Maxi
-Ja...Ja... Chciałem ci powiedzieć...Bo ja coś zrozumiałem. Coś bardzo ważnego. Ja... Kocham cię. Pokochałem cię, kiedy wpadłaś w moje ramiona. Kochałem cię, gdy patrzyłaś na mnie. Kochałem cię, kiedy na mnie wrzeszczałaś. Kochałem cię, kiedy skasowałaś mi samochód i prawie nas zabiłaś. Kocham cię teraz, kiedy leżysz nieruchomo na szpitalnym łóżku. Będę cię kochał, bez względu na to co się stanie. Jesteś moją jedyną. Jeśli coś ci się stanie, umrę z rozpaczy- zacząłem płakać. Płakać jak małe dziecko. Trzymałem chłodną rękę Naty. Obserwowałem lekki ruch jej klatki piersiowej. Schowałem twarz w dłoniach. Nagle poczułem jak ktoś położył dłoń na moim ramieniu. To była Naty. Przytuliłem ją z całej siły. Wiedziałem, że ona słyszała każde moje słowo. Teraz trwaliśmy w mocnym uścisku. Nie chciałem jej puścić, stracić. Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie. Niestety...
Franceska
Mój brat zatrudnił jakiegoś faceta do pracy. Mam mu wszystko wytłumaczyć. A dlaczego ja? To nie jest mój bar, a muszę odwalać całą brudną robotę. No nic. Leon nie jest z Violą już od tygodnia. Nie rozumiem jej. Przecież wie, że Leon jest uczulony na truskawki. Więc dlaczego psika się tymi perfumami? Ehh. Weszłam do Restó. Nie spodziewałam się tego co zobaczyłam. Chłopak, który właśnie przyjmował zamówienie... To był... Marco. Nie wierzę. On jest nowym pracownikiem? Jak to się świetnie złożyło! Będę mogła spędzać z nim więcej czasu. No dobra, koniec marzeń. Teraz muszę mu wszystko wytłumaczyć.
-Marco?
-Tak Francesko?
-Słuchaj, wytłumaczę ci teraz jakie czynności będziesz wykonywał w barze. Mycie podłóg, zmywanie naczyń, przyjmowanie zamówień, sprzątanie ze stołów- wyliczałam na palcach.
-Trochę tego sporo. Ale pomożesz mi prawda?- chłopak zrobił maślane oczy. Nie mogłam oprzeć się temu wzrokowi.
-No dobrze pomogę ci. Na początek mycie podłóg- wzięliśmy się do pracy. Szło nam całkiem nieźle. Marco świetnie nadaje się do tej pracy.
Violetta
Ja i Federico ciągle próbujemy znaleźć jakiś dobry sposób, aby Leon nie wyczuwał moich truskawkowych perfum. Ale nic nam nie przychodzi do głowy. Mam zamiar iść do Leona. Muszę z nim pogadać. Ale jak? Nie mogę zmyć z siebie tych perfum. Nie mogę również zbliżyć się do Leona na mniej niż 5 metrów. Co ja mam teraz zrobić? No dobra idę do niego. Zapukałam do drzwi jego domu. Otworzył mi. Szybko się odsunął.
-Czego chcesz?
-Wyjaśnić ci wszystko. Posłuchaj, ja...
-Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień. Ale za to ty posłuchaj co ja mam do powiedzenia. Jesteś podłą żmiją. Nie rozumiem, jak mogłem spotykać się z taką idiotką! Myślisz tylko o sobie. Nie liczysz się z cudzymi uczuciami. Zamiast powiedzieć mi wprost, że nie chcesz już być ze mną, próbujesz odepchnąć mnie od siebie. Idź do tego swojego Federico. I obydwoje wynoście się z mojego życia!- to było straszne. Momentalnie się rozpłakałam. Leon nie zwracał na to uwagi. Mówił dalej- Posłuchaj, dla mnie już nie istniejesz- trzasnął drzwiami. Ja oparłam się o ścianę. Wylewałam z siebie strumienie łez. Na dodatek moja choroba dała o sobie znać. Zaczęłam się dusić. Wołałam o pomoc. Leon tylko zamknął okno. Nie obchodził go mój los. Wycieńczona upadłam na wycieraczkę pod jego domem.
---------------------------------------------------------------------------------
Jestem wredna, rozwalam Leonettę :P
Konstancja :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz