środa, 31 lipca 2013

Rozdział XXII

Violetta

Obudziłam się w szpitalu. Przy moim łóżku siedział Federico. Chował twarz w dłoniach.-Fede, o co chodzi?-To wszystko moja wina. Musisz powiedzieć Leonowi prawdę.-Co?! Będziesz wtedy w wielkim niebezpieczeństwie!-Posłuchaj, jesteś nieszczęśliwa. Przeze mnie. Powiedz mu.-No dobrze. Ale i tak się do mnie nie zbliży. Przecież te truskawki...-Znam pewnego chemika. Pomoże nam. Stworzy ci perfumy, których zapach będę mógł wyczuć tylko ja. W końcu mam niesamowity węch.-To wspaniale!- rzuciłam mu się na szyję- dziękuję.-Pamiętaj Violu. Jesteś dla mnie najważniejsza- te słowa utkwią w mej pamięci do końca życia. To cudowne jest mieć takiego przyjaciela. Razem z Federico wróciłam do domu. Ładnie się ubrałam i poszłam do Leona.

Maxi

Teraz trwaliśmy w mocnym uścisku. Nie chciałem jej puścić, stracić. Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie. Niestety, musieliśmy się od siebie oderwać.
-Maxi, ja cię tak bardzo przepraszam, przeze mnie mogłeś zginąć.
-Ej, nie smuć się. To nie twoja wina. To przez chorobę. Ta twoja agresja... To nie jest teraz ważne. Najważniejsze, że z tobą jest w porządku.
-Ale teraz będę musiała się leczyć. Nie wiadomo, ile razy jeszcze wybuchnę. Mogę cię skrzywdzić.
-Nic nie szkodzi. Ja będę cały czas przy tobie- pocałowałem ją w czoło. Tak, teraz muszę być przy niej- Naty, powinniśmy zadzwonić do naszych przyjaciół. W końcu oni nawet nie wiedzą co się stało. Dlaczego nie ma nas w szkole.
-Masz rację.

Violetta

Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Leon. Tak jak wcześniej odsunął się.
-Co znowu?
-Leon posłuchaj. W końcu mogę ci wszystko wyjaśnić- byłam uradowana- Federico jest wampirem! A żebym mogła z nim przebywać, musiałam się psikać tymi perfumami. Fede wtedy nie pragnie mojej krwi. Ale to nie jest ważne. Słuchaj, pewien chemik stworzy mi takie perfumy, żeby tylko Fede mógł je wyczuwać. Ty już nie będziesz dostawał ataku alergii w moim towarzystwie. Czy to nie wspaniałe?
-Wampirem? Czy ty upadłaś na głowę? Ty naprawdę powinnaś się leczyć! O matko, wariatka! Powinni cię zamknąć w psychiatryku!- krzyknął i trzasnął drzwiami. To mnie naprawdę zabolało. Jak on mógł powiedzieć coś takiego? Z płaczem wróciłam do domu.

Franceska

W parę minut umyliśmy podłogę. Właśnie odstawiałam mopa do składzika na miotły, gdy nagle poślizgnęłam się na świeżo wypastowanej podłodze. Upadłam. Marco od razu podbiegł do mnie podniósł mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Nasze usta dzieliły centymetry...Milimetry...
------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*



niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział XXI

Maxi

-Ja...Ja... Chciałem ci powiedzieć...Bo ja coś zrozumiałem. Coś bardzo ważnego. Ja... Kocham cię. Pokochałem cię, kiedy wpadłaś w moje ramiona. Kochałem cię, gdy patrzyłaś na mnie. Kochałem cię, kiedy na mnie wrzeszczałaś. Kochałem cię, kiedy skasowałaś mi samochód i prawie nas zabiłaś. Kocham cię teraz, kiedy leżysz nieruchomo na szpitalnym łóżku. Będę cię kochał, bez względu na to co się stanie. Jesteś moją jedyną. Jeśli coś ci się stanie, umrę z rozpaczy- zacząłem płakać. Płakać jak małe dziecko. Trzymałem chłodną rękę Naty. Obserwowałem lekki ruch jej klatki piersiowej. Schowałem twarz w dłoniach. Nagle poczułem jak ktoś położył dłoń na moim ramieniu. To była Naty. Przytuliłem ją z całej siły. Wiedziałem, że ona słyszała każde moje słowo. Teraz trwaliśmy w mocnym uścisku. Nie chciałem jej puścić, stracić. Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie. Niestety...

Franceska

Mój brat zatrudnił jakiegoś faceta do pracy. Mam mu wszystko wytłumaczyć. A dlaczego ja? To nie jest mój bar, a muszę odwalać całą brudną robotę. No nic. Leon nie jest z Violą już od tygodnia. Nie rozumiem jej. Przecież wie, że Leon jest uczulony na truskawki. Więc dlaczego psika się tymi perfumami? Ehh. Weszłam do Restó. Nie spodziewałam się tego co zobaczyłam. Chłopak, który właśnie przyjmował zamówienie... To był... Marco. Nie wierzę. On jest nowym pracownikiem? Jak to się świetnie złożyło! Będę mogła spędzać z nim więcej czasu. No dobra, koniec marzeń. Teraz muszę mu wszystko wytłumaczyć.
-Marco?
-Tak Francesko?
-Słuchaj, wytłumaczę ci teraz jakie czynności będziesz wykonywał w barze. Mycie podłóg, zmywanie naczyń, przyjmowanie zamówień, sprzątanie ze stołów- wyliczałam na palcach.
-Trochę tego sporo. Ale pomożesz mi prawda?- chłopak zrobił maślane oczy. Nie mogłam oprzeć się temu wzrokowi.
-No dobrze pomogę ci. Na początek mycie podłóg- wzięliśmy się do pracy. Szło nam całkiem nieźle. Marco świetnie nadaje się do tej pracy.

Violetta

Ja i Federico ciągle próbujemy znaleźć jakiś dobry sposób, aby Leon nie wyczuwał moich truskawkowych perfum. Ale nic nam nie przychodzi do głowy. Mam zamiar iść do Leona. Muszę z nim pogadać. Ale jak? Nie mogę zmyć z siebie tych perfum. Nie mogę również zbliżyć się do Leona na mniej niż 5 metrów. Co ja mam teraz zrobić? No dobra idę do niego. Zapukałam do drzwi jego domu. Otworzył mi. Szybko się odsunął.
-Czego chcesz?
-Wyjaśnić ci wszystko. Posłuchaj, ja...
-Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień. Ale za to ty posłuchaj co ja mam do powiedzenia. Jesteś podłą żmiją. Nie rozumiem, jak mogłem spotykać się z taką idiotką! Myślisz tylko o sobie. Nie liczysz się z cudzymi uczuciami. Zamiast powiedzieć mi wprost, że nie chcesz już być ze mną, próbujesz odepchnąć mnie od siebie. Idź do tego swojego Federico. I obydwoje wynoście się z mojego życia!- to było straszne. Momentalnie się rozpłakałam. Leon nie zwracał na to uwagi. Mówił dalej- Posłuchaj, dla mnie już nie istniejesz- trzasnął drzwiami. Ja oparłam się o ścianę. Wylewałam z siebie strumienie łez. Na dodatek moja choroba dała o sobie znać. Zaczęłam się dusić. Wołałam o pomoc. Leon tylko zamknął okno. Nie obchodził go mój los. Wycieńczona upadłam na wycieraczkę pod jego domem.
---------------------------------------------------------------------------------
Jestem wredna, rozwalam Leonettę :P

Konstancja :*


sobota, 27 lipca 2013

Rozdział XX

Maxi

Obudziłem się w szpitalu. Strasznie bolała mnie głowa, ale teraz to nie było najważniejsze. Nie wiedziałem, gdzie jest Naty. Do mojej sali wszedł lekarz.
-O, już się pan obudził. To dobrze, miał pan wielkie szczęście. To mogło się skończyć inaczej. Pana koleżanka nie miała tyle szczęścia, jest w stanie krytycznym. Lekarze wciąż walczą o jej życie.
-O matko!- świat mi się zawalił.
-Niech pan się nie przejmuje, lekarze robią wszystko co w ich mocy. Wie pan, mam takie jedno pytanie. Jak został spowodowany ten wypadek?
-Jechaliśmy do szpitala, bo Naty zemdlała. W samochodzie odzyskała przytomność, ale stała się bardzo agresywna. Zabrała mi kierownicę...
-Mówi pan, że była agresywna? Tak, teraz wszystko się zgadza. Pana koleżanka jest chora. To poważna choroba, ale można ją wyleczyć.
-To wspaniale- zacząłem kaszleć.
-Proszę pana, wszystko dobrze?
-Tak, to tylko chrypa.
-Tak czy inaczej, obydwoje mieliście szczęście. Gdyby nie ten chłopak, to...
-Jaki chłopak?
-Hm... Czarna marynarka, ciemne okulary przeciwsłoneczne, włosy podniesione na żel...
-Federcio?
-O, tak, tak. Fedrico. Wyłowił was i zawiózł do szpitala. Gdyby nie on, utopilibyście się.
-Rozumiem.Panie doktorze, kiedy mogę się wypisać?
-No nie wiem, może za tydzień?
-Co? Ale ze mną przecież wszystko dobrze.
-Tak, ale jednak powinien pan zostać jeszcze na obserwacji. Musimy jeszcze wykonać kilka dodatkowych badań.
-No dobrze.

Tydzień później

Mogę się już wypisać, idę na recepcję. Najpierw jednak zapytałem o Naty.
-Proszę pani, a co się dzieje z Naty? Miała wypadek.
-Jest po operacji. Jest bardzo osłabiona, ale żyje.
-Dziękuję- podszedłem do jednego z lekarzy- panie doktorze, czy mogę wejść do Naty?
-Jest pan kimś z rodziny?
-Nie... Znaczy...No, bo...
-Przykro mi, ale...
-Jestem jej chłopakiem!
-No dobrze, niech pan wejdzie, ale tylko na chwile- wszedłem do sali Naty- Moje biedactwo. Dobrze, że nic ci nie jest. Będę przy tobie przez cały czas. Nie wyjdę z tej sali nawet na chwilę, będę czuwał. Jesteś chora, ale można cię wyleczyć. To najważniejsze- siedziałem tak jeszcze chwilę. Trzymałem ją za rękę. Kiedy ona się obudzi? Miałem łzy w oczach- Naty, posłuchaj. Ja...Ja... Chciałem ci powiedzieć...Bo ja coś zrozumiałem. Coś bardzo ważnego. Ja...
-----------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. W tym rozdziale tylko perspektywa Maxiego. Zachęcam do czytania i komentowania mojego bloga :D


Konstancja :*

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział XIX

Violetta
Leon, co ci jest?- byłam przerażona
-Bo... Bo... Ja...- Leon momentalnie osunął się ode mnie i od razu poczuł się lepiej- Violetta, dlaczego psikasz się tymi perfumami? Zapomniałaś, że jestem uczulony na truskawki?- no to po mnie. Jak ja mogłam o tym zapomnieć. No to koniec. Ja muszę się psikać tymi perfumami, inaczej Fede mnie zabije- Idź Violu do łazienki, zmyj z siebie ten zapach i idziemy do szkoły.
-Ale Leon, ja nie mogę go zmyć.
-Ale jak to?
-Nie mogę, naprawdę.
-Ale dlaczego akurat truskawki? Powiesz mi?
-Robię to dla Federico- wyraz twarzy Leona zmienił się natychmiast. Chłopak był wściekły.
-Co?! A ja cię już nie obchodzę? Wolisz, żeby Federico był zadowolony, czy żebym ja się normalnie czuł?- nie wiedziałam co powiedzieć, mój wzrok padł na podłogę- wiedziałem.Violetta, to koniec- chłopak odszedł, tak jak moja chęć do życia. Zaczęłam płakać. Zaraz pojawił się obok mnie Federico.
-Violu, co się stało?- opowiedziałam mu całą historię. Fede schował twarz w dłoniach- to wszytko moja wina.
-Federico, nawet tak nie mów! To nie jest wcale twoja wina! Tylko moja...

Naty

Zobaczyłam Leona wchodzącego do Studia. Był zły. Obok niego nie było Violi. Coś się musiało stać.
-Fran, Cami, nie wiedzieliście Violi?
-Nie- odpowiedziały chórem.
-Widziałam Leona wchodzącego do Studia. Był zły. Czy wiecie, co się mogło stać?
-Nie wiem- powiedziała Fran- zapytajmy się go- razem z dziewczynami podeszłyśmy do Leona.
-Leon gdzie jest Violka?
-A co mnie to obchodzi?- zapytał oschle.
-Leon, co się stało?
-Viola jak widać woli Federico.
-O czym ty mówisz?
-A odczepcie się ode mnie! Idźcie męczyć kogoś innego- takiego Leona jeszcze nie znałam.
-Dziewczyny widać od niego się niczego nie dowiemy. Po lekcjach pójdziemy do Violi. Zapewne dzisiaj nie będzie jej w szkole- pożegnałyśmy się. Podeszłam do swojej szafki. Znikąd pojawił się Maxi.
-Hej Naty- Maxi uśmiechnął się do mnie.
-Cześć- również się uśmiechnęłam się. Nagle zakręciło mi się w głowie. Zemdlałam... Obudziłam się w samochodzie. Za kierownicą siedział Maxi.
-Co ja tu robię?
-Jedziemy do szpitala- Maxi wyglądał na zmartwionego.
-Ale po co? Przecież ze mną wszystko dobrze.
-Lepiej się upewnić.

Maxi

Naty siedziała cicho. Nie odzywała się. Nagle zaczęła na mnie krzyczeć. Stała się strasznie agresywna. Wybiła szybę w samochodzie, następnie zabrała mi kierownicę. Dodała gazu. Jechała jak pijana. Byłem przerażony. Wjechaliśmy na most. Naty ostro skręciła w prawo. Ostatnie co słyszałem, to głośny plusk.
----------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał.

Konstancja :*

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział XVIII

Violetta

-Jest jeden sposób. Powinnaś używać truskawkowych perfum.
-I to niby w czym ma pomóc?
-Dzięki temu nie będę czuł twojej krwi i będę mógł zapanować nad swoim pragnieniem. Posłuchaj, jeśli zaczniesz ich używać, nie będziesz mogła przestać. Gdy mój instynkt wyczuje, że te perfumy były tylko po to, aby uśpić moje pragnienie, przykro mi, ale nie zapanuję nad sobą i...- nie dokończył. Wiedziałam co chce powiedzieć. Teraz tylko pozostaje mi wybór. Dopóki Federico mieszka w Buenos Aires mam używać truskawkowych perfum, czy nadal trzymać się od niego z daleka, bo jego pragnienie jest zbyt duże, żeby się powstrzymać, a zapach mojej krwi może tylko zatuszować zapach truskawek. Szkoda mi go. Jest taki samotny. Muszę mu jakoś pomóc. Jestem gotowa, aby zacząć używać tych perfum. Chociaż nienawidzę truskawek. Ale wytrzymam. Chcę, żeby Fede miał przyjaciółkę. A skoro to jedyny sposób...
-Federico, zacznę używać tych perfum. Nie chcę żebyś czuł się u mnie w domu nieswojo. Po za tym już nie musisz chodzić po domu w tych ciemnych okularach. A tak w ogóle, to dlatego nigdy nie przychodziłeś na posiłki?
-Tak, ja nie jem niczego po za krwią.
-Rozumiem. Dzięki, że mi zaufałeś.
-No to może ja już pójdę. Pewnie Leon chce do ciebie wpaść. Spotkamy się później tak?
-Okey, to pa.

Leon

No, w końcu Federico raczył opuścić salę Violi. Ciekawe o czym tak długo rozmawiali? Podszedłem do jednego z lekarzy.
-Panie doktorze, kiedy Violetta Castillo będzie mogła wyjść?
-Nawet teraz. Wszystko jest z nią dobrze.
-Dziękuję bardzo- poszedłem do Violi.
-Hej Violu wszystko dobrze?
-Cześć Leon. Tak, w najlepszym- Violka się uśmiechnęła- wiesz kiedy mogę stąd wyjść?
-Nawet teraz. Chodź, pomogę ci wstać- wyszliśmy ze szpitala, a razem z nami reszta klasy. Wszyscy byli zadowoleni, że z Violą wszystko dobrze. Z powodu tego wypadku reszta lekcji w Studio została odwołana. Odprowadziłem Violę do domu. Pożegnałem się z nią i poszedłem do domu.

Violetta

Jestem już w domu, w swoim pokoju, z truskawkowymi perfumami w ręku. Jeśli zacznę się nimi psikać, Federico nie będzie miał ochoty na moją krew. Ale jeśli będę przez jakiś czas się nimi psikać, a potem przestanę, pragnienie Fede się wyostrzy i... Już nie będzie po mnie co zbierać. Nie wiem czy dobrze robię, to jest jak bilet w jedną stronę, ale Fede mnie potrzebuje, a inaczej nie będę mogła się do niego zbliżyć. A co mi tam! Popsikałam się tymi perfumami. Federico z niesamowitą szybkością wpadł d mojego pokoju i usiadł na parapecie. Nie wyglądał tak jak wcześniej.. Ponuro. Teraz ubrany był w jaskrawożółte spodnie białą koszulkę i niebieską marynarkę. Nie miał już okularów. Jego czerwone oczy świeciły się jak iskierki. Dodatkowo na jego twarzy gościł piękny uśmiech.
-Widzę, że chcesz zaryzykować?
-Tak. Nie pożałuję tego wyboru- jeszcze chwilę porozmawialiśmy. Potem Fede poszedł do swojego pokoju, a ja położyłam się spać. Następnego dnia jak zwykle przyszedł po mnie Leon.
-Cześć Violu- powiedział i chciał mnie pocałować, ale natychmiast się cofnął. Zaczął przeraźliwie kaszleć. Z oczu leciały mu łzy- Leon co ci jest?- byłam przerażona.
-Bo... Bo... Ja...
-------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Jak myślicie, co się stało Leonowi?

Konstancja :*

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział XVII

Violetta

Obudziłam się dzisiaj rano cała mokra. Miałam okropny sen. Śniło mi się, że Federico był w ogrodzie i... Chwila, przecież to nie był sen! Pamiętam to bardzo dobrze. Krew na ustach... Świecące oczy... Tak, jestem pewna tego, co widziałam. Muszę się dowiedzieć co on robił dzisiejszej nocy. Może znajdę coś w internecie? Przeglądam różne strony. Niestety, nadal niczego się nie dowiedziałam. To co przed chwilą przeczytałam wskazuje na to, że Fede jest wampirem. Haha! Przecież to niedorzeczne. Wampirem? Naprawdę? Może bardziej uwierzyłabym, że jest czarodziejem. Ale wampirem? Nie, to się nie mieści w głowie. Widać muszę się go zapytać o to. Ale najpierw muszę iść do szkoły.

Leon

Poszedłem po Violettę i jak zwykle poszliśmy razem do Studia. Jednak ona była jakaś nieobecna. W ogóle nie zwracała na mnie uwagi. Była zamyślona. Raz nawet prawie uderzyła głową w słup. O czym ona tak mogła zawzięcie myśleć. Muszę się jej o to zapytać. Akurat teraz mamy przerwę. To chyba najlepszy moment. Viola idzie do swojej szafki. O matko! Wpadła na Maxiego. Przewróciła się. Uderzyła się głową o szafkę i straciła przytomność. Dzwonię na pogotowie. Oby jej się nic nie stało.

Federico

Viola mnie wczoraj widziała. Mogę mieć przez nią kłopoty. Teraz karetka zawiozła ją do szpitala. Pojadę tam i porozmawiam z nią. Muszę jej to jakoś wytłumaczyć.

Leon

Jestem już w szpitalu. Razem ze mną jest również cała nasza klasa. Wszyscy martwimy się o Violę. Z sali Violetty wyszedł lekarz.
-Wasza koleżanka tylko lekko uderzyła się w głowę. Miała mały wstrząs mózgu. Ale to nic poważnego.
-Czy można do niej wejść?- zapytałem z nadzieją w głosie.
-Tak, ale tylko jedna osoba.
-Ja pójdę- powiedział Federico, po czym wstał i poszedł do sali Violi. Co? Jak to? Przecież to ja powinienem do niej iść. To jest moja dziewczyna! Co ten Federico sobie myśli?! Byłem okropnie zły, a reszta klasy strasznie zdziwiona zachowaniem Fede.

Violetta

Obudziłam się w szpitalu. Właśnie w tej chwili do sali wszedł Fede. A co on tu robi? Nie mam pojęcia, ale może wyjaśni mi swoje zachowanie dzisiejszej nocy.
-Viola, musimy pogadać- ja też tak uważam- to co wczoraj widziałaś... No ten... Jakby ci to wytłumaczyć? Ja... Ja... Jestem...
-Jesteś wampirem- dokończyłam za niego- wiem o tym, ale dlaczego mi nie powiedziałeś o tym wcześniej.
-Miałbym straszne kłopoty, ty z resztą też. Ja tak bardzo chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić, ale nie mogę. Boję się, że zrobię ci krzywdę. Przecież wiesz, jakie są wampiry. Jesteśmy nieprzewidywalni. A gdyby tak ktoś się dowiedział, kim jestem, zapewne nie pożyłbym długo. Obiecaj mi, że nikomu o tym nie powiesz.
-Nie powiem o tym nikomu, obiecuję. Ja też chciałabym się z tobą zaprzyjaźnić, naprawdę. Czy jest jakiś sposób na to, abyś nie patrzył na mnie jak na przekąskę?
-Jest jeden sposób. Powinnaś...
---------------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, ze rozdział wam się podoba. Z góry przepraszam, że tak późno rozdział, ale tak jakoś nie miałam czasu.

Konstancja :*

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział XVI

Angie

-Poznajcie Jade- do domu weszła szczupła brunetka- spotykamy się- zakrztusiłam się przeżuwanym właśnie kawałkiem wątróbki. Violetta wytrzeszczyła oczy.
-Co? Jak mogłeś tato? I nic mi nie powiedziałeś?
-Violetto nie podnoś głosu! Jestem dorosły i mogę robić co mi się podoba!- Violetta poszła do swojego pokoju.
-To ja też może już pójdę- nie chciałam im przeszkadzać.

Violetta

Dlaczego tata nic mi nie powiedział. Nie rozumiem go. Ale trudno. Nie będę się przejmować takimi głupotami. Mam na głowie co innego, a mianowicie Federico. Ciągle mnie męczy ten mój ostatni sen. Leon tłukł Fede z całej siły, lecz Federico nie miał nawet zadrapania. Fede uderzył Leona raz. I tym jednym ciosem go zabił. Nie wiem. Może moja podświadomość wymyśla dziwne sny, ale jednak wydaje mi się, ze ten miał mi coś przekazać. Nie wiem jeszcze co, ale na pewno się tego dowiem. Jest już 22, a mi wcale nie chce się spać. Napisałam do Leona "Śpisz?", a on mi odpisał "Już nie". Wykorzystałam to. Pisałam z nim dosyć długo. zanim się obejrzałam była 3 w nocy. Chciałam położyć się spać, gdy nagle usłyszałam szelest dobiegający z mojego ogrodu. Ciekawe co to może być? Założyłam szlafrok. Zeszłam na dół, wyszłam przed dom. Pusto. Znowu usłyszałam szelest. Poszłam za dom. Nie wierzę w to co zobaczyłam. Ujrzałam Federico. Stał do mnie tyłem. Usłyszał mnie, więc momentalnie się odwrócił. To co teraz zobaczyłam wstrząsnęło mną dogłębnie. Federico miał usta ubrudzone krwią, a oczy świeciły mu się jak ogień. W ręce trzymał martwego królika. Tak strasznie się przestraszyłam. Zaczęłam krzyczeć. Chwilę potem przyszedł do mnie tata, Ramallo i Olga. Wszyscy troje byli bardzo zmartwieni. A Federico już nie było. Nic nie mówiąc wróciłam do domu i poszłam do swojego pokoju. Nie wiedziałam co się stało. Może mi się przywidziało? Nie, na pewno to nie było przywidzenie. To wydarzyło się naprawdę. Ale Fede... Co on tam robił? Cały umazany krwią. Może pójdę do niego. Czegoś się dowiem. Zapukałam do pokoju Federico. Nic. Zapukałam jeszcze raz. W końcu usłyszałam ciche "proszę". Weszłam do jego pokoju. Jak zwykle, ciemno. Federico siedział w piżamie. Oczy były zasłonięte ciemnymi okularami.
-Czego chcesz?
-Dowiedzieć się, co robiłeś w ogrodzie.
-Ale mnie tam nie było!
-To niby co ja widziałam? Byłeś tam, cały umazany krwią- Fede się zaśmiał.
-Nic mi nie udowodnisz!- krzyknął i wypchnął mnie ze swojego pokoju. To było naprawdę dziwne. No ale cóż. Idę spać.
--------------------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*

środa, 17 lipca 2013

Rozdział XV

Violetta

Dzisiaj na zajęciach z Angie przedstawiamy nasze piosenki. Najpierw zaśpiewali Maxi i Naty. Wyszło im świetnie. Będą świetną parą. Następni byli Braco i Napo. Im również wyszło dobrze. Potem zaśpiewali Camila i Brodway, Franceska i Andreas, Ludmiła i Leon. Na końcu śpiewałam ja z Thomasem. Z trudem powstrzymywałam złość do niego. Za to co mi zrobił, co mówił o Leonie. Miałam ochotę wyjść z sali. Ale jakoś się opanowałam i wyszło nam chyba dobrze. Miałam rację wyszło dobrze, gdyż wszyscy dostaliśmy piątki. Teraz mamy pół godziny przerwy. Tak się zastanawiam, może zaproszę dzisiaj Angie na kolację? W końcu odkąd zaczęłam chodzić do Studia, przestała być moją guwernantką. Zerwałyśmy ze sobą kontakt. Tak, powinnam ją zaprosić. Okey, idę do pokoju nauczycielskiego.
-Angie?
-Tak Violu?
-Może chciałabyś dzisiaj przyjść do mnie na kolację?
-Z wielką chęcią. Może w końcu powiemy twojemu tacie, że jestem twoją ciotką.
-No, najwyższy czas. To o 18 o nas tak?
-Dobrze, przyjdę. To pa.

Angie

No to mam już zaplanowany dzisiejszy dzień. Muszę powiedzieć Pablo, że dzisiaj nie możemy się spotkać. Tak, jestem z Pablo. Około miesiąc. On jest wspaniały.
-Pablo, możemy pogadać?
-No pewnie, o co chodzi?
-Słuchaj, nie mogę się dzisiaj z tobą spotkać.
-Ale dlaczego?
-Idę dzisiaj na kolację do Violetty.
-Do Violetty, czy do Germana?- Pablo uniósł jedną brew, wyglądał przekomicznie. Z trudem powstrzymywałam śmiech.
-Ależ Pablo, jak ty tak możesz? German jest moim szwagrem, a po za tym ja chodzę z tobą- pocałowałam go. Ach, ten mój zazdrośnik. Ja z nim nie wytrzymam. Pożegnałam się i poszłam do domu.

Violetta

Poszłam do gabinetu taty. W końcu musiałam mu powiedzieć, że dzisiaj odwiedzi nas Angie.
-Tato?
-Tak Violu? O co chodzi?
-Chciałam ci powiedzieć, że dzisiaj na kolacji będzie Angie.
-Ale ja już zapro... No dobrze niech przyjdzie.
-Dziękuję tato- pocałowałam go w policzek i poszłam na górę. Chciałam się zapytać Federico, czy będzie na kolacji. Zapukałam do drzwi.
-Federico?
-Co?
-Będziesz dzisiaj na kolacji?
-Nie.
-Ale Fede, odkąd przyjechałeś, nie byłeś na żadnym posiłku.
-No i dobrze.
-Jak chcesz- odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Federico jest naprawdę dziwny, nie rozumiem go. Na całe szczęście to dziwne uczucie do niego przeszło. Ojej! Zaraz przyjdzie Angie.

Angie

Jestem już na kolacji. Jet dosyć miła atmosfera, przynajmniej... na razie. No, muszę to w końcu powiedzieć.
-German?
-Tak Angie.
-Posłuchaj, muszę ci coś ważnego powiedzieć. Ja... Ja... Jestem ciotką Violetty- German właśnie pił sok. W tej chwili został wypluty na podłogę.
-Że co?
-Jestem siostrą Marii. Przepraszam, że ci wcześniej nie powiedziałam, ale bałam się jak zareagujesz.
-No już dobrze, jednak mogłaś mi o tym powiedzieć. Już trudno. Ja też jednak muszę coś wam oznajmić. Poznajcie...
------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*



wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział XIV

Naty

Dzisiaj mamy z dziewczynami wprowadzić w życie operacje "Zdobyć facetów". No nie wiem, czy to dobry pomysł. Może lepiej, jak jesteśmy z Maxim tylko przyjaciółmi? Jestem już w Studio. Widzę Violettę z Leonem. Ta to ma szczęście. Znalazła miłość swojego życia. Przecież Leon jej nie zostawi. A ja? Zakochałam się w swoim przyjacielu. Jetsem idiotką. Szłam tak i rozmyślałam o swoim nieszczęściu. Gdy nagle potknęłam się o własną nogę. Wpadłam Maxiemu w ramiona. Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Ja... Ja... Przepraszam, to... Było niechcący. Podniosłam się i szybko odeszłam.

Camila

wiedziałam jak Naty złapał Maxi. o koleżanko! Maxi już niedługo będzie twój. Niegdzie nie mogę znaleźć Brodwaya. O, jest.
-Hej Brodway, możemy pogadać?
-No spoko- podeszliśmy do szafek. Zaczęliśmy rozmawiać o piosence na jutrzejsze zajęcia z Angie. Wyciągnęłam książki z szafki. Zapatrzyłam się w oczy Brodwaya. Zamknęłam szafkę i przytrzasnęłam sobie palce. Zajęczałam z bólu.
-Cami, co ci jest?
-Ała, boli. Przytszasnęłam sobie palce- Brodway zawiózł mnie do lekarza. No super mam dwa złamane palce. Brodway odwiózł mnie z powrotem do Studia. Zaraz podbiegły do mnie dziewczyny.
-Nic mi nie jest- uspokajałam je- to tak jakby cześć planu. Bo Brodway zwrócił na mnie uwagę.

Franceska

Naty i Cami mają łatwiej. One przyjaźnią się ze swoimi wymarzonymi chłopakami. A ja ledwo znam Marco. Rozmyślałam o tym, jak zwrócić na siebie jego uwagę. Nawet nie zauważyłam prze sobą Marco. Wpadłam na niego, przewróciłam się.
-Nic ci nie jest?
-Nie. Przepraszam, że na ciebie wpadłam. Zamyśliłam się.
-Nic nie szkodzi- złapał mnie za rękę i pomógł wstać. Podziękowałam mu i odeszłam.

Violetta

No, dziewczyny dają radę. Wszystkie zwróciły już na siebie uwagę. Obok mnie stał Leon i opowiadał mi o jakiejś durnej hiszpańskiej telenoweli. Wcale go nie słuchałam. Rozmyślałam o swoim śnie.
-Leon słuchaj. Coś dziwnego mi się wczoraj przyśniło.
-A co? Słucham- opowiedziałm mu cały sen. On zaczął się śmiać- no Violu, ja nie jetem pewien, czy powinienem się umawiać z dziewczyną z wyrokiem- oboje zaśmialiśmy się. Nagle zauważyłam Thomasa. Przypomniało mi się, że jutro mamy śpiewać nasze piosenki. A ja i Thomas jeszcze nieczego nie ćwiczyliśmy.
-Leon, ja idę do Thomasa.
-Mam być zazdrosny?
-Raczej nie chyba, że znów coś głupiego przyjdzie mu do głowy.
-Dobrze Violu, tylko nie denerwuj się, bo wiesz jak to może się skończyć- pocałowałam Leona i podeszłam do Thomasa.
-Thomas, jutro mamy śpiewać piosenkę na zajęcoach z Angie, a przecież jeszcze nic nie mamy.
-Napisałem już piosenkę, przećwiczymy ją i będzie okey- poszliśmy do sali Beto. Zaczęliśmy śpiewać Tienes Todo. Przyznam, ze to bardzo ładna piosenka. Fajnie nam się razem śpiewało. Gdy skończyliśmy Thomas podszedł do mnie bliżej.
-Violu posłuchaj, nie powinnaś spotykać się z Leonem.
-Co? Dlaczego?
-Leon to zły człowiek. Wyrządzi ci wiele złego- jak on może tak mówić o Leonie?!
-Jak ty możesz?! Leon nie jest zły! Jest najlepszym, co mnie mogło spotkać w życiu! Za to ty jesteś okropny!- no i stało się. Leon mówił żeby się nie denerwować, a ja teraz kipię złością. O nie. Zaczyna mi brakować powietrza. Ja się duszę. Do klasy szybko wpadł Leon. Do ust włożył mi tabletkę na uspokojenie. Przytulił mnie.
-No już Violu, nie denerwój się- uspokoiłam się. Całe szczęście, że Leon był w pobliżu.
-Thomas ty idioto! Chcesz, aby ona się udusiła?! Nie można jej denerwować! Chodź Violu, idziemy stąd.

Thomas

Katastrofa! Co ja narobiłem? Viola mi nie wybaczy. Ona ma rację. Leon nie jest zły. Ludmiła opowiedziała mi same kłamstwa. Co za wredna żmija! A ja jej uwieżyłem. No cóż, bardzo tego żałuję. A co do Violetty, może czas, bym powiedział jej prawdę.
-----------------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Jak myślicie, co Thomas chce powiedzieć Violetcie?

Konstancja :*





poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział XIII

Violetta

Moje zajęcie przerwało pukanie do drzwi.
-Violu, przyszły twoje koleżanki!- krzyknęła Olga. No faktycznie, przecież dzisiaj z dziewczynami miałyśmy mieć babski wieczór.
-Cześć dziewczyny- do domu weszła Franceska, Camila, Naty i... Zaraz chwila kto to jest? Osoba zasłoniła twarz torebką.
-Ekhm. Leon, to jest babski wieczór.
-No dobra, narazie dziewczyny- z koleżankami poszłyśmy do mojego pokoju. Usiadłyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać.
-No, dziewczyny. Ja już mam chłopaka, a wy? Kto się wam podoba?
-Mi się podoba Brodway.
-Wow Camila. A czemu on jeszcze o tym nie wie?
-Przecież mu ot tak po prostu tego nie powiem. Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni.
-Ale Camila, ty nic nie zniszczysz. Jutro w szkole mówisz Brodwayowi co czujesz- powiedziałam stanowczo- A ty Franceska?
-Mi podoba się Marco, nowy. Ma takie śliczne oczy.
-Franceska ty też musisz powiedzieć Marco o swoich uczuciach. No chyba, że chcesz być zawsze sama.
-Nie. nie chcę. Powiem mu o tym.
-A ty Naty?

Naty

O matko! Dlaczego ona się mnie o to pyta. Przecież im nie powiem.
-Ja...mi...znaczy.....no, bo ten.... eee, mi nikt się nie podoba.
-Jasne, jasne. Gadaj szybko.
-Podoba mi się Maxi- powiedziałam szybko poczym schowałam się pod kołdrę.
-Naprawdę? Maxi? Oho, no ciekawe- wiedziałam, nie powinnam im o tym mówić przecież Maxi to mój przyjaciel, po za tym on i tak nic pewnie do mnie nie czuje.
-Naty, wychodź spod tej kołdry, ja uważam, że ty i Maxi pasujecie do siebie- chociaż Viola trzyma ze mną.
-My z Cami też tak uważamy.
-Naprawdę?
-No pewnie. No to od jutra zaczynamy operację "Zdobyć facetów".
-Fran, co ty mówisz? Jaką operację?
-No "Zdobyć facetów". Musimy mieć jakiś plan działania. Viola nam pomoże, co nie?
-Tak, tak. Pomogę wam. Możecie na mnie liczyć.

Violetta

Jeszcze przez 3 godziny obmyślałyśmy plan działania. Polega on na tym, że dziewczyny w każdy możliwy sposób próbują zwrócić uwagę chłopaków. Kiedy już chłopaki zainteresują się dziewczynami, one mają udawać nie dostępne. Kiedy chłopaki się zakochają, one wyznają im swoje uczucia. I będziemy miały trzy nowe pary! Proste i łatwe. Od jutra wprowadzamy nasz plan w życie. O 4 w nocy położyłyśmy się spać.
Obudziłam się o 06:15. Ponieważ do 7 miałam jeszcze dużo czasu, zaczęłam pisać w pamiętniku. Drogi pamiętniku. W nocy miałam dziwny sen. Leon zabrał mnie na wycieczkę latającym dywanem. Było wspaniale. Niestety dwie duże chmury: Thomas i Ludmiła, zasłoniły nam pole widzenia. Spadliśmy z dywanu. Wpadliśmy do rzeki. Leon wypłynął na brzeg, a gdy zobaczył, że mnie nie ma obok niego z powrotem wskoczył do wody. Wyłowił mnie. Podziękowałam mu pocałunkiem. Gdy się od siebie oderwaliśmy zrozumiałam, że pocałowałam Federico. Leon stał obok i z nienawiścią patrzył się na Fede. Chłopaki zaczęli się bić. Federico wygrał. Zostawił martwego Leona nad brzegiem rzeki. Poszedł do domu. Podeszłam do Leona. Zaczęłam płakać. Przytuliłam się do niego. W tej chwili przyszli Maxi, Cami, Franceska i Naty. Wyglądali na przerażonych. Odepchnęli mnie od maretwego chłopaka. Wezwali pomoc. Nagle znalazłam się w sondzie. Za zabicie Leona zostałam skazana na dożywocie. Patrzyłam na oskarżyciela. To był Federico. Śmiał się ze mnie. Zaczęłam krzyczeć, płakać. Obudziłam się.
-------------------------------------------------------------------------------------------

To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, ze wam się podoba. Jutro może napiszę trochę o Angie.


Konstancja :*

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział XII

Violetta

Obudziłam się rano, umyłam się i zeszłam na dół, na śniadanie. Chwilę potem przyszedł Leon. Razem poszliśmy do Studia. Lekcje minęły bardzo szybko. Cały czas myślałam o randce z Leonem. Ciekawe co on przygotował. Wróciłam do domu. Zaczęłam wybierać strój. Nie miałam pomysłu. Każde moje ubranie było takie... proste, przeciętne, zwykłe. Już wiem! Napewno jakieś ładne ubrania znajdę w pokoju mamy. Nie myliłam się. Założyłam błękitną, asymetryczną sukienkę. Do tego szare koturny. Jest idealnie. Lekki makijaż, gotowe. Za godzinę przyjdzie Leon. Co ja mam robić przez ten czas? Popiszę w pamiętniku. Drogi pamiętniku. Niedługo przyjdzie po mnie Leon. Nie mogę się doczekać. Ciekawe co wymyślił. Napewno będzie wspaniale.

Leon

Idę do domu Violetty. Mam na sobie kremową koszulę i spodnie od garnituru. Po szkole byłem u fryzjera. Ściąłem sobie grzywkę. Trzymam w ręce bukiet tulipanów. Jestem już przed jej domem. Pukam do drzwi...

Violetta

Ktoś puka do drzwi. To napewno Leon.
-Cześć Leon. O, to dla mnie? Nie musiałeś.
-Uwierez mi, musiałem. Jak ty pięknie wyglądasz.
-Dziękuję, ty tak samo. O, ściąłeś sobie grzywkę. Wyglądasz wspaniale.
-No wiem. Masz takiego zabójczo przystojnego chłopaka.
-Do tego bardzo skromnego.
-No to co, idziemy.
-Pewnie- włożyłam kwiaty do wazonu w kuchni i wyszłam z Leonem.
-Gdzie idziemy?
-To niespodzinaka- poszliśmy do parku. Następnie wsiedliśmy do dorożki. Była ozdobiona białymi różami. Leon wziął jedną i mi ją dał.
-Oh, jak tu romantycznie.
-Violu, to dopiero początek- podjechaliśmy dorożką pod jakąś restaurację.
-Rezerwacja na nazwisko Verdas.
-Dobrze. Wchodźcie- usiedliśmy przy stole na tarasie. Po podłodze były porozsypane płatki róż. Zamówiliśmy jedzenie i sok. Rozmawialiśmy o wszystkim. O szkole, o przyjaciołach, o nas. Razem podziwialiśmy piękny zachód słońca. Potem Leon odprowadził mnie do domu.
-Dziękuje Leon, było wspaniale.
-To co Violu zobaczymy się jutro?
-Tak, cześć- Leon pocałował mnie i poszedł do domu. Poszłam do pokoju, przebrałam się i zaczęłam pisać w pamiętniku. Moje zajęcie przerwało...
-----------------------------------------------------------------------------
Trochę krótki, ale musiałam urwać w tym momencie. Mam nadzieję, że wam się podoba.

Konstancja :*

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział XI

Leon

Obudziłem się na łóżku, w swoim pokoju. Spróbowałem sobie przypomnieć, co się stało. Poszedłem po Violettę, zobaczyłem, jak całuje się z Thomasem, wróciłem do domu, zadzwoniła Fran, a ja nie poszedłem do Violi, tylko położyłem się spać. O matko, co to był za sen. Jestem cały mokry. To chyba wszystko, ale chwila... Viola jest w szpitalu. Muszę do niej jechać!

Violetta

Gdzie ja jestem? Ktoś trzyma mnie za ręke, to pewnie Leon. Zaraz, chwila... Thomas? Co on tu robi? Gdzie jest Leon? Nie przyszedł? Myślałam, że mu na mnie zależy. Zaczęłam płakać, było mi źle. Dlaczego go tu nie ma? Ja go teraz potrzebuje.
-Violuś nie płacz, jestem tu. A ty Thomas wynocha!
Thomas uśmiechnął się do mnie i wyszedł.
-Leon? Ojej przepraszam. Przeze mnie nie było naszej pierwszej randki.
-Nic nie szkodzi. A tak w ogóle, dlaczego jesteś w szpitalu?
-Czekałam na ciebie i przyszedł Thomas. Chciał ćwiczyć piosenkę na zajęcia z Angie. Ja mu powiedziałam, że nie, bo jestem zajęta. Ale on mnie nie słuchał. Zaczęłam się na niego wydzierać. I nagle dostałam duszności. I zemdlałam. Tak się cieszę, że tu jesteś.
-Więc może nasza randka odbędzie się jutro, o tej samej godzinie?
-Okey.
-Violu, to ja teraz pójdę się zapytać lekarza, kiedy będziesz mogła wyjść ze szpitala.

Leon

Podszedłem do jednego z lekarzy.
-Panie doktorze, kiedy Violetta Castillo będzie mogła wyjść ze szpitala.
-Prawdopodobnie jeszcze dzisiaj. Ale jest pewien problem. Stwierdziliśmy u niej dość rzadką chorobę, która polega na tym, że jak się denerwuje, dostaje duszności. Musi brać leki na uspokojenie i nie denerwować się, bo może to się źle skończyć.
-Rozumiem. Czy mogę już z tąd zabrać Violę.
-Dobrze.
Zawiozłem Violę do domu. Wytłumaczyłem jej tacie, na co Violetta jest chora i jakie leki musi stosować. Pożegnałem się z Violą i poszedłem do domu.

Violetta

Jestem chora. Mam się nie denerwować. Przecież to nie możliwe! Mój ojciec ciągle kąplikuje mi życie, a współlokator zachowuje się jak.... jak.... No jak nie wiem co! Fede jst naprawdę dziwny. Nie schodzi na żadne posiłki, z pokoju wychodzi tylko, gdy musi iść do szkoły. Ehh, dobra napiszę coś w pamiętniku i idę spać. Drogi pamiętniku. Dzisiejszy dzień był naprawdę zwariowany. Moja randka z Leonem nie udała się przez Thomasa. Byłam w szpitalu. Okazało się, że nie mogę się denerwować, bo mogę się nawet udusić. Jutro mamy z Leonem randkę, mam nadzieję, że nic nam jej nie zepsuje. Ojej! Na śmierć zapomniałam! Jutro wieczorem przychodzą do mnie dziewczyny. Urządzamy sobie babski wieczór. Zdałam sobie sprawę, że przez te wszystkie ostatnie wydarzenia nawet nie rozmawiałyśmy. No cóż to chyba tyle. Teraz idę spać. Dobranoc.

-------------------------------------------------------------------------------
To wszystko na dzisiaj. Rozdział XII będzie tylko dla Leonetty, zaś XIII dla babskiego wieczoru. 

Konstancja :*



piątek, 12 lipca 2013

Rozdział X

Violetta

Ku mojemu zdziwieniu, w drzwiach pojawił się Thomas.
-Violu przećwiczmy piosenkę na zajęcia z Angie.
-Teraz nie mogę, wyjdź.
-Ale Violu.
-Powiedziałam wyjdź!
-Nie! Zostanę dopuki jej nie przećwiczymy.
-Thomas! Natychmiast wyjdź z mojego domu!- strasznie się zdenerwowałam. Nagle zabrakło mi powietrza. Zrobiło mi się strasznie gorąco. W pewnej chwili, światło zgasło.

Thomas

Zobaczyłem jak Viola zaczęła się kołysać. Zdążyłem ją złapać, zanim się przewróciła. Straciła przytomność. Szybko zadzwoniłem po karetkę i zacząłem ją reanimować. Gdy moje usta zaczęły wduchiwać powietrze do jej płuc, do domu wszedł Leon z bukietem żółtych róż w ręce. Stanął jak wryty. Nie dziwię mu się. Spodziewałem się, jak to mogło wyglądać. Leon nie zauważył, że Viola jest nieprzytomna. Rzucił kwiaty na fortepian i wyszedł. Chwilę potem przyjechała karetka i zabrała Violę do szpitala. Poinformowałem jej tatę o tym co się stało, zadzwoniłem do jej koleżanek i zaraz pojechałem do szpitala.

Leon

Fran do mnie zadzwoniła i powiedziała, że Viola jest w szpitalu. Nie miałem ochoty tam jechać. Po co? Niech Thomas jedzie. Przecież ona go kocha. Mnie tam nie potrzebuje. Jednak idę, muszę z nią pogadać.

Violetta

Gdzie ja jestem? Ktoś trzyma mnie za ręke, to pewnie Leon. Zaraz, chwila... Thomas? Co on tu robi? Gdzie jest Leon? Nie przyszedł? Myślałam, że mu na mnie zależy. Zaczęłam płakać, było mi źle. Dlaczego go tu nie ma? Ja go teraz potrzebuje. O idzie.
-Leoś, przyszedłeś?
-Tak, musimy pogadać.
-O co chodzi?
-Słuchaj, nie możemy być razem, musimy zerwać.
-Co? Dlaczego?- wybuchnęłam płaczem. Coraz ciężej mi się oddychało. Zaczęłam się dusić.

Leon

Viola się dusiła, nie rozumiałem o co chodzi. Straciła przytomność. Maszyna, do której była podłączona, wydała długo dźwięk. Do sali wbiegło 4 lekarzy. Zaczęli ją reanimować. Reanimacja trwa już pół godziny i nic. W końcu lekarze wyszli na korytarz. Byłem tam ja, Thomas, Maxi, Andreas, Braco, Napo, Brodway, Fran, Cami, Naty i Ludmiła. Również Angie i German. Jeden z lekarzy podszedł do nas i oznajmił:
-Czas zgonu 19:48.
----------------------------------------------------------------------

To wszystko, sorry, że taki późno, ale byłam na wycieczce :P

Konstancja :*



czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział IX

Violetta

Powiew wiatru otworzył mi pamiętnik na stronie, w której opisywałam Federico. Przeczytałam wpis i zadałm sobie sprawę z tego, że ja nic jeszcze o nim nie wiem. Postanowiłam się czegoś o nim dowiedzieć. Zapukałam do niego do pokoju. Usłyszałam ciche "proszę". Weszłam i stanęłam jak wryta. Wszystkie okna były zasłonięte. W pokoju było ciemno jak w grobie. A Federico siedział zamyślony na łóżku. Jego oczy ciągle zasłaniały te ciemne okulary.
-Co robisz?- zapytałam.
-Siedzę i myślę- widać było, że mówiąc to próbował wyrazić jakąś emocję. Niestety nie udawało mu się. Zdawało mi się, że w środku jest twardy jak kamień, ale nie wiedzieć czemu podobał mi się. Ale to nie było takie głębokie uczucie, jakim darzyłam Leona.
-Federico, nie zasłaniaj okien. Jest tu za ciemno- odsłoniłam okno, wpuszczając do pokoju promienie słońca. Federico natychmiast schował się pod kołdrę.
-Aaa, wyjdź!
-Ale Federico..
-Powiedziałem wyjdź!- nie rozumiem, dlaczego tak się zdenerwował. Przecież ja nic nie zrobiłam. Wychodząc usłyszałam ciche jęknięcie, i dzwięk rolety. Znowu pozasłaniał okna. Jak zwykle niczego o nim się nie dowiedziałam. Dobra idę spać.

Leon

Dzisiaj muszę zaprosić Violę na randkę. Tylko muszę wymyślić, gdzie ją zabrać. Teraz idę po Violę, razem pójdziemy do Studia. Pierwszą lekcję mamy z Angie.
-Witajcie kochani. Dzisiaj mam dla was poważne zadanie. Dobiorę was w pary, zaśpiewacie piosenkę i za tydzień wszyscy wystąpicie w Resto Bandzie- to bar brata Franceski- no to tak. Maxi i Naty, Braco i Napo, Brodway i Camila, Franceska i Andreas, Leon i Ludmiła, Violetta i Thomas.
-Co?- krzyknęliśmy z Violą równocześnie.

Violetta

Nie, ja nie mogę być z Thomasem. Znowu wymyślą z Ludmiłą, jak zepsuć nasz związek. Hmm, dzisiaj porządnie przećwiczę z nim piosenkę. Więcej prób nam nie będzie potrzeba. I nie bedę go musiała więcej widzieć. O dzwonek. W końcu. Podszedł do mnie Leon.
-Słuchaj Violu, umówiłabyś się ze mną dzisiaj na randkę?
-Pewnie Leon, a gdzie?
-To niespodzianka. Wpadnę po ciebie o 16 okey?
-Okey.
-To do zobaczenia- pocałował mnie w czoło i odszedł. Podeszłam do dziewczyn. Camila cieszyła się, poniewać podobał jej się Brodway. Naty zaś podobał się Maxi.
-Dziewczyny! Może przyszłybyście do mnie jutro wieczorem na noc? Ostatnio coraz rzadziej się widujemy.
-No okey- powiedziała Franceska- to do jutra nie?
-No, to cześć- poszłam na lekcje. Na zajęciach w ogóle nie słuchałam byłam ciekawa, co Leon dla mnie przygotuje. Zanim się obejrzałam był już dzwonek. Poszłam szybko do domu, żeby mieć dużo czasu na przygotowanie się. Jest 15:30, juz nie długo. Jestem przygotowana, teraz tylko czekam. O, już 16. zaraz Leon przyjdzie. Usłyszałam pukanie. To pewnie Leon. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach pojawił się...
----------------------------------------------------------------------
To tyle. Jak myślicie kto przyszedł do Violetty?

Konstancja :*

środa, 10 lipca 2013

Rozdział VIII

Violetta

Zamknęłam oczy i skoczyłam. Miałam dość tego życia. Bez Leona w ogóle nie miało sensu. Nie umiem pływać, więc nie trudno było zacząć się topić. Do moich płuc powoli zaczynała dostawać się woda. Nagle zrobiło się ciemno... Obudziłam się w czyimś domu. Nie mam pojęcia co tu robię. Obok mnie siedział Leon. Trzymał mnie za rękę. Nie rozumiałam o co tu chodzi.
-Violetta, obudziłaś się?
-C-co ja tu robię?- miałam mętlik w głowie.
-Nie pamiętasz? Wpadłaś do rzeki. Gdy zobaczyłem cię unoszącą się na wodzie, okropnie się przestraszyłem. Wskoczyłem do wody i wyłowiłem cię. Nie wiem co bym sobie zrobił, gdyby coś ci się stało.
-Ale Leon, zerwałeś ze mną.
-Tak, ale to był błąd. Ja cię kocham.
-Ja ciebie też, dlatego jak zerwałeś ze mną, chciałam się zabić.
-Co?! Violetta, oszalałaś?! Dla takiego idioty jak ja chciałaś się zabić?!
-Gdybym nie chciała, nie przyznałbyś się do tego, że jesteś idiotą- oboje się zaśmialiśmy. W tej chwili zauważyłam, że nie mam na sobie swoich ubrań.
-Leon? A gdzie są moje rzeczy?
-Suszą się. Byłaś cała mokra, więc cię przebrałem-wytrzeszczyłam oczy- a tak po za tym, do twarzy ci w mojej koszuli- znowu się zaśmialiśmy. Leon przytulił mnie. Brakowało mi tego.
-Wybaczysz mi?
-Violu, nie mam czego ci wybaczać. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Posłuchaj zawiozę cię do domu. Pożyczę samochód od taty. Twój tata napewno się martwi. Twoje ubrania są mokre, więc zostań w mojej koszuli.
-Jak ja będę wyglądać?
-Dla mnie zawsze wyglądasz pięknie- chciałam wstać, ale nie miałam siły. Cała zdrętwiałam. Podniosłam się, ale od razu upadłam na kanapę. Leon wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. Zawiózł mnie do domu. Pomógł wyjść z samochodu. Wziął na ręce, otworzył drzwi i zaniósł mnie do mojego pokoju. Całej tej sytuacji przyglądał się mój tata. Leon położył mnie na moim łóżku, pocałował. Gdy nagle...

Thomas

Violetty i Leona nie było na większości lekcji. Ciekawe co się stało. Oby się nie zeszli. O swoich podejrzeniach powiedziałem Ludmile. Ona zmartwiła się podobnie jak ja. Powiedziała, że Leon nie zasługuje na to, by być szczęśliwy. Wygląda na to, że będziemy musieli wymyśleć nowy plan.

Violetta

Nagle do mojego pokoju wszedł tata. Był bardzo zdenerwowany.
-To ja już może pójdę- odparł Leon.
-Nawet nie próbuj! Siadaj. A teraz natychmiast mi wyjaśniać, co to ma znaczyć! Violetta jak ty wyglądasz?
-Moje ubrania są mokre, więc Leon dał mi swoją koszulę.
-Jak to mokre, Violetta?! Co ty robiłaś?
-Nie ważne. To moja sprawa!
-Leon natychmiast wyjdź! Muszę porozmawiać z córką.
-To do zobaczenia Violetto- Leon wyszedł.
-Tato jak ty możesz tak traktować Leona?! Gdyby nie on, już więcej byś mnie nie zobaczył. Może nawet by było lepiej.
-Violetto, o czym ty mówisz?!
-O tym tato, że gdyby nie Leon utopiłabym się! Ale ty masz to pewnie gdzieś. Masz gdzieś moje zdanie, dlatego ciągle muszę cię okłamywać! Bo nie pozwalasz mi spełniać marzeń!- wybuchnęłam płaczem.
-Violetto, nie płacz. Co przede mną ukrywasz?
-Tato, chodzę do Studia 21 szkoły muzycznej uczę się tam tańczyć i spiewać. A teraz pewnie będziesz na mnie krzyczał i zakażesz mi chodzić do szkoły prawda?
-Nie Violetto, ale proszę mów mi o takich rzeczach. A tak po za tym dlaczego się topiłaś?
-Przez moją głupotę tato- przytuliłam go- i gdyby nie Leon, nie byłoby mnie już tu z tobą.
-Będę musiał go przeprosić, ale teraz Violetto chodź na obiad.
-Tylko tato jest pewien problem. Jestem cała odrętwiała. Nie mogę się ruszyć.
-To dlatego Leon cię tu przyniósł na rękach?
-Tak.
-No to córciu chodź na ręce, zaniosę cię do kuchni- tata zaniósł mnie do kuchni i posadził na krześle. Na szczęście mogłam ruszać rękami. Po obiedzie jakoś doczołgałam się do swojego pokoju. To dziwne. Cały czas czułam, że ktoś mnie obserwuje, jednak gdy odwracałam się, nikogo nie było. Zaczęłam pisać w pamiętniku. W pewnej chwili coś jakby przemknęło obok mnie wywołując dużo wiatru. Powiew wiatru otworzył mi pamiętnik na stronie, w której...
-------------------------------------------------------------------

Na dzisiaj to wszystko mam nadzieję, że wam się podoba

Konstancja :*

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział VII

Violetta

-Violetto poznaj proszę Federico- wytrzeszczyłam oczy.
-C-co?- tylko tyle udało mi się powiedzieć.
-Federico przyjechał z Włoch, a ponieważ jego mama jest moją dobrą znajomą, to zamieszka u nas. Violetto zaprowadź go proszę do jego pokoju.- pokazałem Federico jego pokój. Nie rozumiem, dlaczego właśnie on. Ja nie potrafię mu się  oprzeć. Jakaś niewidzialna siła mnie do niego ciągnie. Ale ja kocham Leona. To jest naprawdę dziwne.

Następnego dnia

Wstałam z łóżka poszłam do łazienki, umyłam się i zeszłam na dół na śniadanie. Olga zrobiła naleśniki. W pewnej chwili zszedł na dół Federico.
-Federico ile chcesz na....
-Nie jestem głodny- powiedział i natychmiast wyszedł. Nie rozumiem go. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Violu, Leon do ciebie!- wyszłam z domu pocałowałam Leona i razem poszliśmy do Studia.

Leon

Dzisiaj zaproszę Violę na randkę. Będzie to nasza pierwsza, więc muszę się postarać. Ej, co to za chłopak? Wcześniej go nie widziałem. Chwila, czy on idzie z Ludmiłą. Nie mogę w to uwierzyć. Czy ona naprawdę jest zdolna do tego, żeby przyjechać tu za mną? Muszę poszukać Violetty.
-Violu, musimy pogadać.
-Czy coś się stało?
-Nie, znaczy tak. Sama zobacz.
-O matko. Nie mogę w to uwierzyć.
-Co nie? Co ona tu w ogóle robi?
-Jaka ona? Leon, o co ci chodzi?
-A tobie?
-Mi chodzi o Thomasa. Nie wiedziałam, że jest zdolny do tego, aby tu za mną przyjechać.
-A ja mówię o Ludmile. Ona jest jakaś nienormalna.
-Leon może najpierw podejdźmy do nich i zapytajmy o co chodzi, ale proszę, złap mnie za rękę.

Thomas

 O nie! Violetta mnie chyba zauważyła. A teraz idzie tu z jakimś chłopakiem.
-Tomi, ten obok to Leon- szepnęła mi do ucha Ludmiła. Ja nie mogę, jak Violetta może umawiać się z takim draniem! Po tym, jak skrzywdził Ludmiłę, można spodziewać się po nim wszystkiego. Muszę ich jakoś rozdzielić. Mam pewien pomysł.
-Thomas, co ty tu robisz?
-Jak to co, kotku. Przecież prosiłaś mnie, żebym przyjechał. Powiedziałaś, że są tu sami nienormalni ludzie
 i nie masz z kim pogadać- po tych słowach mocno ją przytuliłem. Ona chciała się wyrwać, ale nie mogła, bo za mocno ją trzymałem. Zobaczyłem jak Leonowi napływają łzy do oczu. I co teraz frajer będzie ryczał? Dobrze mu tak. Niech się trzyma od mojej Violi z daleka. Kiedy odszedł puściłem ją. Ona przyłożyła mi w twarz, po czym z płaczem pobiegła za Leonem.

 Ludmiła

Thomas zna się na rzeczy. Udało mu się doprowadzić dwie osoby do płaczu. Ale to za mało. Leon musi cierpieć. Widać, że Tomiemu zależy, aby jego ukochana nie spotykała się z takim debilem jak Leon. On może mi się jeszcze przydać.

Leon

Byłem załamany. Jak Viola mogła mi to zrobić. Ja ją tak kocham. Znaczy kochałem. Ja jej tego nie wybaczę. Nagle podbiegła do mnie Violka.
-Leon to nie tak jak myślisz- mówiła przez łzy.
-To niby jak?!- krzyknąłem- przecież widziałem jak przytulasz się do Thomasa!
-Wiem jak to wyglądało, ale to nie było tak.
-Nie mogę uwierzyć, że dzwoniłaś do niego aby przyjechał. Po tym jak ci dokuczał?!
-Ja do niego nie dzwoniłam. Leon, przysięgam.
-Nie wierzę ci. Przykro mi, ale to koniec.
Violetta wybuchła płaczem, a ja odszedłem. Zostawiłem ją samą przy naszej ławce. Tam gdzie nasz związek się zaczął, tam się skończył.

Violetta

Jak Leon mógł mi to zrobić? Przecież go kocham, a do Thomasa nic nie czuję. Ja nie mogę żyć bez niego. 
J-ja się zabiję. Wstałam i podeszłam bliżej rzeki. Leon już mnie nie kocha. On mi nie wierzy, inni zapewne też. Więc po co mam się męczyć. Stałam nad brzegiem rzeki i patrzyłam się w wodę. Myślałam o Leonie, o tym jak go kocham. I kto by pomyślał, nawet nie mieliśmy pierwszej randki. To co się przed chwilą wydarzyło całkowicie mnie przytłaczało. Chciałam od tego jak najprędzej uciec. W głowie miałam samobójcze myśli. Postanowione.. Zerwałam z szyi naszyjnik od Leona i rzuciłam go za siebie. Zamknęłam oczy i...
--------------------------------------------------------------------
I co podoba wam się rozdział? Jutro wrzucę następny. A tak po za tym to już mój 10 post :P

Konstancja :*

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział VI

Violetta

Dzisiaj idę z Leonem zapisać się na egzaminy do Studia. Trochę się tym wszystkim denerwuję, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Na szczęście Leon cały czas trzyma mnie za rękę. Czuję się przy nim bezpiecznie. No, wchodzimy do Studio.
-Ojej, Leon jak tu pięknie.
-Faktycznie. Przez 2 lata sporo się tu zmieniło. Chodź pójdziemy poszukać Pablo.

Thomas

Jestem na lodach z Ludmiłą. Planujemy zapisać się na egzaminy do Studio 21. Mam nadzieję, że nas przyjmą. Po za tym Ludmiła planuje od przyszłego tygodnia wsiąść się za Leona. Ciekawe gdzie jest teraz Violetta.

Franceska

Rozmawiałam właśnie z Cami i Naty, aż zobaczyłam dwie nieznajome mi osoby trzymające się za ręce. Właśnie wchodziły do Studio. Razem z dziewczynami podeszłyśmy się przywitać.
-Hej, przyszliście się zapisać?
-Tak właśnie szukamy Pablo. Zaraz, zaraz. Franceska?
-Leon?
-O matko tyle lat!- przytuliłyśmy się do Leona, w końcu był naszym przyjacielem.
-Wcale was nie poznałem.
-My ciebie też, zwłaszcza dlatego, że pojawiłeś się z dziewczyną.
-Jestem Violetta.
-Ja jestem Franceska, to Camila, a to Natalia.
-Miło mi was poznać.
-I co zapisujecie się do Studia?- fajnie by było.
-Taki właśnie mamy zamiar. Wiecie może gdzie jest Pablo?
-Powinien być w pokoju nauczycielskim.
-Aha dzięki, to do zobaczenia.

Violetta

Właśnie z Leonem zapisaliśmy się na egzaminy. Są za dwa tygodnie. Muszę się przygotować. Może Leon mi pomoże. 

Leon

-Violetta?
-Tak?
-A może poprosimy dziewczyny, żeby pomogły nam się przygotować do egzaminów?
-No pewnie.
Dobra, tylko gdzie są dziewczyny? Pewnie w sali tańca. Nie myliłem się.
-Fran, pomogłybyście nam się przygotować do egzaminów?
-Okey. Ale Leon ostrzegam, bardziej skupimy się na Violi, bo ty nie za bardzo potrzebujesz pomocy.
-No wiem, jestem taki utalentowany, że wy nie jesteście w stanie mi pomóc.
-Violka uspokój swojego chłopaka.
-Leon! Uspokój się!
-A bo co?- udałem naburmuszonego, dziewczyny zaczęły się śmiać.
-Dobra weźmy się za przygotowania. Violetta masz napisaną jakąś piosenkę?
-Tak, tak.
-No okey. Cami bierz gitarę. No to gramy!- Violetta zaśpiewała swoją piosenkę. Ma wspaniały głos. Jak ja się cieszę, że mam taką dziewczynę.
-Violetta pięknie śpiewasz. Na pewno cię przyjmą.
-Dziękuję Cami.
-Dobra teraz taniec, ale Leon będziesz nam potrzebny! 

2 tygodnie później

Violetta

Dzisiaj są egzaminy. Strasznie się denerwuję. Podczas tych dwóch tygodni zaprzyjaźniłam się z dziewczynami i zbliżyłam się do Leona. Teraz jest inaczej. Mój tata wie, że się z nim spotykam, dowiedział się przypadkowo. Ale w końcu zrozumiał, że nie mogę bez niego żyć. A no właśnie! Mój tata zatrudnił nową guwernantkę, ma na imię Angie. Bardzo ją lubię. Jest również nauczycielką śpiewu w Studio. Jak się okazało jest również siostrą mojej mamy. Bardzo się cieszę, że prócz taty mam jeszcze jakąś rodzinę. Ojej wołają mnie na salę, ale się boję.

Leon

Jestem już po egzaminie. Wyniki będą za pół godziny. Nie denerwuję się, lecz jednak zastanawiam się, czy i tym razem mnie przyjmą.O, Viola właśnie wyszła z sali.
-I jak ci poszło?
-No nie wiem, chyba dobrze, a tobie?
-Mam nadzieję, że mi też.

Violetta

Właśnie wywieszają wyniki. Strasznie się boję... O matko! Dostałam się! tak się cieszę!
-Leon dostałam się!
-Ja też!- pocałowaliśmy się, potem razem skakaliśmy z radości.
Następnego dnia razem z Leonem poszliśmy na zajęcia, kiedy byliśmy już na miejscu zobaczyliśmy Fran z kilkoma chłopakami.
-Violka, musimy ci kogoś przedstawić. To jest Maxi, to Napo, Braco, Andreas i Brodway. Chłopaki, to jest Violetta, dziewczyna Leona.
-Hej- odpowiedzieli chórem chłopcy.
Nagle zauważyliśmy jak do szkoły wchodzi jakiś chłopak, pewnie nowy uczeń. Był nieziemsko przystojny. Miał kruczoczarne włosy i białą jak śnieg cerę. Jego oczy zasłaniały ciemne okulary. Miał niemiły wyraz twarzy jednak nie mogłam mu się oprzeć. To dziwne przecież ja kocham Leona. Dziewczyny zachowywały się tak samo jak ja, tylko chłopaki wyglądali na niewzruszonych. Razem z dziewczynami poszłyśmy się z nim przywitać.
-Hej będziesz się tu uczył? - zapytałam.
-Jak masz na imię- spytały dziewczyny.
-Federico- odpowiedział oschle po czym zaraz sobie poszedł. Trochę dziwny chłopak.

Leon

-Ja nie mogę co to za facet?- zapytał Maxi.
-A bo ja wiem, jakiś dziwny- wyglądał jakby był z kosmosu.
-A widzieliście jego twarz? Jakby na nią upadł- zaśmiał się Napo.
-A włosy jak u koguta- zażartował Brodway.
-Ehh szkoda gadać, chodźmy na zajęcia.

Thomas

Zostaliśmy z Ludmiłą przyjęci do Studia. Na szczęście Violetta mnie jeszcze nie zauważyła. Ciągle patrzyła się na tego... Federico. Na razie nie mam zamiaru mówić jej po co tu przyjechałem. Poczekam Jeszcze trochę.

Violetta

Jestem już w domu.
Drogi pamiętniku. Pierwszy dzień w Studiu był wspaniały. Poznałam wiele nowych osób. Jedna mnie jednak bardzo zadziwiła.. Ojej tata mnie woła muszę iść zobaczyć o co chodzi

German

-Violetto mam dla ciebie niespodziankę. A mianowicie. Poznaj...
-------------------------------------------------------------------------------

Całkiem długi mi wyszedł rozdział. Jak myślicie kogo ma poznać Viola?

Konstancja :*








Rozdział V

Violetta

Nie rozumiem, jak tata mógł mi zakazać spotykać się z Leonem. Chociaż w sumie... My nawet nie byliśmy parą. Nie! Ja tak nie mogę. Tata nie zabroni mi się z nim widywać. Przecież to mój jedyny przyjaciel. Zadzwonię do niego.
-Leon?
-Tak Violu? Coś się stało?
-Nie, po prostu nie przychodź dzisiaj po mnie.
-Dlaczego?- w jego głosie wyraźnie było słychać smutek.
-Posłuchaj. Twój tata już nie chce współpracować z moim. Mój tata się zdenerwował i powiedział, że nie mogę spotykać się z synem takiego kretyna. Ale nie martw się, nie posłucham się go. Spotkajmy się może o 16 w parku, na ławce, przy tym dużym drzewie okey?
-Okey.
-To do zobaczenia.
-Cześć.

Ludmiła

Thomas jest super chłopakiem. Może mi się przydać, a poza tym strasznie mi się podoba. Jest naprawdę słodki.
-Ludmiła, halo! Ludmiła!
-Oj sorki zamyśliłam się, mówiłeś coś?
-Pytałem się czy po przylocie do Buenos Aires poszłabyś ze mną na lody? W sumie mam pewną sprawę dotyczącą koleżanki, ale to może poczekać.
-No pewnie, że pójdę- o jak to miło, że mnie zaprosił.

Violetta

Jest 15, a ja jeszcze jestem nie gotowa. W co się ubrać... Założę tą niebieską sukienkę i złote buty. Włosy chyba zostawię rozpuszczone. Okey jestem gotowa. Ojej za 10 minut muszę być w parku. No to lecę.
-Violetta, gdzie ty idziesz?
-Idę do parku. No co? Już nie mogę nawet wyjść z domu?
-No dobrze, niech ci będzie. Mam nadzieję, że nie idziesz się spotkać z tym chłopakiem.
-Nie- rzuciłam szybko i wyszłam. Powoli zbliżałam się do wyznaczonego na spotkanie miejsca. Leon już tam czekał z białą różą w ręce.
-Dziękuję. Naprawdę nie musiałeś.
-Piękny kwiat dla pięknej dziewczyny- zarumieniłam się.
-A do tego do twarzy ci z rumieńcem.
-Nie praw mi już komplementów, bo będę wyglądała jak pomidor- zaśmialiśmy się oboje.
-To może usiądźmy musimy poważnie porozmawiać
-O co chodzi?- usiadłam na ławce.

Leon

-Posłuchaj, znamy się od niedawna ale..- nie miałem pojęcia jak to powiedzieć
-Ale co?- wyraz twarzy Violetty zmienił się natychmiastowo.
-Nie umiem wyjaśnić co do ciebie czuję, ale może to tak- pocałowałem ją. Marzyłem o tym odkąd tylko ją poznałem. Kiedy się od siebie oderwaliśmy spojrzałem jej w oczy. Zobaczyłem w nich malutkie iskierki.
-Posłuchaj Violetto kocham cię.
-Ja ciebie też- Violetta się do mnie przytuliła.

Violetta

Siedzieliśmy na ławce przytuleni do siebie. Czułam się wspaniale. Miałam ochotę się od niego nie odrywać. Niestety musiałam.
-Violu posłuchaj mam do ciebie bardzo ważne pytanie- Sięgnął do kieszeni spodni i wyjął z niej małe pudełeczko. W środku był złoty naszyjnik w kształcie serca.
-Zostaniesz moją dziewczyną?
-Leon oczywiście!- chłopak wstał i zawiesił mi na szyi wisiorek. Był przepiękny. Siedzieliśmy jeszcze przez parę minut w ciszy. Po chwili jednak wstałam.
-Leon jest już późno ja muszę iść do domu.
-Poczekaj Violetta odprowadzę cię. Ale po kryjomu, żeby twój tata nas nie zauważył. Kiedy tak szliśmy Leon zaczął opowiadać o Studio 21.
-Wiesz co Violu? Zapomniałem ci powiedzieć, że za dwa tygodnie w Studio są egzaminy wstępne.
-Leon, ja nie wiem czy to dobry pomysł, abym się tam zapisywała. Tata będzie wściekły.
-To mu o tym na razie nie mów. Jak da ci trochę swobody, to mu o tym powiesz.
-Wiesz, to całkiem dobry pomysł. Tak zrobię. Zaprowadzisz mnie jutro do Studia?
-Pewnie, to jutro o 11 w pobliżu twojego domu?
-Okey. To cześć.
-Pa.
Drogi pamiętniku, Leon jest moim chłopakiem. Bardzo się cieszę, ponieważ jeszcze nigdy nie poznałam takiego wspaniałego chłopaka. Jednak czuję się trochę dziwnie okłamując tatę. Mam nadzieję, że będę mogła mu o tym szybko powiedzieć.
--------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Jak tak to możecie zawsze zostawić jakiś komentarz ;P

Konstancja :*






Tydzień bloga :)

Z okazji, że mój blog ma już tydzień, przygotowałam dla was niespodziankę, a mianowicie mały kolarz zrobiony przeze mnie :P














Mam nadzieję, że wam się podoba ;)
Konstancja :*

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział IV

Violetta


Do mojego pokoju wszedł tata. Był trochę zdenerwowany.
-Violetto, nie chcę, żebyś spotykała się z tym chłopakiem, Leonem.
-Ale tato dlaczego?- do moich oczu napłynęły łzy.
-Właśnie rozmawiałem z jego ojcem. To skończony kretyn. Powiedział, że w Buenos Aires nie mam co liczyć na jego współpracę, ponieważ w nowym miejscu chce zmienić całe swoje życie. Między innymi swojego wspólnika. Ehh, dzisiaj trudno o dobrego biznesmena. A ty Violetto masz zakaz spotykania się z tym chłopakiem!- Mój tata wyszedł z pokoju, a ja wybuchnęłam płaczem. Naprawdę polubiłam tego chłopaka.
A tak wogóle, ciekawe co robi Thomas.

Thomas

No to teraz mam. Dokuczałem jej, więc się wyprowadziła. Teraz mam spokój. Ale dlaczego wciąż nie mogę przestać o niej myśleć. Poszedłem do swojego pokoju. Spakowałem Wszystkie swoje rzeczy. Zadzwoniłem do rodziców. Kilkanaście minut później byłem już w drodze na lotnisko. Nie miałem pojęcia co robię. Coś ciągnęło mnie do Buenos Aires, do Violetty. Nie mogę jej przecież stracić. Nie teraz kiedy najbardziej jej potrzebuję. Po tym wszystkim o czym się dowiedziałem. Szkoda gadać. No dobra zaraz mam samolot.

Ludmiła

Głupiutki Leon. Myślał, że jeśli się wyprowadzi, to uda mu się uciec przede mną. Nie ma mowy. Zaraz mam samolot do Buenos Aires. Okey, już jestem w samolocie. Usiadłam obok jakiegoś chłopaka. Ma piękne oczy i pogodny uśmiech. Aż masz ochotę się cieszyć. Chyba zaraz zwymiotuję.

Thomas

Ta dziewczyna jest naprawdę śliczna, a wzrok jakim na mnie patrzy jet taki słodki. Chyba do niej zagadam.
-Jestem Thomas.
-A ja Ludmiła.
-Jakie piękne imię. Co cię sprowadza do Buenos Aires?
-Mam zamiar zniszczyć komuś życie- odpowiedziała przeglądając jakieś czasopismo.- A poza tym przeprowadzam się tu, ponieważ Madryt jest za mały by pomieścić w nim mój talent.
-A kto jest tym szczęściarzem?
-Jakim szczęściarzem?
-No tym, któremu masz zamiar uprzykszyć życie.
-Ma na imię Leon. Jest totalnie wkurzający. Wyrządził mi taką krzywdę, więc muszę się na nim zemścić.
-Wiesz co Ludmiła? Pomogę ci. Zauważyłem, że jesteś ciekawą osobą, a poza tym nie będę miał co robić w Buenos Aires.
-To świetnie. Przyda się każda para rąk- Ludmiła zaśmiała się.
-A tak wogóle co ci ten Leon zrobił?
-Długo by gadać, ale nasza podróż potrwa około 10 godzin, więc dobrze, opowiem ci. Leon był moim najlepszym przyjacielem, zawsze mówiliśmy sobie o wszystkim. Któregoś dnia poszliśmy razem do klubu. Poznałam tam całkiem fajnego chłopaka. Leon odegrał scenę zazdrości. Nie mam pojęcia czemu, przecież nawet nie byliśmy razem. Ja się na niego wydarłam przy wszystkich. Powiedział, że go popamiętam. Miał rację.- Ludmiła rozpłakała się.
-Ludmiła nie płacz. Już ja załatwię tego drania.
-Dziękuję Thomas.
-Ależ proszę.
-------------------------------------------------------------------------------
Jak na razię to tyle. Następny rozdział będzie może jutro, ale nie jestem pewna. 

Konstancja :*