piątek, 12 lipca 2013

Rozdział X

Violetta

Ku mojemu zdziwieniu, w drzwiach pojawił się Thomas.
-Violu przećwiczmy piosenkę na zajęcia z Angie.
-Teraz nie mogę, wyjdź.
-Ale Violu.
-Powiedziałam wyjdź!
-Nie! Zostanę dopuki jej nie przećwiczymy.
-Thomas! Natychmiast wyjdź z mojego domu!- strasznie się zdenerwowałam. Nagle zabrakło mi powietrza. Zrobiło mi się strasznie gorąco. W pewnej chwili, światło zgasło.

Thomas

Zobaczyłem jak Viola zaczęła się kołysać. Zdążyłem ją złapać, zanim się przewróciła. Straciła przytomność. Szybko zadzwoniłem po karetkę i zacząłem ją reanimować. Gdy moje usta zaczęły wduchiwać powietrze do jej płuc, do domu wszedł Leon z bukietem żółtych róż w ręce. Stanął jak wryty. Nie dziwię mu się. Spodziewałem się, jak to mogło wyglądać. Leon nie zauważył, że Viola jest nieprzytomna. Rzucił kwiaty na fortepian i wyszedł. Chwilę potem przyjechała karetka i zabrała Violę do szpitala. Poinformowałem jej tatę o tym co się stało, zadzwoniłem do jej koleżanek i zaraz pojechałem do szpitala.

Leon

Fran do mnie zadzwoniła i powiedziała, że Viola jest w szpitalu. Nie miałem ochoty tam jechać. Po co? Niech Thomas jedzie. Przecież ona go kocha. Mnie tam nie potrzebuje. Jednak idę, muszę z nią pogadać.

Violetta

Gdzie ja jestem? Ktoś trzyma mnie za ręke, to pewnie Leon. Zaraz, chwila... Thomas? Co on tu robi? Gdzie jest Leon? Nie przyszedł? Myślałam, że mu na mnie zależy. Zaczęłam płakać, było mi źle. Dlaczego go tu nie ma? Ja go teraz potrzebuje. O idzie.
-Leoś, przyszedłeś?
-Tak, musimy pogadać.
-O co chodzi?
-Słuchaj, nie możemy być razem, musimy zerwać.
-Co? Dlaczego?- wybuchnęłam płaczem. Coraz ciężej mi się oddychało. Zaczęłam się dusić.

Leon

Viola się dusiła, nie rozumiałem o co chodzi. Straciła przytomność. Maszyna, do której była podłączona, wydała długo dźwięk. Do sali wbiegło 4 lekarzy. Zaczęli ją reanimować. Reanimacja trwa już pół godziny i nic. W końcu lekarze wyszli na korytarz. Byłem tam ja, Thomas, Maxi, Andreas, Braco, Napo, Brodway, Fran, Cami, Naty i Ludmiła. Również Angie i German. Jeden z lekarzy podszedł do nas i oznajmił:
-Czas zgonu 19:48.
----------------------------------------------------------------------

To wszystko, sorry, że taki późno, ale byłam na wycieczce :P

Konstancja :*



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz