sobota, 27 lipca 2013

Rozdział XX

Maxi

Obudziłem się w szpitalu. Strasznie bolała mnie głowa, ale teraz to nie było najważniejsze. Nie wiedziałem, gdzie jest Naty. Do mojej sali wszedł lekarz.
-O, już się pan obudził. To dobrze, miał pan wielkie szczęście. To mogło się skończyć inaczej. Pana koleżanka nie miała tyle szczęścia, jest w stanie krytycznym. Lekarze wciąż walczą o jej życie.
-O matko!- świat mi się zawalił.
-Niech pan się nie przejmuje, lekarze robią wszystko co w ich mocy. Wie pan, mam takie jedno pytanie. Jak został spowodowany ten wypadek?
-Jechaliśmy do szpitala, bo Naty zemdlała. W samochodzie odzyskała przytomność, ale stała się bardzo agresywna. Zabrała mi kierownicę...
-Mówi pan, że była agresywna? Tak, teraz wszystko się zgadza. Pana koleżanka jest chora. To poważna choroba, ale można ją wyleczyć.
-To wspaniale- zacząłem kaszleć.
-Proszę pana, wszystko dobrze?
-Tak, to tylko chrypa.
-Tak czy inaczej, obydwoje mieliście szczęście. Gdyby nie ten chłopak, to...
-Jaki chłopak?
-Hm... Czarna marynarka, ciemne okulary przeciwsłoneczne, włosy podniesione na żel...
-Federcio?
-O, tak, tak. Fedrico. Wyłowił was i zawiózł do szpitala. Gdyby nie on, utopilibyście się.
-Rozumiem.Panie doktorze, kiedy mogę się wypisać?
-No nie wiem, może za tydzień?
-Co? Ale ze mną przecież wszystko dobrze.
-Tak, ale jednak powinien pan zostać jeszcze na obserwacji. Musimy jeszcze wykonać kilka dodatkowych badań.
-No dobrze.

Tydzień później

Mogę się już wypisać, idę na recepcję. Najpierw jednak zapytałem o Naty.
-Proszę pani, a co się dzieje z Naty? Miała wypadek.
-Jest po operacji. Jest bardzo osłabiona, ale żyje.
-Dziękuję- podszedłem do jednego z lekarzy- panie doktorze, czy mogę wejść do Naty?
-Jest pan kimś z rodziny?
-Nie... Znaczy...No, bo...
-Przykro mi, ale...
-Jestem jej chłopakiem!
-No dobrze, niech pan wejdzie, ale tylko na chwile- wszedłem do sali Naty- Moje biedactwo. Dobrze, że nic ci nie jest. Będę przy tobie przez cały czas. Nie wyjdę z tej sali nawet na chwilę, będę czuwał. Jesteś chora, ale można cię wyleczyć. To najważniejsze- siedziałem tak jeszcze chwilę. Trzymałem ją za rękę. Kiedy ona się obudzi? Miałem łzy w oczach- Naty, posłuchaj. Ja...Ja... Chciałem ci powiedzieć...Bo ja coś zrozumiałem. Coś bardzo ważnego. Ja...
-----------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. W tym rozdziale tylko perspektywa Maxiego. Zachęcam do czytania i komentowania mojego bloga :D


Konstancja :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz