wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział XXVI

Leon

Wręczyłem jej kwiaty. Ona położyła je na ziemi i podeptała, podiosła je i oddała mi.
-Won!- powiedziała spokojnie, ale stanowczo. Stałem jak wryty- nie słyszałeś, co powiedziałam? Zamiast zajmować się głupotami, powinieneś przygotować się na poszukiwania!- poszedłem do domu. Widać minie trochę czasu, zanim mi wybaczy.

Franceska

Obudził mnie szmer dobiegający zza krzaków. Podniosłam się i wzięłam kij leżący obok mnie. Z krzaków wyskoczył dzik. Był ogromny. Przebiegł obok mnie i nawet nie zwrócił na mnie uwagi. A ja się tak przestraszyłam. Dobra koniec już tego lenistwa. Idę poszukać drogi do domu.

Violetta

O 16:00 spotkaliśmy się wszyscy pod szkołą.
-Franceski nie ma w domu. Luca powiedział, że nie wróciła na noc- Marco zaczął płakać. Naprawdę martwił się o Fran, z resztą, my także.
-Nie martwcie się, znajdziemy ją- Cami wzięła sprawę w swoje ręce- musimy się jakoś podzielić. Marco, ty idź pod dom Franceski, na wypadek, gdyby wróciłą. Naty i Maxi, idziecie do parku. Fede i Thomas, idźcie popytać ludzi, czy jej nie widzieli. Napo i Braco, wy idźcie zgłosić jej zaginięcie na policję. Ja i Brodway pójdziemy jej szukać w lesie od strony wschodniej, a Viola i Leon od strocy zachodniej.
-Co?- ja miałam być z Leonem?- Ale...
-Bez dyskusji! Spotykamy się w tym miejscu za 3 godziny. No to w drogę!- ruszyłam z Leonem w stronę lasu. Nie odzywaliśmy się do siebie. Nie miałam na to najmniejszej ochoty. Jednak Leon chyba chciał rozmawiać.
-Obyśmy znaleźli Fran.
-No- tyle zdołałam powiedzieć. Chodziliśmy pomiędzy drzewami, co chwilę nawołując Franceskę.
-Violu, posłuchaj. Ja naprawdę cię przepraszam. Nie wiem, co wtedy we mnie wstąpiło. Wiesz przecież, jaki ze mnie zazdrośnik.
-Tak, wiem. Ale nie rozumiem, dlaczego jesteś zazdrosny. Ja kocham tylko ciebie. Ale my nie możemy być razem. Związek musi się opierać na zaufaniu. A ty mi nie ufasz. Nigdy nie dajesz mi dojść do słowa. Nie dajesz mi wyjaśnić. Bo ty wiesz lepiej. Uważasz mnie za wariatkę, podłą żmiję... Ja w tym momencie uważam cię za głupka, bo jesteś naprawdę nie do zniesienia. Jestem idiotką... Chcąc, czy nie, kocham tego głupka. Tak Leon, kocham cię, ale ci tego nie wybaczę- z oczu Leona zaczęły lecieć łzy. On naprawdę żałował tego co zrobił. Jednak nie mogłam mu wybaczyć. Ja też zaczęłam płakać. Szliśmy teraz w ciszy. On patrzył się w ziemię, a ja na niego. Leeon był przygnębiony. Na ziemię co chwilę leciały łzy. Leona i moje. Nie patrzyłam pod nogi, dlatego też nie zauważyłam wystającego z ziemi korzenia. Potknęłam się i upadłam. Jęknęłam z bólu.
-Violu, nic ci nie jest?
-Boli mnie noga, nie dam rady wstać.
-Wezmę cię na ręce.
-Co? Nie! Oszalałeś?!
-Tak- powiedział i wziął mnie na ręce.
-Jesteś idiotą, wiesz?- powiedziałam spokojniej.
-Wiem jestem idiotą, który bezgranicznie cię kocha- było mi wstyd- powiesz coś? Tak myślałem.
-Leon... Ja...
----------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Przepraszam, że wczoraj nie było rozdziału, ale wyleciało mi to z głowy.

Konstancja :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz