violetta

Leon leżał nieprzytomny na swoim łóżku. W ręku trzymał moje zdjęcie. To on mi je zrobił. Parę miesięcy temu. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj. Nasza trzecia randka...
-Violu, pójdziemy na lody?
-No pewnie.
-Posłuchaj, jesteśmy razem już tydzień,  a ja nie mam jeszcze żadnego twojego zdjęcia. Czy pozwolisz, abym mógł ci je zrobić?
-Okey, tylko czekaj, muszę poprawić włosy. Dobrze, możesz je zrobić...
Przyznam, że to zdjęcie naprawdę ładnie wyszło. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi, a teraz... Teraz... Chwila, Leon! O matko! Co ja wyprawiam?! Wspominam stare czasy, a nie myśle o tym, że mogę go już nie zobaczyć. On się otruł! Obok niego leży mnóstwo jakichś tabletek! Dzwonię na pogotowie. Po chwili pobiegłam również po jego mamę. Jak Leon mógł zrobić coś takiego? Mam nadzieję, że nie jest za późno, aby go uratować.

Leon

Obudziłem się w szpitalu. Obok mnie siedziała zapłakana Viola. Gdy zobaczyła, że się obudziłem, uśmiechnęła się.
-Leon, ty żyjesz!- Viola mocno mnie przytuliła. Po chwili jednak odsunęła się ode mnie i mnie spoliczkowała.
-A to za co?
-Mogłeś się przecież zabić!
-Mniej więcej właśnie o to chodziło- mruknąłem- wiesz przecież, że nie mogę żyć bez ciebie. A po za tym wiedziałem, że jeśli mi się coś stanie, od razu mi wybaczysz- powiedziałem i niewinnie się uśmiechnąłem. Viola szykowała się, by jeszcze raz mi przyłożyć, lecz w porę ją powstrzymałem namiętnym pocałunkiem.
-A skąd taki pomysł, że ja ci wybaczę?- powiedziała Viola, po czym uniosła jedną brew do góry. Po chwili obydwoje się roześmialiśmy.

Violetta

-No Leon, a teraz wyskakuj z łóżka.
-Ale dlaczego?
-Przecież nie będziesz tu leżał wieczność! Po za tym, jutro idziemy do szkoły. No już, ruszaj się!- Leon niechętnie podniósł się. Wyszliśmy ze szpitala i Leon odprowadził mnie do domu. Na mnie czekała tam miła niespodzianka. Mojego taty nie było w domu, ponieważ wyszedł na randkę z Jade. Olga i Ramallo poszli na wielkie zakupy. A Fede i Thomas...
----------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział XXVII

Violetta

-Leon... Ja...
-Masz rację Violu. Nie powinniśmy być razem. Zachowałem się wtedy okropnie, ale ty nie potrafisz docenić, że ja naprawdę tego żałuję i staram się wszystko naprawić. Wiesz jak mnie tym ranisz?

Leon

Zobaczyłem łzy w oczach Violi. Właśnie zdałem sobie sprawę z tego, co powiedziałem.
-Matko, Violeta przepraszam. Ja nie chciałem...
-Sam widzisz... Nie powinniśmy być razem, chociażby po to, aby nie ranić siebie nawzajem. Postaw mnie- zrobiłem co kazała. Zawróciliśmy do domu. Co ja narobiłem? Wszystko popsułem. Ja... Ja naprawdę ją straciłem. No cóż, reszta będzie musiała sobie poradzić bez nas.

Camila

-Fran! Fran, gdzie jesteś? Brodway, a co, jeśli jej nie znajdziemy?
-Cami, napewno ją znajdziemy- powiedział chłopak i pocałował mnie w czoło. Całe szczęście, że Brodway jest ze mną. Podtrzymuje mnie na duchu. Nagle usłyszałam cichy szmer szmer. Szybko przytuliłam się do Brodwaya. Przestraszyłam się, ale niepotrzebnie. Zza krzaków wyszła Franceska.
-Fran, to ty! Nic ci nie jest?- byłam taka szczęśliwa.
-Wszystko w porządku, po prostu zgubiłam się.

Franceska

Nie miałam ochoty im mówić, co tak naprawdę się stało. Po co? Najważniejsze, że cały ten koszmar się już skończył. Camila wysłała smsa do Napo, żeby odwołali moje zaginięcie. Razem poszliśmy pod Studio. Tam czekali już wszyscy, oprócz Leona i Violi. Trudno. Przyjacielie przywitali się ze mną i rozeszli się do domów.

Violetta

-Viola, jesteś?- krzyknęli od progu Fede i Thomas.
-Tak, w pokoju- odkrzyknęłam. Chłopaki weszli do mojego pokoju.
-Viola słuchaj, pomyślałem, że może już czas powiedzieć Thomasowi?- pokiwałam głową. Thomas powinien o tym wiedzieć.
-Ale o czym powiedzieć?- Thomas nie wiedział o co chodzi.
-Zobacz- Fede zdjął okulary. Jego oczy miały krwisty odcień. Kły wydłużyły mu się. Thomas był zszokowany. Wyglądał na przerażonego. Po chwili jednak szeroko się uśmiechnął. Poklepał Fede po ramieniu.
-No, no, śliczny jesteś- wybuchnęliśmy śmiechem. Chwilę potem popsikałam Thomasa perfumami i wyjaśniłam mu, po co to zrobiłam. Jak ja się cieszę, że mam przy sobie takich wspaniałych chłopaków. A skoro mowa o chłopakach, muszę pogadać z Leonem. Ja go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Musimy sobie wszsytko wyjaśnić. Zapukałam do drzwi jego domu, otworzyła mi jego mama.
-Dzień dobry, jest Leon?
-Tak, wejdź. Jest w swoim pokoju- poszłam na górę, do Leona. Zapukałam.
-Leon, moge wejść?- cisza- Leon, musimy pogadać- dalej cisza. Otworzyłam drzwi i weszłam do jego pokoju. Widok, który teraz ujrzałam, pozostanie w mojej pamięci do końca życia. Leon...
------------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział XXVI

Leon

Wręczyłem jej kwiaty. Ona położyła je na ziemi i podeptała, podiosła je i oddała mi.
-Won!- powiedziała spokojnie, ale stanowczo. Stałem jak wryty- nie słyszałeś, co powiedziałam? Zamiast zajmować się głupotami, powinieneś przygotować się na poszukiwania!- poszedłem do domu. Widać minie trochę czasu, zanim mi wybaczy.

Franceska

Obudził mnie szmer dobiegający zza krzaków. Podniosłam się i wzięłam kij leżący obok mnie. Z krzaków wyskoczył dzik. Był ogromny. Przebiegł obok mnie i nawet nie zwrócił na mnie uwagi. A ja się tak przestraszyłam. Dobra koniec już tego lenistwa. Idę poszukać drogi do domu.

Violetta

O 16:00 spotkaliśmy się wszyscy pod szkołą.
-Franceski nie ma w domu. Luca powiedział, że nie wróciła na noc- Marco zaczął płakać. Naprawdę martwił się o Fran, z resztą, my także.
-Nie martwcie się, znajdziemy ją- Cami wzięła sprawę w swoje ręce- musimy się jakoś podzielić. Marco, ty idź pod dom Franceski, na wypadek, gdyby wróciłą. Naty i Maxi, idziecie do parku. Fede i Thomas, idźcie popytać ludzi, czy jej nie widzieli. Napo i Braco, wy idźcie zgłosić jej zaginięcie na policję. Ja i Brodway pójdziemy jej szukać w lesie od strony wschodniej, a Viola i Leon od strocy zachodniej.
-Co?- ja miałam być z Leonem?- Ale...
-Bez dyskusji! Spotykamy się w tym miejscu za 3 godziny. No to w drogę!- ruszyłam z Leonem w stronę lasu. Nie odzywaliśmy się do siebie. Nie miałam na to najmniejszej ochoty. Jednak Leon chyba chciał rozmawiać.
-Obyśmy znaleźli Fran.
-No- tyle zdołałam powiedzieć. Chodziliśmy pomiędzy drzewami, co chwilę nawołując Franceskę.
-Violu, posłuchaj. Ja naprawdę cię przepraszam. Nie wiem, co wtedy we mnie wstąpiło. Wiesz przecież, jaki ze mnie zazdrośnik.
-Tak, wiem. Ale nie rozumiem, dlaczego jesteś zazdrosny. Ja kocham tylko ciebie. Ale my nie możemy być razem. Związek musi się opierać na zaufaniu. A ty mi nie ufasz. Nigdy nie dajesz mi dojść do słowa. Nie dajesz mi wyjaśnić. Bo ty wiesz lepiej. Uważasz mnie za wariatkę, podłą żmiję... Ja w tym momencie uważam cię za głupka, bo jesteś naprawdę nie do zniesienia. Jestem idiotką... Chcąc, czy nie, kocham tego głupka. Tak Leon, kocham cię, ale ci tego nie wybaczę- z oczu Leona zaczęły lecieć łzy. On naprawdę żałował tego co zrobił. Jednak nie mogłam mu wybaczyć. Ja też zaczęłam płakać. Szliśmy teraz w ciszy. On patrzył się w ziemię, a ja na niego. Leeon był przygnębiony. Na ziemię co chwilę leciały łzy. Leona i moje. Nie patrzyłam pod nogi, dlatego też nie zauważyłam wystającego z ziemi korzenia. Potknęłam się i upadłam. Jęknęłam z bólu.
-Violu, nic ci nie jest?
-Boli mnie noga, nie dam rady wstać.
-Wezmę cię na ręce.
-Co? Nie! Oszalałeś?!
-Tak- powiedział i wziął mnie na ręce.
-Jesteś idiotą, wiesz?- powiedziałam spokojniej.
-Wiem jestem idiotą, który bezgranicznie cię kocha- było mi wstyd- powiesz coś? Tak myślałem.
-Leon... Ja...
----------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Przepraszam, że wczoraj nie było rozdziału, ale wyleciało mi to z głowy.

Konstancja :*

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział XXV

Franceska

-Hej, niech się panienka obudzi!- otworzyłam oczy i rozejrzałam się.
-Gdzie ja jestem?
-W starej leśniczówce.
-Co się stało?
-Złamało się drzewo, przygniotła cię jedna z gałęzi. Na szczęcie akurat przechodziłem obok.
-Dziękuję- powiedziałam i przyjrzałam się swojemu wybawcy. Stara koszula, wytarte spodnie, lekko posiwiałe włosy, brązowe oczy- nie wiem, jak mam się panu odwdzięczyć.
-Pomyślmy... Chyba jest pewien sposób- powiedział i zaczął rozpinać swoją koszulę. Wytrzeszczyłam oczy.
-Ty zboczeńcu!- wrzasnęłam i wybiegłam z leśnhiczówki. Biegłam przed siebie. Nadal padał deszcz, ale było mi to obojętne. Chciałam znaleźć się jak najdalej od tego faceta. Zatrzymałam się. Usiadłam pod drzewem i wyjęłam z kieszeni telefon. Chciałam zadzwonić do Marco. No pewnie, brak zasięgu. Super, jest po pierwszej, a ja jestem w jakimś ciemnym lesie. Na dodatek nie wiem, w którą stronę mam iść. Ten las jest przecież ogromny! Położyłam się na mokrej trawie. Po chwili zasnęłam.

Następnego dnia

Violetta

Przyszłam do Studia razem z Federico i Thomasem. W torebce miałam nowe perfumy, które dostałam od chemika. Jeste świetnie. Widzę Leona. Dziwnie się na mnie patrzy. Ale co mnie to obchodzi? Za pewne myśli, że jestem teraz z Thomasem. Ehh, ten mój zazdrośnik. Mam pomysł, zrobię mu kawał. Zobaczymy jaka będzie jego reakcja. Powiedziałam Thomasowi na ucho, co wymyśliłam. Pomysł bardzo mu się spodobał. Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy w stronę Leona. W połowie drogi Thomas pocałował mnie w policzek. Leon wyglądał na zdenerwowanego.
-Co to ma znaczyć?!- krzyknął, a ja się roześmiałam- co cię tak śmieszy?
-Och Leon... Dobra, już ci wyjaśniam - spróbowałam opanować śmiech- chodzi o to, że Thomas...
-Jest twoim chłopakiem! Jeszcze bym zrozumiał, gdyby to był Fede, ale Thomas? Nie pamiętasz, ile krzywdy nam wyrządził?- byłam zażenowana jego zachowaniem.
-Nawet nie dasz mi dojść do słowa! Chciałam ci powiedzieć, że Thomas jest moim bratem, a ja chciałam ci zrobić kawał! A już chciałam ci wybaczyć! Ale teraz widzę, że to nie możliwe. No trudno- poszłam do dziewczyn. Podszedł do nas Marco.
-Dziewczyny, nie widziałyście Fran?- chłopak był najwyraźniej bardzo zmartwiony- nie odbiera telefonu.
-Nie nie widziałyśmy jej- ciekawe co się stało?
-To prawda- potwierdziła Camila- Marco, ty wczoraj byłeś z nią na randce, potem odprowadziłeś ją do domu i...
-Nie odprowadziłem jej. Musiałem szybko wracać do domu.
-O matko! A jeśli Fran nie wróciła do domu?- byłam przerażona.
-Droga do jej domu prowadzi przez las- powiedziała Naty- mogła tam zabłądzić- przyznaliśmy jej rację. Umówiliśmy się, że po lekcjach Marco pójdzie do niej, do domu, a jeśli jej tam nie będzie, to potem spotkamy się przed Studiem i razem jej poszukamy. Niestety, do pomocy chętny był również Leon. No cóż, jakoś to przeżyję.

Leon

Zachowałem się okropnie. Thomas to jej brat. Coś nieprawdopodobnego! Jestem idiotą. Muszę to jakoś naprawić. Lekcje się skończyły. Marco poszedł do Fran, a my rozeszliśmy się do domów. Ja poszedłem do kwiaciarni i kupiłem bukiet róż. Poszedłem do Violi. Otworzyła mi drzwi.
-Violy, chciałem cię przeprosić- wręczyłem jej kwiaty. Ona położyła je na ziemi i...
--------------------------------------------------------------------------
Wróciłaaam! Po dwóch tygodniach znowu mogę dla was pisać. Jak ja się cieszę!

Konstancja :*

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział XXIV

Przeczytajcie informacje na dole!
Violetta

-Słuchaj, jestem twoim bratem.
-Co?! Bratem? O czym ty mówisz?
-Też jestem zdziwiony, ale to prawda.
-Jak to możliwe?
-Posłuchaj, byłem pierwszym dzieckiem twoich, to znaczy naszych rodziców. Parę godzin po porodzie porwała mnie pewna kobieta, wychowywała mnie aż do teraz. A ja przez całe życie żyłem w kłamstwie. Nie mogłem dalej mieszkać w Madrycie, nie z tą kobietą. Nieźle to sobie uknuła. Twoi rodzice nawet nie widzieli mnie. Nie zdążyli nawet dać mi imienia. Przeprowadziliśmy się specjalnie na waszą ulicę, żeby moja 'mama' miała was cały czas na oku.
-Jak się dowiedziałeś tego wszystkiego?
-Podsłuchałem, jak ta kobieta rozmawia z kimś przez telefon na mój temat. Przepraszam cię za to, że tak ci dokuczałem, ale byłem w tobie zakochany, ale to przecież jest nie normalne. Chciałem, żebyś odsunęła się ode mnie. I to podziałało. Ale ja musiałem powiedzieć ci prawdę.
-Rozumiem Thomas.To straszne, tata nigdy mi nie powiedział o tobie.
-Pewnie nie chciał cię martwić.
-Słuchaj Thomas, zaraz po lekcjach idziemy do mnie, okey?
-Okey- po lekcjach zaraz skierowaliśmy się do mojego domu.
-Tato!- krzyknęłam od progu.
-Co się stało kochanie? Thomas a ty nie powinieneś być w Madrycie?
-Proszę pana, muszę panu coś wyjaśnić. Opowiem panu pewną historię. Parę godzin po moich narodzinach porwała mnie pewna kobieta. Wychowywała mnie przez kilkanaście lat. Parę lat temu przeprowadziliśmy się do domu obok moich biologicznych rodziców. Niedawno dowiedziałem się, że żyłem w wielkim kłamstwie. Teraz jestem tutaj w Buenos Aires i chciałem powiedzieć "Cześć tato"- German nic nie powiedział, tylko mocno przytulił Thomasa.

Leon

Nie wiem co mam zrobić, żeby odzyskać Violę. Nie mam pomysłu... A może? Nie zwlekając więcej wziąłem gitarę i poszedłem do Violi. Ustałem pod jej balkonem i zacząłem grać "Podemos". Po chwili na balkon wyszła Viola z wiadrem w ręce, a za nią Federico i Thomas. Violetta spoglądając tymi swoimi wielkimi oczami w moją stronę, wylała na mnie 2 litry lodowatej wody. Zrezygnowany poszedłem do domu.

Violetta

Co ten Leon sobie wyobraża? Najpierw mówi, że jestem wariatką i powinnam się leczyć, a teraz śpiewa pod moim oknem? Ehh, ja z nim nie wyrobię. Usiadłam na swoim łóżku i zaczęłam pisać w pamiętniku.
Drogi pamiętniku. Dzisiaj dowiedziałam się bardzo ważnej rzeczy. Thomas jest moim bratem! Teraz mieszka u nas w domu. O matko! Właśnie się zorientowałam, że mieszkam w domu z trzema facetami. Moje życie naprawdę stanie się ciekawe. Odłożyłam pamiętnik i położyłam się spać.

Franceska

Właśnie wracam do domu. Byłam na spacerze z Marco. On jest wspaniały. Cieszę się, że mam takiego chłopaka. On niestety nie mógł mnie odprowadzić, bo miał coś ważnego do załatwienia. Nagle zaczęło padać. No super, do domu mam jeszcze spory kawałek. No cóż, nic się nie stanie, jak trochę zmoknę. Usłyszałam grzmot. No super, jeszcze tylko burzy mi tu brakowało. Właśnie szłam przez las. Cały czas niebo błyszczało się od piorunów i błysków. W pewnej chwili tuż obok mnie walnął piorun. Usłyszałam trzask łamiącego się drzewa. I nastała ciemność.
-----------------------------------------------------------------
To tyle. Posłuchajcie, przez następne dwa tygodnie nie będzie rozdziałów, ponieważ wyjeżdżam. Ale nie martwcie się. Rozdziały będę sobie zapisywała w zeszycie. Jak wrócę, to po prostu je przepiszę. Do zobaczenia za dwa tygodnie!

Konstancja :*

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział XXIII + miesiąc bloga :3

Dzisiaj mija miesiąc bloga. Z tej okazji mam dla was dłuuugaśny rozdział :3

Franceska

Patrzyliśmy sobie w oczy. Nasze usta dzieliły centymetry.. Milimetry...
-Przepraszam, trochę się zagalopowałam- szybko odsunęłam się od Marco.
-Ależ nic nie szkodzi- chłopak przysunął mnie do siebie- bardzo mi się podobasz- powiedział i pocałował mnie. To było wspaniałe. Czułam się cudownie. Gdy nagle do baru wpadł zdenerwowany Luca.
-Co wy tu wyrabiacie? Natychmiast wracać co pracy!

Violetta

Poszłam z płaczem do pokoju. Momentalnie pojawił się obok mnie Federico.
-Mała co się stało?
-Le-Leon..- nie zdążyłam nic więcej powiedzieć. Fede krzyknął ze złości i pobiegł gdzieś. Ja już wiedziałam gdzie. Pobiegłam do domu Leona. Otworzyłam drzwi. Widok, który zobaczyłam bardzo mnie zszokował. Leon stał oparty o ścianę przedpokoju. Federico trzymał go za gardło. Jego oczy płonęły ze złości, a kły wydłużyły się. Wampir w pełnej okazałości. Może w końcu Leon mi uwierzy...Zaraz, chwila... Co ja mówię. Przecież Federico może go udusić!
-Federico zostaw go! Nie rób mu krzywdy, naprawdę nie warto- Fede puścił Leona chłopak zaczął szybko nabierać powietrze do ust. Federico trzymał go naprawdę mocno, na pewno nie mógł oddychać- chodźmy już- poszliśmy do domu.

Leon

Co to było? To wszystko wydarzyło się tak nagle... Jednego jestem pewien, Federico jest wampirem. A ja nie uwierzyłem Violi. Wziąłem ją za wariatkę. Jak ja mogłem pomyśleć, że ona... i Federico... O matko! Ona mi już nie wybaczy. Będę ją musiał przeprosić.

Następnego dnia

Przyszedłem do Studia. Viola akurat stała przy mojej szafce. Super, to idealny moment, żeby ja przeprosić. Podszedłem do niej. Chciałem ją pocałować, ale ona odsunęła się.
-Nie- powiedziała i poszła do Naty Cam i Fran. No cóż, mogłem się tego spodziewać.

Camila

-Naty, dlaczego nie powiedziałaś nam, że byłaś w szpitalu?
-Jak mogłam wam to powiedzieć, skoro przez ostatni tydzień byłam w śpiączce?
-A no tak- spojrzałam na Violę, była jaką nieobecna- Viola, wszystko w porządku?
-Tak, tak.
-Dziewczyny, ale ja muszę wam coś powiedzieć- oznajmiła Naty. W tej chwili podszedł do nas Maxi i wziął ją na ręce.
-Ja już chyba wiem o co chodzi- powiedziała Viola- gratulujemy.
-Dziewczyny, ja też chcę wam coś powiedzieć... Jestem z Marco- no pewnie, teraz wszystkie mają chłopaków prócz mnie! No... i... Violi rzecz jasna.
-Cami?- odezwała się Fran- chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że musimy cię zeswatać z Brodwayem?
-No nie wiem... On mnie chyba nie lubi.
-Zaraz zobaczymy, Brodway!- co ona wyprawia?- podejdź do nas na chwilę. Musimy cię o coś zapytać. Czy podoba ci się Cami?
-No tak, bardzo- odpowiedział chłopak niepewnie.
-A tobie podoba się Brodway?- pokiwałam głową- no to chyba już wszystko jasne. Teraz zostawimy was samych. Pogadajcie sobie trochę- no i pogadaliśmy. Jestem z Brodwayem. Kiedy tylko Viola pogodzi się z Leonem, będziemy mogli chodzić na poczwórne randki. Ale super!

Violetta

Mamy teraz lekcje z Angie. Usiadłam obok Federico i Thomasa.
-Vila- szepnął Thomas- pogadamy po lekcji? Muszę ci coś powiedzieć- o co mu może chodzić? Dawno z nim nie rozmawiałam. Wokoło tyle si.ę dzieję.
-Okey.

Thomas

Zadzwonił dzwonek na przerwę. Poszliśmy z Violą w jakieś puste miejsce.
-Violu posłuchaj. Przyjechałem do Buenos Aires, bo nie chciałem cię stracić. Poznałem w samolocie Ludmiłę. Powiedziała, że Leon ją skrzywdził i że chce się na nim zemścić. Zrobiło mi się jej szkoda., więc powiedziałem, że jej pomogę. Gdy zobaczyłem, że Leon to twój chłopak, zdenerwowałem się. Bałem się, ze Leon skrzywdzi również ciebie. Ale si.ę myliłem. Leon jest dobrym chłopakiem. Ludmiła mnie okłamała, a ja jej uwierzyłem. Jest mi strasznie wstyd. Ale nie tylko to ci chciałem powiedzieć. Posłuchaj, jestem...
------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle, rozdział mi wyszedł naprawdę długi. Mam nadzieję,ze się cieszycie.

Konstancja :*