Violetta
Właśnie wsiadam do samolotu. Mój tata zajął miejsce obok jakiejś starszej pani. Ja zaś usiadłam obok jakiegoś chłopaka. Zapięłam pas i spojrzałam na tatę. Patrzył na mnie dziwnym wzrokiem, ale no cóż, nigdzie indziej nie było wolnego miejsca. Mój tata jest nadopiekuńczy. Zawsze trzymał mnie z daleka od chłopców. Niestety teraz musi pogodzić się, że przez następne 10 godzin będę siedziała z jakimś chłopakiem.
Leon
Usiadła obok mnie bardzo ładna dziewczyna. Ten jej uśmiech. Ach, chyba się zakochałem. No dobra Leon ogarnij się, może najpierw do niej zagadaj?
-Hej- no pewnie Leon, nic lepszego nie mogłeś wymyślić?
-Ehm, cześć- o matko, jaki ona ma wspaniały głos, chyba zaraz oszaleję.
-Jestem Leon.
-A ja Violetta- jakie piękne imię ma ta dziewczyna.
-Też lecisz do Buenos Aires?- no co za głupie pytanie, przecież to oczywiste!
-Taak.
Violetta
Ojej jaki to przystojny chłopak. Nie Violka ogarnij się, jeszcze nie doleciałaś do Buenos Aires a już się zakochujesz. Kurczę jak mi się nudzi. Może jednak z nim pogadam?
-Przylatujesz na stałe do Buenos Aries?-zapytałam.
-Tak przeprowadzam się.
-Ja też.
-To dziwne, przecież mogliśmy się spotkać w Madrycie, a może to przeznaczenie?- na jego twarzy zabłysnął kolorowy uśmiech.
-Możliwe- zaśmiałam się.
Ekhm!- usłyszałam chrząknięcie za moimi plecami, to tata. No pewnie zawsze musi mi narobić obciachu.
-Tam siedzi mój tata German.
-Ahm, miło mi go poznać.
-A tak w ogóle to dlaczego się przeprowadzasz?
-To trochę osobista sprawa, ale dobrze, powiem ci. Chodzi o to, że nie mogłem już wytrzymać z.....
-------------------------------------------------------------------------
To tyle, mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał
Proszę napiszcie komentarz co sądzicie o tym opowiadaniu
II rozdział wrzucę jutro
Konstancja :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz