środa, 31 lipca 2013

Rozdział XXII

Violetta

Obudziłam się w szpitalu. Przy moim łóżku siedział Federico. Chował twarz w dłoniach.-Fede, o co chodzi?-To wszystko moja wina. Musisz powiedzieć Leonowi prawdę.-Co?! Będziesz wtedy w wielkim niebezpieczeństwie!-Posłuchaj, jesteś nieszczęśliwa. Przeze mnie. Powiedz mu.-No dobrze. Ale i tak się do mnie nie zbliży. Przecież te truskawki...-Znam pewnego chemika. Pomoże nam. Stworzy ci perfumy, których zapach będę mógł wyczuć tylko ja. W końcu mam niesamowity węch.-To wspaniale!- rzuciłam mu się na szyję- dziękuję.-Pamiętaj Violu. Jesteś dla mnie najważniejsza- te słowa utkwią w mej pamięci do końca życia. To cudowne jest mieć takiego przyjaciela. Razem z Federico wróciłam do domu. Ładnie się ubrałam i poszłam do Leona.

Maxi

Teraz trwaliśmy w mocnym uścisku. Nie chciałem jej puścić, stracić. Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie. Niestety, musieliśmy się od siebie oderwać.
-Maxi, ja cię tak bardzo przepraszam, przeze mnie mogłeś zginąć.
-Ej, nie smuć się. To nie twoja wina. To przez chorobę. Ta twoja agresja... To nie jest teraz ważne. Najważniejsze, że z tobą jest w porządku.
-Ale teraz będę musiała się leczyć. Nie wiadomo, ile razy jeszcze wybuchnę. Mogę cię skrzywdzić.
-Nic nie szkodzi. Ja będę cały czas przy tobie- pocałowałem ją w czoło. Tak, teraz muszę być przy niej- Naty, powinniśmy zadzwonić do naszych przyjaciół. W końcu oni nawet nie wiedzą co się stało. Dlaczego nie ma nas w szkole.
-Masz rację.

Violetta

Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Leon. Tak jak wcześniej odsunął się.
-Co znowu?
-Leon posłuchaj. W końcu mogę ci wszystko wyjaśnić- byłam uradowana- Federico jest wampirem! A żebym mogła z nim przebywać, musiałam się psikać tymi perfumami. Fede wtedy nie pragnie mojej krwi. Ale to nie jest ważne. Słuchaj, pewien chemik stworzy mi takie perfumy, żeby tylko Fede mógł je wyczuwać. Ty już nie będziesz dostawał ataku alergii w moim towarzystwie. Czy to nie wspaniałe?
-Wampirem? Czy ty upadłaś na głowę? Ty naprawdę powinnaś się leczyć! O matko, wariatka! Powinni cię zamknąć w psychiatryku!- krzyknął i trzasnął drzwiami. To mnie naprawdę zabolało. Jak on mógł powiedzieć coś takiego? Z płaczem wróciłam do domu.

Franceska

W parę minut umyliśmy podłogę. Właśnie odstawiałam mopa do składzika na miotły, gdy nagle poślizgnęłam się na świeżo wypastowanej podłodze. Upadłam. Marco od razu podbiegł do mnie podniósł mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Nasze usta dzieliły centymetry...Milimetry...
------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz