Violetta
Leon, co ci jest?- byłam przerażona-Bo... Bo... Ja...- Leon momentalnie osunął się ode mnie i od razu poczuł się lepiej- Violetta, dlaczego psikasz się tymi perfumami? Zapomniałaś, że jestem uczulony na truskawki?- no to po mnie. Jak ja mogłam o tym zapomnieć. No to koniec. Ja muszę się psikać tymi perfumami, inaczej Fede mnie zabije- Idź Violu do łazienki, zmyj z siebie ten zapach i idziemy do szkoły.
-Ale Leon, ja nie mogę go zmyć.
-Ale jak to?
-Nie mogę, naprawdę.
-Ale dlaczego akurat truskawki? Powiesz mi?
-Robię to dla Federico- wyraz twarzy Leona zmienił się natychmiast. Chłopak był wściekły.
-Co?! A ja cię już nie obchodzę? Wolisz, żeby Federico był zadowolony, czy żebym ja się normalnie czuł?- nie wiedziałam co powiedzieć, mój wzrok padł na podłogę- wiedziałem.Violetta, to koniec- chłopak odszedł, tak jak moja chęć do życia. Zaczęłam płakać. Zaraz pojawił się obok mnie Federico.
-Violu, co się stało?- opowiedziałam mu całą historię. Fede schował twarz w dłoniach- to wszytko moja wina.
-Federico, nawet tak nie mów! To nie jest wcale twoja wina! Tylko moja...
Naty
Zobaczyłam Leona wchodzącego do Studia. Był zły. Obok niego nie było Violi. Coś się musiało stać.
-Fran, Cami, nie wiedzieliście Violi?
-Nie- odpowiedziały chórem.
-Widziałam Leona wchodzącego do Studia. Był zły. Czy wiecie, co się mogło stać?
-Nie wiem- powiedziała Fran- zapytajmy się go- razem z dziewczynami podeszłyśmy do Leona.
-Leon gdzie jest Violka?
-A co mnie to obchodzi?- zapytał oschle.
-Leon, co się stało?
-Viola jak widać woli Federico.
-O czym ty mówisz?
-A odczepcie się ode mnie! Idźcie męczyć kogoś innego- takiego Leona jeszcze nie znałam.
-Dziewczyny widać od niego się niczego nie dowiemy. Po lekcjach pójdziemy do Violi. Zapewne dzisiaj nie będzie jej w szkole- pożegnałyśmy się. Podeszłam do swojej szafki. Znikąd pojawił się Maxi.
-Hej Naty- Maxi uśmiechnął się do mnie.
-Cześć- również się uśmiechnęłam się. Nagle zakręciło mi się w głowie. Zemdlałam... Obudziłam się w samochodzie. Za kierownicą siedział Maxi.
-Co ja tu robię?
-Jedziemy do szpitala- Maxi wyglądał na zmartwionego.
-Ale po co? Przecież ze mną wszystko dobrze.
-Lepiej się upewnić.
Maxi
Naty siedziała cicho. Nie odzywała się. Nagle zaczęła na mnie krzyczeć. Stała się strasznie agresywna. Wybiła szybę w samochodzie, następnie zabrała mi kierownicę. Dodała gazu. Jechała jak pijana. Byłem przerażony. Wjechaliśmy na most. Naty ostro skręciła w prawo. Ostatnie co słyszałem, to głośny plusk.
----------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał.
Konstancja :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz