Franceska
-Hej, niech się panienka obudzi!- otworzyłam oczy i rozejrzałam się.
-Gdzie ja jestem?
-W starej leśniczówce.
-Co się stało?
-Złamało się drzewo, przygniotła cię jedna z gałęzi. Na szczęcie akurat przechodziłem obok.
-Dziękuję- powiedziałam i przyjrzałam się swojemu wybawcy. Stara koszula, wytarte spodnie, lekko posiwiałe włosy, brązowe oczy- nie wiem, jak mam się panu odwdzięczyć.
-Pomyślmy... Chyba jest pewien sposób- powiedział i zaczął rozpinać swoją koszulę. Wytrzeszczyłam oczy.
-Ty zboczeńcu!- wrzasnęłam i wybiegłam z leśnhiczówki. Biegłam przed siebie. Nadal padał deszcz, ale było mi to obojętne. Chciałam znaleźć się jak najdalej od tego faceta. Zatrzymałam się. Usiadłam pod drzewem i wyjęłam z kieszeni telefon. Chciałam zadzwonić do Marco. No pewnie, brak zasięgu. Super, jest po pierwszej, a ja jestem w jakimś ciemnym lesie. Na dodatek nie wiem, w którą stronę mam iść. Ten las jest przecież ogromny! Położyłam się na mokrej trawie. Po chwili zasnęłam.
Następnego dnia
Violetta
Przyszłam do Studia razem z Federico i Thomasem. W torebce miałam nowe perfumy, które dostałam od chemika. Jeste świetnie. Widzę Leona. Dziwnie się na mnie patrzy. Ale co mnie to obchodzi? Za pewne myśli, że jestem teraz z Thomasem. Ehh, ten mój zazdrośnik. Mam pomysł, zrobię mu kawał. Zobaczymy jaka będzie jego reakcja. Powiedziałam Thomasowi na ucho, co wymyśliłam. Pomysł bardzo mu się spodobał. Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy w stronę Leona. W połowie drogi Thomas pocałował mnie w policzek. Leon wyglądał na zdenerwowanego.
-Co to ma znaczyć?!- krzyknął, a ja się roześmiałam- co cię tak śmieszy?
-Och Leon... Dobra, już ci wyjaśniam - spróbowałam opanować śmiech- chodzi o to, że Thomas...
-Jest twoim chłopakiem! Jeszcze bym zrozumiał, gdyby to był Fede, ale Thomas? Nie pamiętasz, ile krzywdy nam wyrządził?- byłam zażenowana jego zachowaniem.
-Nawet nie dasz mi dojść do słowa! Chciałam ci powiedzieć, że Thomas jest moim bratem, a ja chciałam ci zrobić kawał! A już chciałam ci wybaczyć! Ale teraz widzę, że to nie możliwe. No trudno- poszłam do dziewczyn. Podszedł do nas Marco.
-Dziewczyny, nie widziałyście Fran?- chłopak był najwyraźniej bardzo zmartwiony- nie odbiera telefonu.
-Nie nie widziałyśmy jej- ciekawe co się stało?
-To prawda- potwierdziła Camila- Marco, ty wczoraj byłeś z nią na randce, potem odprowadziłeś ją do domu i...
-Nie odprowadziłem jej. Musiałem szybko wracać do domu.
-O matko! A jeśli Fran nie wróciła do domu?- byłam przerażona.
-Droga do jej domu prowadzi przez las- powiedziała Naty- mogła tam zabłądzić- przyznaliśmy jej rację. Umówiliśmy się, że po lekcjach Marco pójdzie do niej, do domu, a jeśli jej tam nie będzie, to potem spotkamy się przed Studiem i razem jej poszukamy. Niestety, do pomocy chętny był również Leon. No cóż, jakoś to przeżyję.
Leon
Zachowałem się okropnie. Thomas to jej brat. Coś nieprawdopodobnego! Jestem idiotą. Muszę to jakoś naprawić. Lekcje się skończyły. Marco poszedł do Fran, a my rozeszliśmy się do domów. Ja poszedłem do kwiaciarni i kupiłem bukiet róż. Poszedłem do Violi. Otworzyła mi drzwi.
-Violy, chciałem cię przeprosić- wręczyłem jej kwiaty. Ona położyła je na ziemi i...
--------------------------------------------------------------------------
Wróciłaaam! Po dwóch tygodniach znowu mogę dla was pisać. Jak ja się cieszę!
Konstancja :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz