niedziela, 6 października 2013

Ważna informacja

Kochani! Jak wiecie już dawno nie było rozdziału. Spowodowane jest to tym, że po prostu nie mam czasu. Z przykrością niestety muszę wam oznajmić, że kończę pracę przy tym blogu, bo po prostu nie mam czasu wrzucać nowych rozdziałów. Bardzo was za to przepraszam. :(

Ostatni już raz: Konstancja :*

piątek, 20 września 2013

Rozdział XXXVIII

Federico

Leon leżał cały powykrzywiany. Oczy miał otwarte. Martwe wpatrywały się w ścianę. Na niej napisane było krwią "Nigdy więcej"...

 Nie, pójście do Leona to zły pomysł. Muszę wymyślić coś lepszego. Co jeśli to, o czym pomyślałem, naprawdę by się wydarzyło? Fede, co ty odwalasz? Po prostu idź i ją przeproś!
-Violu, moge wejść?
-Co chcesz?
-Wytłumaczyć.
-Nie chce mi się z tobą rozmawiać.
-To chociaż posłuchaj. Violu, ja cię tak strasznie przepraszam, byłem zauroczony Larą, no i tak jakoś wyszło...
-Nie mam ci tego za złe. Federico, jesteś dla mnie jak brat, nie gniewam sięna ciebie, po prostu smutno mi. Leon mi nie uwierzył.
-Nie przejmuj się nim.
-Ale nie potrafię. Fede, ja go kocham.
-Violu, wymyślimy coś.
-Mam nadzieję.

Camila

Szukam Naty, Maxiego, Fran i Marco. Razem z Brodwayem musimy się ich zapytac, czy chcą z nami jechać do Brazylii. O widzę ich!
-Fran! Poczekajcie! Musimy z wami pogadać!
-Co jest?
-Brodway jedzie w wakacje do Brazylii i chce, żebyśmy pojechali razem z nim!
-To świetny pomysł! Odpoczniemy trochę od tego nudnego Buenos Aires.
-Tylko jeszcze muszę znaleźć Leona i Violę.
-Nie radzę- podeszła do nas Ludmiła- oni zerwali, na pewno nie będą chcieli jechać.
-A ty Ludmiła skąd to wiesz? To pewnie przez ciebie!
-Nie, tym razem nie. Nie mam zamiaru już się wtrącać w ich związek- byłam zszokowana. Ludmiła? Ta wredna jędza odpuściła Violi? To niemożliwe.
-Wiem, że wydaje się to wam dziwne, ale ja zrozumiałam swój błąd. Nie mam zamiaru go powtarzać. Chciałam przeprosić również was. Ostatnio byłam strasznie nie miła.
-Nie wiem, czy mówisz szczerze- powiedziałam- ale ja ci wybaczę. Nie wiem jak reszta.
-My też ci wybaczamy- powiedziała Fran- co było minęło.
-Dziękuję wam.
-Ludmi, mam taką jedną propozycję- mam nadzieję, że dobrze robię- Może chciałabyś jechać z nami w wakacje do Brazylii?
-Tak, pewnie, bardzo bym chciała!
-No to jesteśmy umówieni. Okey idziemy do domu. Na razie Ludmi!
-Poczekajcie, odwioze was. Mam duży samochód, pomieścimy się tam wszyscy.
-Dobrze, dziękujemy- wsiedliśmy do samochodu Ludmi. Ruszyliśmy. W pewnym momencie zauważyłam, że Ludmiła wygląda jakoś dziwnie.
-Ludmiła, co ci jest?- powiedział Maxi- może ja poprowadzę?
-Wszystko okey, trochę mi się zakręciło w głowie.

Ludmiła

W rzeczywistości naprawdę źle się czuję. To pewnie z przemęczenia. Zaraz pojadę do domu i odpocznę. Nagle obraz zaczął mi się kręcić we wszystkie strony. Czułam się jak w transie. Ostatnie co usłyszałam to krzyk: Ludmiła! Ciężarówka!...
---------------------------------------------------------------------------
W końcu nowy rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba

Konstancja :*

sobota, 14 września 2013

Rozdział XXXVII

Violetta

-Oj Viola, nie przejmuj się tak. Mam pomysł. Jutro masz przyjść do Studia pięknie uśmiechnięta. Niech Leon wie, że nie przejmujesz się waszym zerwaniem.
-Myślisz, że to dobry pomysł?
-No pewnie, zasłużył sobie na to. Niech trochę pocierpi.
-Okey, może i masz rację. Nie powinnam się przejmować.
-No pewnie, a teraz wstawaj, odprowadzę cię do domu.
-Dzięki Ludmi.
-Nie ma sprawy, no chodź. Idziemy- Ludmiła odprowadziła mnie do domu. Czuję, że ona naprawdę się zmieniła. Wróciłam do domu i zamknęłam się w swoim pokoju. Nie chciałam z nikim rozmawiać, a tym bardziej wpaść na Federico. Otworzyłam swój pamiętnik. Drogi pamiętniku. Dzisiaj był koszmarny dzień. Leon znowu ze mną zerwał. I to wszystko wina Fede, to znaczy Lary. Ale jednak Federico też miał w tym swój udział. Jak on mógł grzebać w moich rzeczach? Nie wiem, czy mu wybaczę.

Federico

Wróciłem do domu. Muszę przeprosić Violę, ale nie wiem jak. Kurczę, Fede myśl!. Mam pomysł, idę do Leona. Na szczęście nie mieszka daleko. Po dwóch minutach byłem już pod jego domem. Zapukałem do drzwi.
-Czego chcesz?
-Wytłumaczyć.
-Nie chcę twojego tłumaczenia, idź stąd!
-Leon, daj mi wytłumaczyć!
-Posłuchaj, mam gdzieś twoje tłumaczenie!
-Leon!
-No co? Idź stąd! Nie dość, że zabrałeś mi dziewczynę, to jeszcze masz czelność tu przychodzić?
-Leon, proszę nie denerwuj mnie. Wiesz, że nie zapanuję nad sobą.
-Ta, jasne. Idź stąd! Wynoś się do Violi.
-Leon przestań! To się może źle skończyć. To nie jej wina... Te zdjęcia...
-No to czyja?! Fede ja nie chcę z tobą rozmawiać.
-To moja wina. Ale, ale ja nie wiedziałem... Ja myślałem, że...
-Źle myślałeś! Wynoś się stąd!
-Leon, daj mi skończyć!
-Nie dam ci skończyć! Między mną a Violą już nic nie ma. To zamknięty rozdział...
-Leon nie mów tak! Przecież ty ją kochasz!
-Wydaje ci się.
-Ale Leon, ona nie miała nic wspólnego z tymi zdjęciami!
-A skąd taka pewność? Wiesz co? Obydwoje jesteście siebie warci. Obydwoje zakłamani.
-Leon, nie przeginaj!
-Bo co mi zrobisz?
-Leon proszę uspokój się. Przecież wiesz do czego jestem zdolny.
-Co, znowu będziesz chciał mnie udusić?
-Leon błagam cię. Ja stracę kontrolę nad sobą.
-Nie boję się ciebie, jesteś głupi, tak jak twoja dziewczyna- nagle urwał mi się film. Kiedy się ocknąłem cały płonąłem. Było mi tak strasznie gorąco. Nigdy wcześniej tak się nie zdarzało. Moje ręce były całe we krwi. Strasznie bolała mnie głowa. Co się stało? Auu! Przykucnąłem na ziemi. Moja głowa! Mam jakieś przebłyski. Co ja narobiłem? Mam nadzieję, że nic strasznego nie zrobiłem Leonowi. Podniosłem się i zobaczyłem połamany płot. Przed sobą ujrzałem wyłamane drzwi od domu Leona. W przedpokoju leżał Leon w kałuży krwi. Był cały podrapany. Nie wyczuwałem jego serca. O matko, co ja narobiłem? Rozpłakałem się. Nie, nie to nie może być prawda! Czy mogłem się posunąć aż do takich czynów? Wszędzie jest krew. Leon leżał cały powykrzywiany. Oczy miał otwarte. Martwe wpatrywały się w ścianę. Na niej napisane było krwią "Nigdy więcej"...
----------------------------------------------------------------------------------
Ohoho, ale mi wyszedł rozdzdział =] sweet.

Konstancja :*



wtorek, 10 września 2013

Rozdział XXXVI

Federico

-Ale Lara, a co z nami?
-Jakimi nami? Nie ma żadnych nas! Ty myślałeś, że jak napiszesz za mnie piosenkę, to zaraz będę twoją dziewczyną? O nie, nie ma mowy. Dobra, ja spadam. A tobie życzę powodzenia. Ciekawe, czy Viola ci wybaczy- Lara poszła sobie. Byłem zdruzgotany. Jak ja mogłem dać się jej tak łatwo omotać? Viola mi nie wybaczy. Przesadziłem. Muszę ją poszukać.

Camila

Viola bardzo ładnie zaśpiewała piosenkę, ale nie rozumiem... Te zdjęcia... Czy ona przypadkiem nie jest z Leonem? Sama już nie wiem. Złapałam Brodwaya za rękę i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Chłopak odprowadził mnie do domu.
-Skarbie, muszę ci coś powiedzieć.
-Co się stało Brodway?
-Zbliżają się wakacje. Ja wybieram się w lipcu do Brazylii odwiedzić rodzinę. Może chciałabyś ze mną pojechać?
-Ależ Brodway, oczywiście!
-Mam pomysł, a może zabrać by resztę z nami? Byłyby to ostatnie spędzone wakacje w naszym gronie. W końcu we wrześniu każdy wyjeżdża gdzieś na studia...
-To świetny pomysł. Jutro zaproponujemy ten pomysł reszcie.
-Okey, to cześć.
-Na razie.

Ludmiła

Nie mogę tak stać i patrzeć jak Viola płacze, idę do niej.
-Violu, nie płacz, wszystko będzie dobrze.
-L-ludmiła? Dlaczego mnie pocieszasz? Myślałam, że rozbicie związku mojego i Leona było twoim głównym celem.
-Myliłam się co do was. Jest mi tak strasznie wstyd. Violu bardzo cię przepraszam.
-Nic się nie stało. Ja też się myliłam co do ciebie. Okazuje się, że jednak masz serce.
-No może takie malutkie. Obiecuję, że nie będę już się wtrącać w wasz związek. Ale nie płacz już, wszystko się jakoś ułoży.
-Ale dlaczego Fede mi to zrobił? Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi.
-To nie jego wina. Lara to zaplanowała. Chłopak po prostu zakochał się w niewłaściwej osobie. Nie miej mu tego za złe. Ale nie rozumiem, dlaczego Leon ci nie uwierzył. Jak ja go dorwę!
-Ma powody, by mi nie wierzyć. Na tych zdjęciach wygląda, jakbyśmy byli z Fede parą. Ja kocham Federico, ale jak brata. Zawsze był przy mnie w trudnych chwilach i jestem mu za to wdzięczna, ale nie czuję do niego to samo co do Leona.
-Oj Viola, nie przejmuj się tak. Mam pomysł. Jutro...
--------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko. Dawno nie było rozdziału, ale zaczęłam chodzić do gimnazjum, no i wiecie... Nowe otoczenie, znajomi. I sorry, że taki krótki, ale nie mam weny.

Konstancja :*

sobota, 7 września 2013

Rozdział XXXVI

Lara

Poczekałam na odpowiedni moment i dałam znak Federico. A on puścił z projektora zdjęcia jego i Violi. Ustawił projektor tak, aby zdjęcia były pokazywane za plecami Violi. Teraz wygląda jakby Viola śpiewała o miłości do Federico. Violka cały czas patrzy się na Leona, ale mam nadzieję, że on tego nie zauważa. Chłopak naprawdę się postarał puszcza teraz takie zdjęcia, że nawet ja uwieżyłabym, że są parą. O, Leon wygląda na wkurzonego, widać połknął haczyk, a pozostali są zdezorientowani. Leon wyszedł. Jak tylko Viola skończyła śpiewać, pobiegła za Leonem. Dla nich nie ma już ratunku, Leon jej nie wybaczy. Uśmiechnęłam się do Federico, dobrze się spisał. Szkoda, że zaraz posmutnieje, w końcu nie mogę trzymać go w nadzieji, że jest szansa, że będziemy parą.

Violetta

Nie rozumiem, co się stało. Dlaczego Leon tak po prostu wyszedł? Czy zaśpiewałam coś nie tak?
-Leon, poczekaj! Co się stało?
-Nie chcę z tobą rozmawiać.
-Ale powiedz mi chociaż, co się stało.
-Viola, okey. Nie mam ci tego za złe. Wiem, że coś czujesz do Fede.
-Co? O czym ty mówisz? Ja nic nie czuję do Fede.
-Przecież śpiewałaś o miłości do niego.
-Śpiewałam o tym, że kocham ciebie, a nie jego.
-A te zdjęcia?
-Viola nie bądź głupia. Te zdjęcia, które były puszczane podczas tego, jak śpiewałaś. Widać było, jaką szczęśliwą parę tworzycie.
-Ja nic nie wiem o żadnych zdjęciach. A kto je puszczał?
-No a jak myślisz?
-Co? Fede? Nie, na pewno nie. On by mi czegoś takiego nie zrobił. Po za tym, te zdjęcia. Skąd on je miał? Chwila... Mój pamiętnik! Nie wierzę, on grzebał w moim pamiętniku. Jak on mógł?
-Dobra Violetta, koniec tematu. Z nami koniec.
-Ale Leon, poczekaj. Ja naprawdę nic do niego nie czuję.
-No pewnie. Viola, mnie nie oszukasz.
-Leon, proszę.
-Violu, ja się na ciebie nie gniewam. Wiedziałem, że prędzej, czy później cię stracę- z oczu Leona popłynęły łzy- ale nie myślałem, że zabierze mi cię ten idiota, Fede.
-Leon posłuchaj...
-Nie przerywaj mi. Violu rozumiem, moja miłość ci nie wystarczy. Jednak nie wiem, co jest ze mną nie tak, że wolisz jego?
-Leon, ty jesteś idealny- ja też zaczęłam płakać. Nigdy nie kochałam nikogo bardziej niż ciebie.
-Więc dlaczego mnie ranisz? Jeśli mnie kochasz, to zostaw mnie. Idź do Federico i nie krzywdź mnie więcej- Leon odszedł, a ja usiadłam pod ścianą i zaczęłam płakać.

Ludmiła

Widziałam całą sytuację. Naprawdę jest mi szkoda Violi. Lara chwaliła mi się swoim planem. Teraz widzę jego skutki. Że też ja chciałam zniszczyć ich związek. Jest mi tak strasznie wstyd. Przecież oni są normalnymi ludźmi. Mają uczucia. Lara przesadziła. Najgorsze jest to, że omotała biednego Federico. Jak on potem spojrzy Violi w oczy?

Federico

Plan chyba się udał. O, idzie Lara, pewnie przyszła mnie pochwalić.
-Fede, musimy pogadać.
-O co chodzi?
-Nie będę owijać w bawełnę. Nie lubię cię. Teraz, kiedy Leon i Viola nie są razem nie jesteś mi już potrzebny.
-Ale Lara, a co z...
----------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko.

Konstancja :*

czwartek, 5 września 2013

Rozdział XXXV

Violetta

-Posłuchaj, Jade zamieszka z nami na pewien czas?
-Co?
-Sąsiad zalał jej mieszkanie. Teraz trwa remont i Jade nie ma się gdzie podziać.
-No dobra- w sumie nie znam dobrze Jade, mam nadzieję, że w końcu to się zmieni. Poszłam do swojego pokoju.

Federico

Za chwilę przyjdzie do mnie Lara. Ale się cieszę.
Przygotowałem kilka przekąsek. Viola mówiła, że jestem dobrym kucharzem. O, ktoś puka do drzwi, to pewnie ona.
-Cześć Lara.
-Hej.
-Zapraszam do środka- zaprowadziłem ją do swojego pokoju. Przygotowałem dla niej talerz. Zaczęliśmy jeść.
-Fede, to jest naprawdę smaczne.
-Dziękuje, sam przygotowywałem.
-Masz wielki talent kulinarny.
-Serio?
-Serio. Potrafisz świetnie gotować. Nalejesz mi trochę soku?
-Oczywiście.

Lara

Okey. Widać już mam nad Fede pewną kontrolę. Teraz muszę go przerzucić na swoją stronę. Ale jak zacząć?
-Fede...
-Tak?
-Wiesz co, uważam, że Leon nie jest odpowiedni dla Violi.
-Też tak myślę. Ale to Viola decyduje o swoim życiu. Ja nie będę się mieszać.
-Ale Fede. A jeśli Leon ją skrzywdzi? Pozwolisz na to, żeby cierpiała?
-Wiesz, nie myślałem o tym. Byłem pewny, że Viola bardziej cierpi jak z nim nie jest.
-Jestem dziewczyną i wiem coś na ten temat. Viola popłacze trochę, a potem jej przejdzie i znajdzie sobie kogoś, przez kogo nie bedzie cierpieć.
-Masz rację. Viola to super dziewczyna, zasługuje na kogoś lepszego niż Leon. Ale jak to jej wytłumaczyć?
-Wiesz, mam pewien plan...

Violetta

Rozmawiałam przed chwilą z Leonem. Powiedział, że Fede napisał dla niego super piosenkę. Bardzo się z tego cieszę. Położyłam się na łóżko.Otworzyłam pamiętnik. Drogi pamiętniku. Jutro mamy występy. Trochę się stresuję, ale niezbyt mam czym. Piosenka, którą napisała dla mnie Ludmiła jest świetna. Ciekawe, jak poradzą sobie inni. Trochę martwię się co do Leona i Fede. Od początku nie mieli ze sobą dobrych kontaktów. Mam nadzieję, że sobie poradzą. O i jeszcze jedno, Jade zamieszka u nas na jakiś czas. Będę miała okazję lepiej ja poznać. Dobranoc. Położyłam się spać, jutro jest ważny dzień. 

Następnego dnia

Lara

Fede jest idiotą. Uwierzył we wszystko, co powiedziałam. Jest taki łatwowierny. Wymyśliłam super plan. Dowiedziałam się, że Ludmiła napisała dla Violi piosenkę o miłości. Viola śpiewając ją będzie myślała zapewne o Leonie, a ja zrobię wszystko, by Leon odebrał to jak najgorzej. Uczniowie zaczęli po kolei śpiewać swoje piosenki. O, teraz ja. Moja wielka chwila. Zaczęłam śpiewać. Po paru minutach zeszłam ze sceny. Przyznam, że wyszło mi świetnie. Teraz kolej na Violę. Zaczęła śpiewać. Poczekałam na odpowiedni moment i dałam znak Federico. A on...
----------------------------------------------------------------
To wszystko na dzisiaj. Naprawdę przepraszam, że nie było ostatnio rozdziału, ale ten tydzień był dla mnie naprawdę męczący i nie miałam za bardzo na to czasu.

Konstancja :*

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział XXXIV

Lara

-No wiesz...
-No proszę. Będzie fajnie.
-No okey- dobra, a teraz z górki- wiesz, podobasz mi się- chłopak się zarumienił.
-Na-naprawdę?- nie- tak, no pewnie. Jesteś super chłopakiem- Fede się uśmiechnął.
-To widzimy się dzisiaj wieczorem.
-Tak, cześć- o matko, ten chłopak jest taki naiwny. Z jego pomocą w mgnieniu oka rozwalę Leonettę.

Violetta

Przyszłam dzisiaj do Studia w bardzo dobrym humorze. Skończyłam piosenkę sla Ludmi. Muszę jej poszukać. O, jest!
-Ludmiła!
-Co chcesz? Nie widzisz, że jestm zajęta?
-Napisałam dla ciebie piosenkę, no wiesz, na zajęcia z Angie.
-I co ty tu jeszcze robisz? Idziemy do sali Beto. Szybko!- poszłyśmy do sali i zagrałam piosenkę Ludmile.
-Nie miałaś nic lepszego?
-Myślałam, że ci się spodoba.
-No to źle myślałaś! Ja mam trochę większe wymagania. Gwiazda potrzebuje prawdziwego hitu! Ale niestety, wystąpić mamy jutro, więc to musi wystarczyć. Nie chcę dostać jedynki przez twój brak talentu! A tak w ogóle ja tez mam dla ciebie piosenkę- Ludmiła zagrała mi utwór, przyznam, że był naprawdę dobry.
-Ludmiła, ta piosenka jest świetna!
-A czego się spodziewałaś? Jestem profesjonalistką. Każda moja piosenka jest świetna, a żeby napisać piosenkę dla ciebie musiałam trochę zniżyć poziom. To trudne dla artysty, ale mi się udało. W końcu jestem niepowtarzalna!
-Tsa... Super. A czy przypadkiem nie maż teraz niczego do roboty?
-No fakt. Teraz muszę...Błyszczeć!
-Okey, to ja ci nie przeszkadzam.
-Dobry wybór. Papa!

Leon

Jutro występy. Mam nadzieję, że dobrze mi pójdze. Fede napisał dla mnie super piosenkę. Nie wiedziałem, że on ma taki talent! Powiedział, że piosenka, którą dla niego napisałem tez jest dobra. Miło to słyszeć. Współczuje Violi. Ona i Ludmiła... To nie najlepsza para. Ale Viola jest dzielna i założę się, że sobie poradzi.

Violetta

Po lekcjach wróciłam z Fede i Thomasem do domu. Czekała mnie tam niemiła niespodzianka. Przed drzwiami mojego domu stału różne kartony, walizki. Z trudem udało nam się wejść do domu.
-O, cześć Violetto.
-Co to ma znaczyć tato? Nie mów, że znowu się wyprowadzamy?
-Nie córciu. Co też ci przyszło do głowy?
-A więc o co chodzi?
-Posłuchaj, Jade...
----------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko. Jak się czujecie pod koniec wakacji?

Konstancja :*

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział XXXIII

Violetta

Ja wykorzystałam nadarzającą się okazję i oplułam go wodą, którą miałam w buzi. Leon odskoczył ode mnie jak oparzony, potknął się o moje nogi i wpadł do wody. Ach, zemsta jest słodka.
-Ej!- krzyknął Leon, kiedy udało mu się wgramolić spowrotem na tratwę- dlaczego mnie oplułaś?
-Bo wrzuciłeś mnie do wody. Teraz mam rozmazany makijaż, a na dodatek jestem cała mokra.
-Podobnie jak ja- mruknął chłopak, a my wybuchnęliśmy śmiechem. Powoli dopływaliśmy do brzegu. Gdy zeszliśmy z tratwy, udaliśmy się do naszych domów.

Angie

Pablo odwozi mnie do domu. To był naprawdę udany wieczór. Kiedy pojechaliśmy pod mój dom pożegnaliśmy się i Pablo odjechał, ja wróciłam do domu. Jestem wyczerpana., ale mam jeszcze du.żo pracy. Muszę się przygotować na jutrzejsze zajęcia. A może zrobię to rano? W końcu zajęcia mam od 12:00. No, idę spać.

Federico

Chwilę temu wyszła ode mnie Lara. Opowiedziałem jej trochę o Maxim i powiem, że ona stworzyła po prostu hit. Jej piosenka jest świetna. Ja dowiedziałem się czegoś o niej. Lara uwielbia motory. Często jeździ. Jak dla mnie jest to trochę zbyt niebezpieczne. Ale cóż, ja to nie ona. Tak czy inaczej nasza przyjaźń rozkwita. Mam nadzieję, że coś z tego będzie. Która godzina? Już po dwódziestej trzeciej! Dobra, ogarnę się i idę spać.

Następnego dnia

Lara

Muszę zacząć powoli wprowadzać swój plan w życie. Na co mi Ludmiła, skoro mam Fede:? Wystarczy go tylko w sobie rozkochać i kazać mu znaleźć coś, dzięki czemu Leon i Viola się pokłócą. To nie będzie dla niego trudne. Oni przecież razem mieszkają. O, Fede idzie.
-Cześć Federcio.
-O, hej Lara.
-Wczorajszy dzien był wspaniały. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy- Fede uśmiechnął się- możesz przyjść nawet dzisiaj. Będę sam w domu.
-No wiesz...
-------------------------------------------------------------------------
Okey kończę, bo zaczynam pisać głupoty.

Konstancja :*

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział XXXII

Leon

Razem z chłopakami mamy pewien plan. Chcemy zrobić dziewczynom niespodziankę. Będzie naprawdę ciekawie. Założyłem ulubioną koszulę Violi. No trzeba sięjakoś podlizać. Okey, jestem gotowy, mogę wychodzić.

Camila

Jestem w drodze do parku. Jestem trochę spóźniona... No trudno. Przecież trochę czasu zajmuje ułożenie włosów. O, widzę już Fran i Marco. Są tam już wszyscy, z wyjątkiem Leona i Violi. Nie, jednak Viola z Leonem też już przyszli. Czyli jestem ostatnia. Mam nadzieję, że nikt nie będzie mi miał za złe, że się spóźniłam.

Franceska

-Jesteśmy w komplecie, możemy ruszać- poszliśmy do pobliskiego klubu i zaczęliśmy się bawić. Po dwóch godzinach tańczenia wszyscy usiedliśmy przy barze.
-Okey dziewczyny, teraz zabierzemy was w pewne miejsce- Leon uśmiechnął się tajemniczo.
-Już się boję, w końcu co mogło im przyjść do głowy?- mruknęłam, po czym wyszliśmy z klubu. Szliśmy przez las. Wokoło było ciemno, prawie nic nie było widać. Ja trzymałam Marco mocno za rękę. Bałam się lasów. Po ostatnim wypadku już nigdy nie będę chodziła lasem po zmroku. Bynajmniej nie sama. Po chwili wyszliśmy na polanę. Przeszliśmy jeszcze kilkaset metrów, po czym trafiliśmy nad jezioro. Nad brzegiem leżała duża tratwa, a na niej rozłożony był koc, na którym stał koszyk z jedzeniem.

Naty

Chłopcy, jesteście kochani!- krzyknęłam. Po chwili wszyscy weszliśmy na tratwę i zaczęliśmy się powoli oddalać od brzegu. Gdy byliśmy już na środku jeziora zabraliśmy się za jedzenie.  Chłopaki zrobili kanapki, kupili ciastka, butelkę oranżady i wódkę. Kiedy skończyliśmy jeść Leon wziął gitarę i zaczął grać "Algo suena en mi", a my zaczęli.śmy śpiewać. Było wspaniale. Potem rozmawialiśmy.

Violetta

Leon przez cały czas o czymś mówił. Usta mu się nie zamykały. Chyba trochę za dużo wypił. Ja jeszcze nie jestem pełnoletnia, więc jestem trzeźwa. Jednak co niektórzy chyba trochę przesadzili. W pewnym momencie Leon urwał. Uśmiechnął się do mnie i chciał mnie pocałować.
-Nawet nie ma mowy! Jedzie od ciebie alkoholem!
-No proszę.
-Nie, najpierw wytrzeźwiej?
-Napewno nie chcesz?
-Napewno- Leon podniósł się i wziął mnie na ręce- co ty robisz idioto?
-Napewno nie chcesz całusa?
-Napewno, puść mnie.
-Jak chcesz- powiedział Leon i wrzucił mnie do wody. Byłam wściekła. Już Leon mnie popamięta. Nie wynurzyłam się. Nauczę go, że ze mną się nie zadziera. Nabrałam trochę wody do buzi. Teraz pozostaje tylko czekać.
-Viola?- usłyszałam głos Leona. Po chwili chłopak wskoczył do wody i wyłowił mnie. Ja udawałam nieprzytomną. Leon położył mnie na tratwie i nachylił się nade mną. Ja wykorzystałam nadarzającą się okazję i...
----------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to tyle. Jest...23:50. Oki, idę spać.

Konstancja :*

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział XXXI



Federico

Ale ta Lara jest śliczna. Ma takie piękne oczy i zniewalający uśmiech. Chyba do niej zagadm. Niestety, nie mam pojęcia jak.
-Ee, cześć.
-Cześć.
-Jestem Federico, ale mów mi Fede.
-A ja Lara, miło mi- podrapałem się po głowie. Muszę jakoś kontynuować tę rozmowę.
-Jak ci się podoba w Studiu?
-To naprawdę ciekawa szkoła.
-Poznałaś już tutaj kogoś? No oczywiście prócz mnie?
-Tak poznałam...-powiedziała i spojrzała się na Leona. W jej oczach widać było dziwny blask. No jasne. On zawsze miał szczęście do dziewczyn. Każda za nim latała. Tylko nie Viola. Może własnie dlatego wybrał ją? Nie wiem... Tak czy inaczej Lara nie ma u niego szans. Za to ja chętnie bym ją lepiej poznał. Może by coś z tego wyszło?
-Mam pomysł. Może pomóc ci w przygotowaniu piosenki dla Maxiego? Trochę go znam i wiem jaki ma gust. Mogę się przydać.
-No pewnie. Wpadnę dzisiaj do ciebie o 16:00. Pasuje?
-Okey. Mieszkam na ulicy Roosvelta.Będę czekał. To na razie.
-Cześć.

Lara

Widać wpadłam Federico w oko. Hm, on może mi się przydać w rozmaleniu Leonetty. Wystarczy drobna manipulacja i gotowe. Oj Fede, owinę sobie ciebie wokół palca. Gdy już nie będziesz mi potrzebny poprostu cię spławię. Wątpie, żeby ktoś jeszcze będzie chciał cię znać. No cóż. Cel uświęca środki.


Violetta

Chyba mam już pomysł na piosenkę dla Ludmi.Ciekawe, co ona wymyśli dla mnie. Wróciłam do domu i wzięłam się za pisanie piosenki. Jutro pokażę ją Ludmile, mam nadzieję, że jej się spodoba.

Angie

Szykuję się na randkę z Pablo. Ubrałam czerwoną sukienkę i beżowe buty na koturnach. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Ktoś puka do drzwi. To pewnie Pablo.
-Cześć- powiedział, pocałował mnie w policzek i wręczył bukiet cantadeskii. Jaki on kochany. W końcu to moje ulubione kwiaty.
-Cześć- odpowiedziałam- poczekaj chwilę, włożę kwiaty do wazony, wezmę torebkę i możemy jechać- wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do restauracji. Tm czekał na nas zarezerwowany stolik. Usiedliśmy, a po chwili przyszedł kelner. Złożyliśmy swoje zamówienia i zaczęliśmy rozmawiać.

Lara

Idę do Fede. Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Federico. Za nim stała Violetta i... Jak mu tam?... O, Thomas!
-Widzę, że macie tu imprezę, więc chyba nie będę wam przeszkadzać- Thomas roześmiał się.
-Ale my tu mieszkamy- teraz ja się roześmiałam.
-No ale naprawdę, ja nie będę wam przeszkadzać .Bawcie się dalej- Federico zrobił dziwną minę.
-My naprawdę mieszkamy tu razem.
-Serio? Dlaczego?
-Ja nie miałem się gdzie podziać, a że moi rodzice i Violi się przyjaźnią mogłem u niej zamieszkać. A Thomas jest bratem Violi.
-Rozumiem.
-Wejdź Lara. Viola i tak zaraz wychodzi, Thomas z resztą też- weszłam do ich domu i razem z Fede poszłam do jego pokoju.

Leon

Jestem w domu i szykuję się na poczwórną randkę. Umówiliśmy się, że spotkamy się w parku. Postanowiliśmy, że najlepiej będzie, jeśli urzadzimy to dzisiaj. Potem pójdziemy do klubu. Razem z chłopakami...
-----------------------------------------------------------------------
Trochę nudnawy rozdział, ale cóż. Muszą być również czasem trochę nudnawe.

Konstancja :*

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział XXX

Angie

-Maxi, ty będziesz z Larą- z kim?- Lara chodź tu do nas! To jest Lara, nowa uczennica naszej szkoły. Mam nadzieję, że szybko ją polubicie.

Violetta

Jestem z Ludmiłą, super! A ta Lara... Ciągle się patrzy na Leona. Ej, ona się ślini. Fuj! Niech lepiej trzyma się od niego z daleka, bo nie ręcze za siebie i jej przyłożę. Zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszliśmy na korytarz. Lara oczywiście poszła do Leona. Idę, zanim zrobi coś, czego bedzie żałować.
-Cześć, jestem Lara.
-A ja jestem Le...
-To jest Leon, MÓJ chłopak. A ja jestem Violetta.
-Miło mi. Leon, nie znam tego miejsca, czy mógłbyś mnie oprowadzić.
-Ja...
-Bardzo mi przykro- pwiedziałam powoli- ale Leon jest zajęty mną i nie znajdzie niestety czasu, aby włóczyć się gdziekolwiek z tobą, więc idź męczyć kogoś innego. Ciao bella!- powiedziałam i pociągnęłam Leona w stronę szafek.
-A co to było?- Leon był najwyraźniej zdziwiony.
-Nie widziałeś jak ona się na ciebie patrzyła? Normalnie pożerała cię wzrokiem!
-Widzę, że ktoś jest tu zazdrosny?- powiedział po czym uśmiechnął się łobuzersko.
-Jaaa? Zazdrosna? No weź przestań! Ja po prostu...No ten...
-Chodź tu ty moja zazdrośnico!-powiedział, przyciągnął mnie do siebie i lekko pocałował.

Lara

Leon... Jakie piękne imie. Ale on ma dziewczynę, tą... Jak ona miała na imię? A, Violetta. E, to nie problem. Ona mi nie przeszkodzi w zdobyciu Leona. A jaki on jest śliczny. Szkoda, że nie jestem z nim w parze. Jestem za to z jakimś Maxim. Dobra, nie ważne. Żeby zdobyć sympatię Leona najpierw muszę się pozbyć Violi. Ale żeby zepsuć ich związek potrzebuję jakiegoś sprzymierzeńca. A może ta blondyna? Wyglada na totalną idiotkę. No, zobaczymy.
-Hej, jestem Lara, a ty?
-Kim ty jesteś, żeby nie znać mojego imienia? Ja jestem w tej szkole najlepsza, najbardziej utalentowana, najładniejsza... Moje imię zna każdy.
-Przepraszam, ale jestem tu nowa i nie znam nikogo.
-Ludmiła.
-Jak?
-Lud-mi-ła. Może ci przeliterować?
-Nie trzeba, naprawdę.
-No dobra, co tak stoisz? Gadaj o co chodzi, nie mam czasu na rozmowy z pospólstwem.
-Widzisz tamtych dwoje?
-Leon i Violka, no widzę. I co?
-Strasznie mi się spodobał ten chłopak- Ludmiła obejżała mnie od góry do dołu.
-No zbyt dużych szans nie masz. Leon to chłopak położony trochę wyżej. Trochę za wysoko jak dla ciebie.
-Ale może jakoś uda mi się go jakoś zdobyć. Po za tym ta Violetta działa mi na nerwy, jest strasznie nie miła. Bardzo zależy mi na tym, aby zepsuć ich związek.
-Ja też się o to staram. Ehh, no dobra, możesz mi pomóc w tym. W końcu co dwie głowy to nie jedna.
-Okey. Świetnie.

Ludmiła

To jest naprawdę dobra okazja. Ta Lara, czy jak jej tam może mi się przydać. Oj Leon, będziesz cierpieć. A teraz muszę się zająć piosenką dla Violi. Jakby Angie nie mogła mi znaleźć kogoś lepszego.
-------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle :D

Konstancja :*


sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział XXIX

Violetta

A Fede I Thomas zrobili wielkie zamieszanie w kuchni. Weszłam do jadalni i stanęłam jak słup. Stół był pięknie nakryty. Thomas stawiał na stole różne kolorowe dania. Chwilę potem do jadalni przyszedł Federico w różowym fartuchu. Podeszłam do niego, otrzepałam z mąki i wspólnie zasiedliśmy do stołu.
-A z jakiej to okazji?
-Musimy uczcić to, że nasza Viola pogodziła się z chłopakiem- powiedział Fede.
-Kochani jesteście!- powiedziałam i zabrałam się za jagnięcinę w sosie jogurtowym- to jest przepyszne!
-W końcu to ja stałem przy garach- ehh, ten skromny Federico.
-Kto cię nauczył tak gotować?
-Moja mama- siedzieliśmy tak przy stole rozmawiając. Ja zajadałam się jagnięciną, Thomas właśnie nalewał sobie oranżady do szklanki, a Federico siedział z kubkiem pełnym zajęczej krwi. Posiedzieliśmy jescze chwilę, po czym poszliśmy do swoich pokoi.Wyjęłam z szafki swój pamiętnik i zaczęłam pisać. Drogi pamiętniku, dzisiaj był wspaniały dzień. Pogodziłam sie z Leonem. Na dodatek Thomas i Fede przygotowali pyszną kolację. Teraz nareszcie wszystko zaczyna się układać.

Następnego dnia


Angie

Właśnie przygotowywuję sie na lekcje. Mam dla dzieciaków ciekawe ćwiczenie.
-Angie, możemy porozmawiać?
-Tak Pablo, o co chodzi?
-Może poszlibyśmy dzisiaj na kolację do restauracji? Ostatnio spędzamy ze sobą mało czasu.
-To świetny pomysł! Bardzo chętnie pójdę.
-Okey, to wpadnę po ciebie o siódmej.
-Dobrze, będę czekać. A teraz przepraszam, ale muszę iść na zajęcia.
-No to do wieczora.
-Tak, cześć- powiedziałam i poszłam do klasy.
-Witajcie kochani! Mam dzisiaj dla was ciekawe ćwiczenie. Za chwilę dobiorę was w pary. Ćwiczenie będzie polegało na tym, że każdy z was napiszę piosenkę dla drugiej osoby ze swojej pary. W czwartek zaprezentujecie piosenki. Okey, więc Franceska i Braco, Napo i Camila, Brodway i Marco, Federico i Leon, Naty i Thomas, Violetta i Ludmiła.

Maxi

A ja z kim będę? Przecież już każdy uczeń ma parę.
-Angie?
-Tak Maxi?
-A ja z kim mam być? Przecież każdy ma już parę.
-A właśnie, zapomniałam!
-Więc Angie... Z kim mam być w parze? Mam sam dla siebie wymyślać piosenkę?
-Nie Maxi.
-No to powiesz z kim mam być?
-Maxi, ty będziesz z...
------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko. Jak myślicie z kim będzie Maxi?

Konstancja :*

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział XXVIII

Violetta

Leon leżał nieprzytomny na swoim łóżku. W ręku trzymał moje zdjęcie. To on mi je zrobił. Parę miesięcy temu. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj. Nasza trzecia randka...
-Violu, pójdziemy na lody?
-No pewnie.
-Posłuchaj, jesteśmy razem już tydzień,  a ja nie mam jeszcze żadnego twojego zdjęcia. Czy pozwolisz, abym mógł ci je zrobić?
-Okey, tylko czekaj, muszę poprawić włosy. Dobrze, możesz je zrobić...
Przyznam, że to zdjęcie naprawdę ładnie wyszło. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi, a teraz... Teraz... Chwila, Leon! O matko! Co ja wyprawiam?! Wspominam stare czasy, a nie myśle o tym, że mogę go już nie zobaczyć. On się otruł! Obok niego leży mnóstwo jakichś tabletek! Dzwonię na pogotowie. Po chwili pobiegłam również po jego mamę. Jak Leon mógł zrobić coś takiego? Mam nadzieję, że nie jest za późno, aby go uratować.

Leon

Obudziłem się w szpitalu. Obok mnie siedziała zapłakana Viola. Gdy zobaczyła, że się obudziłem, uśmiechnęła się.
-Leon, ty żyjesz!- Viola mocno mnie przytuliła. Po chwili jednak odsunęła się ode mnie i mnie spoliczkowała.
-A to za co?
-Mogłeś się przecież zabić!
-Mniej więcej właśnie o to chodziło- mruknąłem- wiesz przecież, że nie mogę żyć bez ciebie. A po za tym wiedziałem, że jeśli mi się coś stanie, od razu mi wybaczysz- powiedziałem i niewinnie się uśmiechnąłem. Viola szykowała się, by jeszcze raz mi przyłożyć, lecz w porę ją powstrzymałem namiętnym pocałunkiem.
-A skąd taki pomysł, że ja ci wybaczę?- powiedziała Viola, po czym uniosła jedną brew do góry. Po chwili obydwoje się roześmialiśmy.

Violetta

-No Leon, a teraz wyskakuj z łóżka.
-Ale dlaczego?
-Przecież nie będziesz tu leżał wieczność! Po za tym, jutro idziemy do szkoły. No już, ruszaj się!- Leon niechętnie podniósł się. Wyszliśmy ze szpitala i Leon odprowadził mnie do domu. Na mnie czekała tam miła niespodzianka. Mojego taty nie było w domu, ponieważ wyszedł na randkę z Jade. Olga i Ramallo poszli na wielkie zakupy. A Fede i Thomas...
----------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział XXVII

Violetta

-Leon... Ja...
-Masz rację Violu. Nie powinniśmy być razem. Zachowałem się wtedy okropnie, ale ty nie potrafisz docenić, że ja naprawdę tego żałuję i staram się wszystko naprawić. Wiesz jak mnie tym ranisz?

Leon

Zobaczyłem łzy w oczach Violi. Właśnie zdałem sobie sprawę z tego, co powiedziałem.
-Matko, Violeta przepraszam. Ja nie chciałem...
-Sam widzisz... Nie powinniśmy być razem, chociażby po to, aby nie ranić siebie nawzajem. Postaw mnie- zrobiłem co kazała. Zawróciliśmy do domu. Co ja narobiłem? Wszystko popsułem. Ja... Ja naprawdę ją straciłem. No cóż, reszta będzie musiała sobie poradzić bez nas.

Camila

-Fran! Fran, gdzie jesteś? Brodway, a co, jeśli jej nie znajdziemy?
-Cami, napewno ją znajdziemy- powiedział chłopak i pocałował mnie w czoło. Całe szczęście, że Brodway jest ze mną. Podtrzymuje mnie na duchu. Nagle usłyszałam cichy szmer szmer. Szybko przytuliłam się do Brodwaya. Przestraszyłam się, ale niepotrzebnie. Zza krzaków wyszła Franceska.
-Fran, to ty! Nic ci nie jest?- byłam taka szczęśliwa.
-Wszystko w porządku, po prostu zgubiłam się.

Franceska

Nie miałam ochoty im mówić, co tak naprawdę się stało. Po co? Najważniejsze, że cały ten koszmar się już skończył. Camila wysłała smsa do Napo, żeby odwołali moje zaginięcie. Razem poszliśmy pod Studio. Tam czekali już wszyscy, oprócz Leona i Violi. Trudno. Przyjacielie przywitali się ze mną i rozeszli się do domów.

Violetta

-Viola, jesteś?- krzyknęli od progu Fede i Thomas.
-Tak, w pokoju- odkrzyknęłam. Chłopaki weszli do mojego pokoju.
-Viola słuchaj, pomyślałem, że może już czas powiedzieć Thomasowi?- pokiwałam głową. Thomas powinien o tym wiedzieć.
-Ale o czym powiedzieć?- Thomas nie wiedział o co chodzi.
-Zobacz- Fede zdjął okulary. Jego oczy miały krwisty odcień. Kły wydłużyły mu się. Thomas był zszokowany. Wyglądał na przerażonego. Po chwili jednak szeroko się uśmiechnął. Poklepał Fede po ramieniu.
-No, no, śliczny jesteś- wybuchnęliśmy śmiechem. Chwilę potem popsikałam Thomasa perfumami i wyjaśniłam mu, po co to zrobiłam. Jak ja się cieszę, że mam przy sobie takich wspaniałych chłopaków. A skoro mowa o chłopakach, muszę pogadać z Leonem. Ja go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Musimy sobie wszsytko wyjaśnić. Zapukałam do drzwi jego domu, otworzyła mi jego mama.
-Dzień dobry, jest Leon?
-Tak, wejdź. Jest w swoim pokoju- poszłam na górę, do Leona. Zapukałam.
-Leon, moge wejść?- cisza- Leon, musimy pogadać- dalej cisza. Otworzyłam drzwi i weszłam do jego pokoju. Widok, który teraz ujrzałam, pozostanie w mojej pamięci do końca życia. Leon...
------------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział XXVI

Leon

Wręczyłem jej kwiaty. Ona położyła je na ziemi i podeptała, podiosła je i oddała mi.
-Won!- powiedziała spokojnie, ale stanowczo. Stałem jak wryty- nie słyszałeś, co powiedziałam? Zamiast zajmować się głupotami, powinieneś przygotować się na poszukiwania!- poszedłem do domu. Widać minie trochę czasu, zanim mi wybaczy.

Franceska

Obudził mnie szmer dobiegający zza krzaków. Podniosłam się i wzięłam kij leżący obok mnie. Z krzaków wyskoczył dzik. Był ogromny. Przebiegł obok mnie i nawet nie zwrócił na mnie uwagi. A ja się tak przestraszyłam. Dobra koniec już tego lenistwa. Idę poszukać drogi do domu.

Violetta

O 16:00 spotkaliśmy się wszyscy pod szkołą.
-Franceski nie ma w domu. Luca powiedział, że nie wróciła na noc- Marco zaczął płakać. Naprawdę martwił się o Fran, z resztą, my także.
-Nie martwcie się, znajdziemy ją- Cami wzięła sprawę w swoje ręce- musimy się jakoś podzielić. Marco, ty idź pod dom Franceski, na wypadek, gdyby wróciłą. Naty i Maxi, idziecie do parku. Fede i Thomas, idźcie popytać ludzi, czy jej nie widzieli. Napo i Braco, wy idźcie zgłosić jej zaginięcie na policję. Ja i Brodway pójdziemy jej szukać w lesie od strony wschodniej, a Viola i Leon od strocy zachodniej.
-Co?- ja miałam być z Leonem?- Ale...
-Bez dyskusji! Spotykamy się w tym miejscu za 3 godziny. No to w drogę!- ruszyłam z Leonem w stronę lasu. Nie odzywaliśmy się do siebie. Nie miałam na to najmniejszej ochoty. Jednak Leon chyba chciał rozmawiać.
-Obyśmy znaleźli Fran.
-No- tyle zdołałam powiedzieć. Chodziliśmy pomiędzy drzewami, co chwilę nawołując Franceskę.
-Violu, posłuchaj. Ja naprawdę cię przepraszam. Nie wiem, co wtedy we mnie wstąpiło. Wiesz przecież, jaki ze mnie zazdrośnik.
-Tak, wiem. Ale nie rozumiem, dlaczego jesteś zazdrosny. Ja kocham tylko ciebie. Ale my nie możemy być razem. Związek musi się opierać na zaufaniu. A ty mi nie ufasz. Nigdy nie dajesz mi dojść do słowa. Nie dajesz mi wyjaśnić. Bo ty wiesz lepiej. Uważasz mnie za wariatkę, podłą żmiję... Ja w tym momencie uważam cię za głupka, bo jesteś naprawdę nie do zniesienia. Jestem idiotką... Chcąc, czy nie, kocham tego głupka. Tak Leon, kocham cię, ale ci tego nie wybaczę- z oczu Leona zaczęły lecieć łzy. On naprawdę żałował tego co zrobił. Jednak nie mogłam mu wybaczyć. Ja też zaczęłam płakać. Szliśmy teraz w ciszy. On patrzył się w ziemię, a ja na niego. Leeon był przygnębiony. Na ziemię co chwilę leciały łzy. Leona i moje. Nie patrzyłam pod nogi, dlatego też nie zauważyłam wystającego z ziemi korzenia. Potknęłam się i upadłam. Jęknęłam z bólu.
-Violu, nic ci nie jest?
-Boli mnie noga, nie dam rady wstać.
-Wezmę cię na ręce.
-Co? Nie! Oszalałeś?!
-Tak- powiedział i wziął mnie na ręce.
-Jesteś idiotą, wiesz?- powiedziałam spokojniej.
-Wiem jestem idiotą, który bezgranicznie cię kocha- było mi wstyd- powiesz coś? Tak myślałem.
-Leon... Ja...
----------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Przepraszam, że wczoraj nie było rozdziału, ale wyleciało mi to z głowy.

Konstancja :*

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział XXV

Franceska

-Hej, niech się panienka obudzi!- otworzyłam oczy i rozejrzałam się.
-Gdzie ja jestem?
-W starej leśniczówce.
-Co się stało?
-Złamało się drzewo, przygniotła cię jedna z gałęzi. Na szczęcie akurat przechodziłem obok.
-Dziękuję- powiedziałam i przyjrzałam się swojemu wybawcy. Stara koszula, wytarte spodnie, lekko posiwiałe włosy, brązowe oczy- nie wiem, jak mam się panu odwdzięczyć.
-Pomyślmy... Chyba jest pewien sposób- powiedział i zaczął rozpinać swoją koszulę. Wytrzeszczyłam oczy.
-Ty zboczeńcu!- wrzasnęłam i wybiegłam z leśnhiczówki. Biegłam przed siebie. Nadal padał deszcz, ale było mi to obojętne. Chciałam znaleźć się jak najdalej od tego faceta. Zatrzymałam się. Usiadłam pod drzewem i wyjęłam z kieszeni telefon. Chciałam zadzwonić do Marco. No pewnie, brak zasięgu. Super, jest po pierwszej, a ja jestem w jakimś ciemnym lesie. Na dodatek nie wiem, w którą stronę mam iść. Ten las jest przecież ogromny! Położyłam się na mokrej trawie. Po chwili zasnęłam.

Następnego dnia

Violetta

Przyszłam do Studia razem z Federico i Thomasem. W torebce miałam nowe perfumy, które dostałam od chemika. Jeste świetnie. Widzę Leona. Dziwnie się na mnie patrzy. Ale co mnie to obchodzi? Za pewne myśli, że jestem teraz z Thomasem. Ehh, ten mój zazdrośnik. Mam pomysł, zrobię mu kawał. Zobaczymy jaka będzie jego reakcja. Powiedziałam Thomasowi na ucho, co wymyśliłam. Pomysł bardzo mu się spodobał. Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy w stronę Leona. W połowie drogi Thomas pocałował mnie w policzek. Leon wyglądał na zdenerwowanego.
-Co to ma znaczyć?!- krzyknął, a ja się roześmiałam- co cię tak śmieszy?
-Och Leon... Dobra, już ci wyjaśniam - spróbowałam opanować śmiech- chodzi o to, że Thomas...
-Jest twoim chłopakiem! Jeszcze bym zrozumiał, gdyby to był Fede, ale Thomas? Nie pamiętasz, ile krzywdy nam wyrządził?- byłam zażenowana jego zachowaniem.
-Nawet nie dasz mi dojść do słowa! Chciałam ci powiedzieć, że Thomas jest moim bratem, a ja chciałam ci zrobić kawał! A już chciałam ci wybaczyć! Ale teraz widzę, że to nie możliwe. No trudno- poszłam do dziewczyn. Podszedł do nas Marco.
-Dziewczyny, nie widziałyście Fran?- chłopak był najwyraźniej bardzo zmartwiony- nie odbiera telefonu.
-Nie nie widziałyśmy jej- ciekawe co się stało?
-To prawda- potwierdziła Camila- Marco, ty wczoraj byłeś z nią na randce, potem odprowadziłeś ją do domu i...
-Nie odprowadziłem jej. Musiałem szybko wracać do domu.
-O matko! A jeśli Fran nie wróciła do domu?- byłam przerażona.
-Droga do jej domu prowadzi przez las- powiedziała Naty- mogła tam zabłądzić- przyznaliśmy jej rację. Umówiliśmy się, że po lekcjach Marco pójdzie do niej, do domu, a jeśli jej tam nie będzie, to potem spotkamy się przed Studiem i razem jej poszukamy. Niestety, do pomocy chętny był również Leon. No cóż, jakoś to przeżyję.

Leon

Zachowałem się okropnie. Thomas to jej brat. Coś nieprawdopodobnego! Jestem idiotą. Muszę to jakoś naprawić. Lekcje się skończyły. Marco poszedł do Fran, a my rozeszliśmy się do domów. Ja poszedłem do kwiaciarni i kupiłem bukiet róż. Poszedłem do Violi. Otworzyła mi drzwi.
-Violy, chciałem cię przeprosić- wręczyłem jej kwiaty. Ona położyła je na ziemi i...
--------------------------------------------------------------------------
Wróciłaaam! Po dwóch tygodniach znowu mogę dla was pisać. Jak ja się cieszę!

Konstancja :*

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział XXIV

Przeczytajcie informacje na dole!
Violetta

-Słuchaj, jestem twoim bratem.
-Co?! Bratem? O czym ty mówisz?
-Też jestem zdziwiony, ale to prawda.
-Jak to możliwe?
-Posłuchaj, byłem pierwszym dzieckiem twoich, to znaczy naszych rodziców. Parę godzin po porodzie porwała mnie pewna kobieta, wychowywała mnie aż do teraz. A ja przez całe życie żyłem w kłamstwie. Nie mogłem dalej mieszkać w Madrycie, nie z tą kobietą. Nieźle to sobie uknuła. Twoi rodzice nawet nie widzieli mnie. Nie zdążyli nawet dać mi imienia. Przeprowadziliśmy się specjalnie na waszą ulicę, żeby moja 'mama' miała was cały czas na oku.
-Jak się dowiedziałeś tego wszystkiego?
-Podsłuchałem, jak ta kobieta rozmawia z kimś przez telefon na mój temat. Przepraszam cię za to, że tak ci dokuczałem, ale byłem w tobie zakochany, ale to przecież jest nie normalne. Chciałem, żebyś odsunęła się ode mnie. I to podziałało. Ale ja musiałem powiedzieć ci prawdę.
-Rozumiem Thomas.To straszne, tata nigdy mi nie powiedział o tobie.
-Pewnie nie chciał cię martwić.
-Słuchaj Thomas, zaraz po lekcjach idziemy do mnie, okey?
-Okey- po lekcjach zaraz skierowaliśmy się do mojego domu.
-Tato!- krzyknęłam od progu.
-Co się stało kochanie? Thomas a ty nie powinieneś być w Madrycie?
-Proszę pana, muszę panu coś wyjaśnić. Opowiem panu pewną historię. Parę godzin po moich narodzinach porwała mnie pewna kobieta. Wychowywała mnie przez kilkanaście lat. Parę lat temu przeprowadziliśmy się do domu obok moich biologicznych rodziców. Niedawno dowiedziałem się, że żyłem w wielkim kłamstwie. Teraz jestem tutaj w Buenos Aires i chciałem powiedzieć "Cześć tato"- German nic nie powiedział, tylko mocno przytulił Thomasa.

Leon

Nie wiem co mam zrobić, żeby odzyskać Violę. Nie mam pomysłu... A może? Nie zwlekając więcej wziąłem gitarę i poszedłem do Violi. Ustałem pod jej balkonem i zacząłem grać "Podemos". Po chwili na balkon wyszła Viola z wiadrem w ręce, a za nią Federico i Thomas. Violetta spoglądając tymi swoimi wielkimi oczami w moją stronę, wylała na mnie 2 litry lodowatej wody. Zrezygnowany poszedłem do domu.

Violetta

Co ten Leon sobie wyobraża? Najpierw mówi, że jestem wariatką i powinnam się leczyć, a teraz śpiewa pod moim oknem? Ehh, ja z nim nie wyrobię. Usiadłam na swoim łóżku i zaczęłam pisać w pamiętniku.
Drogi pamiętniku. Dzisiaj dowiedziałam się bardzo ważnej rzeczy. Thomas jest moim bratem! Teraz mieszka u nas w domu. O matko! Właśnie się zorientowałam, że mieszkam w domu z trzema facetami. Moje życie naprawdę stanie się ciekawe. Odłożyłam pamiętnik i położyłam się spać.

Franceska

Właśnie wracam do domu. Byłam na spacerze z Marco. On jest wspaniały. Cieszę się, że mam takiego chłopaka. On niestety nie mógł mnie odprowadzić, bo miał coś ważnego do załatwienia. Nagle zaczęło padać. No super, do domu mam jeszcze spory kawałek. No cóż, nic się nie stanie, jak trochę zmoknę. Usłyszałam grzmot. No super, jeszcze tylko burzy mi tu brakowało. Właśnie szłam przez las. Cały czas niebo błyszczało się od piorunów i błysków. W pewnej chwili tuż obok mnie walnął piorun. Usłyszałam trzask łamiącego się drzewa. I nastała ciemność.
-----------------------------------------------------------------
To tyle. Posłuchajcie, przez następne dwa tygodnie nie będzie rozdziałów, ponieważ wyjeżdżam. Ale nie martwcie się. Rozdziały będę sobie zapisywała w zeszycie. Jak wrócę, to po prostu je przepiszę. Do zobaczenia za dwa tygodnie!

Konstancja :*

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział XXIII + miesiąc bloga :3

Dzisiaj mija miesiąc bloga. Z tej okazji mam dla was dłuuugaśny rozdział :3

Franceska

Patrzyliśmy sobie w oczy. Nasze usta dzieliły centymetry.. Milimetry...
-Przepraszam, trochę się zagalopowałam- szybko odsunęłam się od Marco.
-Ależ nic nie szkodzi- chłopak przysunął mnie do siebie- bardzo mi się podobasz- powiedział i pocałował mnie. To było wspaniałe. Czułam się cudownie. Gdy nagle do baru wpadł zdenerwowany Luca.
-Co wy tu wyrabiacie? Natychmiast wracać co pracy!

Violetta

Poszłam z płaczem do pokoju. Momentalnie pojawił się obok mnie Federico.
-Mała co się stało?
-Le-Leon..- nie zdążyłam nic więcej powiedzieć. Fede krzyknął ze złości i pobiegł gdzieś. Ja już wiedziałam gdzie. Pobiegłam do domu Leona. Otworzyłam drzwi. Widok, który zobaczyłam bardzo mnie zszokował. Leon stał oparty o ścianę przedpokoju. Federico trzymał go za gardło. Jego oczy płonęły ze złości, a kły wydłużyły się. Wampir w pełnej okazałości. Może w końcu Leon mi uwierzy...Zaraz, chwila... Co ja mówię. Przecież Federico może go udusić!
-Federico zostaw go! Nie rób mu krzywdy, naprawdę nie warto- Fede puścił Leona chłopak zaczął szybko nabierać powietrze do ust. Federico trzymał go naprawdę mocno, na pewno nie mógł oddychać- chodźmy już- poszliśmy do domu.

Leon

Co to było? To wszystko wydarzyło się tak nagle... Jednego jestem pewien, Federico jest wampirem. A ja nie uwierzyłem Violi. Wziąłem ją za wariatkę. Jak ja mogłem pomyśleć, że ona... i Federico... O matko! Ona mi już nie wybaczy. Będę ją musiał przeprosić.

Następnego dnia

Przyszedłem do Studia. Viola akurat stała przy mojej szafce. Super, to idealny moment, żeby ja przeprosić. Podszedłem do niej. Chciałem ją pocałować, ale ona odsunęła się.
-Nie- powiedziała i poszła do Naty Cam i Fran. No cóż, mogłem się tego spodziewać.

Camila

-Naty, dlaczego nie powiedziałaś nam, że byłaś w szpitalu?
-Jak mogłam wam to powiedzieć, skoro przez ostatni tydzień byłam w śpiączce?
-A no tak- spojrzałam na Violę, była jaką nieobecna- Viola, wszystko w porządku?
-Tak, tak.
-Dziewczyny, ale ja muszę wam coś powiedzieć- oznajmiła Naty. W tej chwili podszedł do nas Maxi i wziął ją na ręce.
-Ja już chyba wiem o co chodzi- powiedziała Viola- gratulujemy.
-Dziewczyny, ja też chcę wam coś powiedzieć... Jestem z Marco- no pewnie, teraz wszystkie mają chłopaków prócz mnie! No... i... Violi rzecz jasna.
-Cami?- odezwała się Fran- chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że musimy cię zeswatać z Brodwayem?
-No nie wiem... On mnie chyba nie lubi.
-Zaraz zobaczymy, Brodway!- co ona wyprawia?- podejdź do nas na chwilę. Musimy cię o coś zapytać. Czy podoba ci się Cami?
-No tak, bardzo- odpowiedział chłopak niepewnie.
-A tobie podoba się Brodway?- pokiwałam głową- no to chyba już wszystko jasne. Teraz zostawimy was samych. Pogadajcie sobie trochę- no i pogadaliśmy. Jestem z Brodwayem. Kiedy tylko Viola pogodzi się z Leonem, będziemy mogli chodzić na poczwórne randki. Ale super!

Violetta

Mamy teraz lekcje z Angie. Usiadłam obok Federico i Thomasa.
-Vila- szepnął Thomas- pogadamy po lekcji? Muszę ci coś powiedzieć- o co mu może chodzić? Dawno z nim nie rozmawiałam. Wokoło tyle si.ę dzieję.
-Okey.

Thomas

Zadzwonił dzwonek na przerwę. Poszliśmy z Violą w jakieś puste miejsce.
-Violu posłuchaj. Przyjechałem do Buenos Aires, bo nie chciałem cię stracić. Poznałem w samolocie Ludmiłę. Powiedziała, że Leon ją skrzywdził i że chce się na nim zemścić. Zrobiło mi się jej szkoda., więc powiedziałem, że jej pomogę. Gdy zobaczyłem, że Leon to twój chłopak, zdenerwowałem się. Bałem się, ze Leon skrzywdzi również ciebie. Ale si.ę myliłem. Leon jest dobrym chłopakiem. Ludmiła mnie okłamała, a ja jej uwierzyłem. Jest mi strasznie wstyd. Ale nie tylko to ci chciałem powiedzieć. Posłuchaj, jestem...
------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle, rozdział mi wyszedł naprawdę długi. Mam nadzieję,ze się cieszycie.

Konstancja :*

środa, 31 lipca 2013

Rozdział XXII

Violetta

Obudziłam się w szpitalu. Przy moim łóżku siedział Federico. Chował twarz w dłoniach.-Fede, o co chodzi?-To wszystko moja wina. Musisz powiedzieć Leonowi prawdę.-Co?! Będziesz wtedy w wielkim niebezpieczeństwie!-Posłuchaj, jesteś nieszczęśliwa. Przeze mnie. Powiedz mu.-No dobrze. Ale i tak się do mnie nie zbliży. Przecież te truskawki...-Znam pewnego chemika. Pomoże nam. Stworzy ci perfumy, których zapach będę mógł wyczuć tylko ja. W końcu mam niesamowity węch.-To wspaniale!- rzuciłam mu się na szyję- dziękuję.-Pamiętaj Violu. Jesteś dla mnie najważniejsza- te słowa utkwią w mej pamięci do końca życia. To cudowne jest mieć takiego przyjaciela. Razem z Federico wróciłam do domu. Ładnie się ubrałam i poszłam do Leona.

Maxi

Teraz trwaliśmy w mocnym uścisku. Nie chciałem jej puścić, stracić. Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie. Niestety, musieliśmy się od siebie oderwać.
-Maxi, ja cię tak bardzo przepraszam, przeze mnie mogłeś zginąć.
-Ej, nie smuć się. To nie twoja wina. To przez chorobę. Ta twoja agresja... To nie jest teraz ważne. Najważniejsze, że z tobą jest w porządku.
-Ale teraz będę musiała się leczyć. Nie wiadomo, ile razy jeszcze wybuchnę. Mogę cię skrzywdzić.
-Nic nie szkodzi. Ja będę cały czas przy tobie- pocałowałem ją w czoło. Tak, teraz muszę być przy niej- Naty, powinniśmy zadzwonić do naszych przyjaciół. W końcu oni nawet nie wiedzą co się stało. Dlaczego nie ma nas w szkole.
-Masz rację.

Violetta

Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Leon. Tak jak wcześniej odsunął się.
-Co znowu?
-Leon posłuchaj. W końcu mogę ci wszystko wyjaśnić- byłam uradowana- Federico jest wampirem! A żebym mogła z nim przebywać, musiałam się psikać tymi perfumami. Fede wtedy nie pragnie mojej krwi. Ale to nie jest ważne. Słuchaj, pewien chemik stworzy mi takie perfumy, żeby tylko Fede mógł je wyczuwać. Ty już nie będziesz dostawał ataku alergii w moim towarzystwie. Czy to nie wspaniałe?
-Wampirem? Czy ty upadłaś na głowę? Ty naprawdę powinnaś się leczyć! O matko, wariatka! Powinni cię zamknąć w psychiatryku!- krzyknął i trzasnął drzwiami. To mnie naprawdę zabolało. Jak on mógł powiedzieć coś takiego? Z płaczem wróciłam do domu.

Franceska

W parę minut umyliśmy podłogę. Właśnie odstawiałam mopa do składzika na miotły, gdy nagle poślizgnęłam się na świeżo wypastowanej podłodze. Upadłam. Marco od razu podbiegł do mnie podniósł mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Nasze usta dzieliły centymetry...Milimetry...
------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*



niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział XXI

Maxi

-Ja...Ja... Chciałem ci powiedzieć...Bo ja coś zrozumiałem. Coś bardzo ważnego. Ja... Kocham cię. Pokochałem cię, kiedy wpadłaś w moje ramiona. Kochałem cię, gdy patrzyłaś na mnie. Kochałem cię, kiedy na mnie wrzeszczałaś. Kochałem cię, kiedy skasowałaś mi samochód i prawie nas zabiłaś. Kocham cię teraz, kiedy leżysz nieruchomo na szpitalnym łóżku. Będę cię kochał, bez względu na to co się stanie. Jesteś moją jedyną. Jeśli coś ci się stanie, umrę z rozpaczy- zacząłem płakać. Płakać jak małe dziecko. Trzymałem chłodną rękę Naty. Obserwowałem lekki ruch jej klatki piersiowej. Schowałem twarz w dłoniach. Nagle poczułem jak ktoś położył dłoń na moim ramieniu. To była Naty. Przytuliłem ją z całej siły. Wiedziałem, że ona słyszała każde moje słowo. Teraz trwaliśmy w mocnym uścisku. Nie chciałem jej puścić, stracić. Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie. Niestety...

Franceska

Mój brat zatrudnił jakiegoś faceta do pracy. Mam mu wszystko wytłumaczyć. A dlaczego ja? To nie jest mój bar, a muszę odwalać całą brudną robotę. No nic. Leon nie jest z Violą już od tygodnia. Nie rozumiem jej. Przecież wie, że Leon jest uczulony na truskawki. Więc dlaczego psika się tymi perfumami? Ehh. Weszłam do Restó. Nie spodziewałam się tego co zobaczyłam. Chłopak, który właśnie przyjmował zamówienie... To był... Marco. Nie wierzę. On jest nowym pracownikiem? Jak to się świetnie złożyło! Będę mogła spędzać z nim więcej czasu. No dobra, koniec marzeń. Teraz muszę mu wszystko wytłumaczyć.
-Marco?
-Tak Francesko?
-Słuchaj, wytłumaczę ci teraz jakie czynności będziesz wykonywał w barze. Mycie podłóg, zmywanie naczyń, przyjmowanie zamówień, sprzątanie ze stołów- wyliczałam na palcach.
-Trochę tego sporo. Ale pomożesz mi prawda?- chłopak zrobił maślane oczy. Nie mogłam oprzeć się temu wzrokowi.
-No dobrze pomogę ci. Na początek mycie podłóg- wzięliśmy się do pracy. Szło nam całkiem nieźle. Marco świetnie nadaje się do tej pracy.

Violetta

Ja i Federico ciągle próbujemy znaleźć jakiś dobry sposób, aby Leon nie wyczuwał moich truskawkowych perfum. Ale nic nam nie przychodzi do głowy. Mam zamiar iść do Leona. Muszę z nim pogadać. Ale jak? Nie mogę zmyć z siebie tych perfum. Nie mogę również zbliżyć się do Leona na mniej niż 5 metrów. Co ja mam teraz zrobić? No dobra idę do niego. Zapukałam do drzwi jego domu. Otworzył mi. Szybko się odsunął.
-Czego chcesz?
-Wyjaśnić ci wszystko. Posłuchaj, ja...
-Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień. Ale za to ty posłuchaj co ja mam do powiedzenia. Jesteś podłą żmiją. Nie rozumiem, jak mogłem spotykać się z taką idiotką! Myślisz tylko o sobie. Nie liczysz się z cudzymi uczuciami. Zamiast powiedzieć mi wprost, że nie chcesz już być ze mną, próbujesz odepchnąć mnie od siebie. Idź do tego swojego Federico. I obydwoje wynoście się z mojego życia!- to było straszne. Momentalnie się rozpłakałam. Leon nie zwracał na to uwagi. Mówił dalej- Posłuchaj, dla mnie już nie istniejesz- trzasnął drzwiami. Ja oparłam się o ścianę. Wylewałam z siebie strumienie łez. Na dodatek moja choroba dała o sobie znać. Zaczęłam się dusić. Wołałam o pomoc. Leon tylko zamknął okno. Nie obchodził go mój los. Wycieńczona upadłam na wycieraczkę pod jego domem.
---------------------------------------------------------------------------------
Jestem wredna, rozwalam Leonettę :P

Konstancja :*


sobota, 27 lipca 2013

Rozdział XX

Maxi

Obudziłem się w szpitalu. Strasznie bolała mnie głowa, ale teraz to nie było najważniejsze. Nie wiedziałem, gdzie jest Naty. Do mojej sali wszedł lekarz.
-O, już się pan obudził. To dobrze, miał pan wielkie szczęście. To mogło się skończyć inaczej. Pana koleżanka nie miała tyle szczęścia, jest w stanie krytycznym. Lekarze wciąż walczą o jej życie.
-O matko!- świat mi się zawalił.
-Niech pan się nie przejmuje, lekarze robią wszystko co w ich mocy. Wie pan, mam takie jedno pytanie. Jak został spowodowany ten wypadek?
-Jechaliśmy do szpitala, bo Naty zemdlała. W samochodzie odzyskała przytomność, ale stała się bardzo agresywna. Zabrała mi kierownicę...
-Mówi pan, że była agresywna? Tak, teraz wszystko się zgadza. Pana koleżanka jest chora. To poważna choroba, ale można ją wyleczyć.
-To wspaniale- zacząłem kaszleć.
-Proszę pana, wszystko dobrze?
-Tak, to tylko chrypa.
-Tak czy inaczej, obydwoje mieliście szczęście. Gdyby nie ten chłopak, to...
-Jaki chłopak?
-Hm... Czarna marynarka, ciemne okulary przeciwsłoneczne, włosy podniesione na żel...
-Federcio?
-O, tak, tak. Fedrico. Wyłowił was i zawiózł do szpitala. Gdyby nie on, utopilibyście się.
-Rozumiem.Panie doktorze, kiedy mogę się wypisać?
-No nie wiem, może za tydzień?
-Co? Ale ze mną przecież wszystko dobrze.
-Tak, ale jednak powinien pan zostać jeszcze na obserwacji. Musimy jeszcze wykonać kilka dodatkowych badań.
-No dobrze.

Tydzień później

Mogę się już wypisać, idę na recepcję. Najpierw jednak zapytałem o Naty.
-Proszę pani, a co się dzieje z Naty? Miała wypadek.
-Jest po operacji. Jest bardzo osłabiona, ale żyje.
-Dziękuję- podszedłem do jednego z lekarzy- panie doktorze, czy mogę wejść do Naty?
-Jest pan kimś z rodziny?
-Nie... Znaczy...No, bo...
-Przykro mi, ale...
-Jestem jej chłopakiem!
-No dobrze, niech pan wejdzie, ale tylko na chwile- wszedłem do sali Naty- Moje biedactwo. Dobrze, że nic ci nie jest. Będę przy tobie przez cały czas. Nie wyjdę z tej sali nawet na chwilę, będę czuwał. Jesteś chora, ale można cię wyleczyć. To najważniejsze- siedziałem tak jeszcze chwilę. Trzymałem ją za rękę. Kiedy ona się obudzi? Miałem łzy w oczach- Naty, posłuchaj. Ja...Ja... Chciałem ci powiedzieć...Bo ja coś zrozumiałem. Coś bardzo ważnego. Ja...
-----------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. W tym rozdziale tylko perspektywa Maxiego. Zachęcam do czytania i komentowania mojego bloga :D


Konstancja :*

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział XIX

Violetta
Leon, co ci jest?- byłam przerażona
-Bo... Bo... Ja...- Leon momentalnie osunął się ode mnie i od razu poczuł się lepiej- Violetta, dlaczego psikasz się tymi perfumami? Zapomniałaś, że jestem uczulony na truskawki?- no to po mnie. Jak ja mogłam o tym zapomnieć. No to koniec. Ja muszę się psikać tymi perfumami, inaczej Fede mnie zabije- Idź Violu do łazienki, zmyj z siebie ten zapach i idziemy do szkoły.
-Ale Leon, ja nie mogę go zmyć.
-Ale jak to?
-Nie mogę, naprawdę.
-Ale dlaczego akurat truskawki? Powiesz mi?
-Robię to dla Federico- wyraz twarzy Leona zmienił się natychmiast. Chłopak był wściekły.
-Co?! A ja cię już nie obchodzę? Wolisz, żeby Federico był zadowolony, czy żebym ja się normalnie czuł?- nie wiedziałam co powiedzieć, mój wzrok padł na podłogę- wiedziałem.Violetta, to koniec- chłopak odszedł, tak jak moja chęć do życia. Zaczęłam płakać. Zaraz pojawił się obok mnie Federico.
-Violu, co się stało?- opowiedziałam mu całą historię. Fede schował twarz w dłoniach- to wszytko moja wina.
-Federico, nawet tak nie mów! To nie jest wcale twoja wina! Tylko moja...

Naty

Zobaczyłam Leona wchodzącego do Studia. Był zły. Obok niego nie było Violi. Coś się musiało stać.
-Fran, Cami, nie wiedzieliście Violi?
-Nie- odpowiedziały chórem.
-Widziałam Leona wchodzącego do Studia. Był zły. Czy wiecie, co się mogło stać?
-Nie wiem- powiedziała Fran- zapytajmy się go- razem z dziewczynami podeszłyśmy do Leona.
-Leon gdzie jest Violka?
-A co mnie to obchodzi?- zapytał oschle.
-Leon, co się stało?
-Viola jak widać woli Federico.
-O czym ty mówisz?
-A odczepcie się ode mnie! Idźcie męczyć kogoś innego- takiego Leona jeszcze nie znałam.
-Dziewczyny widać od niego się niczego nie dowiemy. Po lekcjach pójdziemy do Violi. Zapewne dzisiaj nie będzie jej w szkole- pożegnałyśmy się. Podeszłam do swojej szafki. Znikąd pojawił się Maxi.
-Hej Naty- Maxi uśmiechnął się do mnie.
-Cześć- również się uśmiechnęłam się. Nagle zakręciło mi się w głowie. Zemdlałam... Obudziłam się w samochodzie. Za kierownicą siedział Maxi.
-Co ja tu robię?
-Jedziemy do szpitala- Maxi wyglądał na zmartwionego.
-Ale po co? Przecież ze mną wszystko dobrze.
-Lepiej się upewnić.

Maxi

Naty siedziała cicho. Nie odzywała się. Nagle zaczęła na mnie krzyczeć. Stała się strasznie agresywna. Wybiła szybę w samochodzie, następnie zabrała mi kierownicę. Dodała gazu. Jechała jak pijana. Byłem przerażony. Wjechaliśmy na most. Naty ostro skręciła w prawo. Ostatnie co słyszałem, to głośny plusk.
----------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał.

Konstancja :*

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział XVIII

Violetta

-Jest jeden sposób. Powinnaś używać truskawkowych perfum.
-I to niby w czym ma pomóc?
-Dzięki temu nie będę czuł twojej krwi i będę mógł zapanować nad swoim pragnieniem. Posłuchaj, jeśli zaczniesz ich używać, nie będziesz mogła przestać. Gdy mój instynkt wyczuje, że te perfumy były tylko po to, aby uśpić moje pragnienie, przykro mi, ale nie zapanuję nad sobą i...- nie dokończył. Wiedziałam co chce powiedzieć. Teraz tylko pozostaje mi wybór. Dopóki Federico mieszka w Buenos Aires mam używać truskawkowych perfum, czy nadal trzymać się od niego z daleka, bo jego pragnienie jest zbyt duże, żeby się powstrzymać, a zapach mojej krwi może tylko zatuszować zapach truskawek. Szkoda mi go. Jest taki samotny. Muszę mu jakoś pomóc. Jestem gotowa, aby zacząć używać tych perfum. Chociaż nienawidzę truskawek. Ale wytrzymam. Chcę, żeby Fede miał przyjaciółkę. A skoro to jedyny sposób...
-Federico, zacznę używać tych perfum. Nie chcę żebyś czuł się u mnie w domu nieswojo. Po za tym już nie musisz chodzić po domu w tych ciemnych okularach. A tak w ogóle, to dlatego nigdy nie przychodziłeś na posiłki?
-Tak, ja nie jem niczego po za krwią.
-Rozumiem. Dzięki, że mi zaufałeś.
-No to może ja już pójdę. Pewnie Leon chce do ciebie wpaść. Spotkamy się później tak?
-Okey, to pa.

Leon

No, w końcu Federico raczył opuścić salę Violi. Ciekawe o czym tak długo rozmawiali? Podszedłem do jednego z lekarzy.
-Panie doktorze, kiedy Violetta Castillo będzie mogła wyjść?
-Nawet teraz. Wszystko jest z nią dobrze.
-Dziękuję bardzo- poszedłem do Violi.
-Hej Violu wszystko dobrze?
-Cześć Leon. Tak, w najlepszym- Violka się uśmiechnęła- wiesz kiedy mogę stąd wyjść?
-Nawet teraz. Chodź, pomogę ci wstać- wyszliśmy ze szpitala, a razem z nami reszta klasy. Wszyscy byli zadowoleni, że z Violą wszystko dobrze. Z powodu tego wypadku reszta lekcji w Studio została odwołana. Odprowadziłem Violę do domu. Pożegnałem się z nią i poszedłem do domu.

Violetta

Jestem już w domu, w swoim pokoju, z truskawkowymi perfumami w ręku. Jeśli zacznę się nimi psikać, Federico nie będzie miał ochoty na moją krew. Ale jeśli będę przez jakiś czas się nimi psikać, a potem przestanę, pragnienie Fede się wyostrzy i... Już nie będzie po mnie co zbierać. Nie wiem czy dobrze robię, to jest jak bilet w jedną stronę, ale Fede mnie potrzebuje, a inaczej nie będę mogła się do niego zbliżyć. A co mi tam! Popsikałam się tymi perfumami. Federico z niesamowitą szybkością wpadł d mojego pokoju i usiadł na parapecie. Nie wyglądał tak jak wcześniej.. Ponuro. Teraz ubrany był w jaskrawożółte spodnie białą koszulkę i niebieską marynarkę. Nie miał już okularów. Jego czerwone oczy świeciły się jak iskierki. Dodatkowo na jego twarzy gościł piękny uśmiech.
-Widzę, że chcesz zaryzykować?
-Tak. Nie pożałuję tego wyboru- jeszcze chwilę porozmawialiśmy. Potem Fede poszedł do swojego pokoju, a ja położyłam się spać. Następnego dnia jak zwykle przyszedł po mnie Leon.
-Cześć Violu- powiedział i chciał mnie pocałować, ale natychmiast się cofnął. Zaczął przeraźliwie kaszleć. Z oczu leciały mu łzy- Leon co ci jest?- byłam przerażona.
-Bo... Bo... Ja...
-------------------------------------------------------------
To na dzisiaj wszystko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Jak myślicie, co się stało Leonowi?

Konstancja :*

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział XVII

Violetta

Obudziłam się dzisiaj rano cała mokra. Miałam okropny sen. Śniło mi się, że Federico był w ogrodzie i... Chwila, przecież to nie był sen! Pamiętam to bardzo dobrze. Krew na ustach... Świecące oczy... Tak, jestem pewna tego, co widziałam. Muszę się dowiedzieć co on robił dzisiejszej nocy. Może znajdę coś w internecie? Przeglądam różne strony. Niestety, nadal niczego się nie dowiedziałam. To co przed chwilą przeczytałam wskazuje na to, że Fede jest wampirem. Haha! Przecież to niedorzeczne. Wampirem? Naprawdę? Może bardziej uwierzyłabym, że jest czarodziejem. Ale wampirem? Nie, to się nie mieści w głowie. Widać muszę się go zapytać o to. Ale najpierw muszę iść do szkoły.

Leon

Poszedłem po Violettę i jak zwykle poszliśmy razem do Studia. Jednak ona była jakaś nieobecna. W ogóle nie zwracała na mnie uwagi. Była zamyślona. Raz nawet prawie uderzyła głową w słup. O czym ona tak mogła zawzięcie myśleć. Muszę się jej o to zapytać. Akurat teraz mamy przerwę. To chyba najlepszy moment. Viola idzie do swojej szafki. O matko! Wpadła na Maxiego. Przewróciła się. Uderzyła się głową o szafkę i straciła przytomność. Dzwonię na pogotowie. Oby jej się nic nie stało.

Federico

Viola mnie wczoraj widziała. Mogę mieć przez nią kłopoty. Teraz karetka zawiozła ją do szpitala. Pojadę tam i porozmawiam z nią. Muszę jej to jakoś wytłumaczyć.

Leon

Jestem już w szpitalu. Razem ze mną jest również cała nasza klasa. Wszyscy martwimy się o Violę. Z sali Violetty wyszedł lekarz.
-Wasza koleżanka tylko lekko uderzyła się w głowę. Miała mały wstrząs mózgu. Ale to nic poważnego.
-Czy można do niej wejść?- zapytałem z nadzieją w głosie.
-Tak, ale tylko jedna osoba.
-Ja pójdę- powiedział Federico, po czym wstał i poszedł do sali Violi. Co? Jak to? Przecież to ja powinienem do niej iść. To jest moja dziewczyna! Co ten Federico sobie myśli?! Byłem okropnie zły, a reszta klasy strasznie zdziwiona zachowaniem Fede.

Violetta

Obudziłam się w szpitalu. Właśnie w tej chwili do sali wszedł Fede. A co on tu robi? Nie mam pojęcia, ale może wyjaśni mi swoje zachowanie dzisiejszej nocy.
-Viola, musimy pogadać- ja też tak uważam- to co wczoraj widziałaś... No ten... Jakby ci to wytłumaczyć? Ja... Ja... Jestem...
-Jesteś wampirem- dokończyłam za niego- wiem o tym, ale dlaczego mi nie powiedziałeś o tym wcześniej.
-Miałbym straszne kłopoty, ty z resztą też. Ja tak bardzo chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić, ale nie mogę. Boję się, że zrobię ci krzywdę. Przecież wiesz, jakie są wampiry. Jesteśmy nieprzewidywalni. A gdyby tak ktoś się dowiedział, kim jestem, zapewne nie pożyłbym długo. Obiecaj mi, że nikomu o tym nie powiesz.
-Nie powiem o tym nikomu, obiecuję. Ja też chciałabym się z tobą zaprzyjaźnić, naprawdę. Czy jest jakiś sposób na to, abyś nie patrzył na mnie jak na przekąskę?
-Jest jeden sposób. Powinnaś...
---------------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, ze rozdział wam się podoba. Z góry przepraszam, że tak późno rozdział, ale tak jakoś nie miałam czasu.

Konstancja :*

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział XVI

Angie

-Poznajcie Jade- do domu weszła szczupła brunetka- spotykamy się- zakrztusiłam się przeżuwanym właśnie kawałkiem wątróbki. Violetta wytrzeszczyła oczy.
-Co? Jak mogłeś tato? I nic mi nie powiedziałeś?
-Violetto nie podnoś głosu! Jestem dorosły i mogę robić co mi się podoba!- Violetta poszła do swojego pokoju.
-To ja też może już pójdę- nie chciałam im przeszkadzać.

Violetta

Dlaczego tata nic mi nie powiedział. Nie rozumiem go. Ale trudno. Nie będę się przejmować takimi głupotami. Mam na głowie co innego, a mianowicie Federico. Ciągle mnie męczy ten mój ostatni sen. Leon tłukł Fede z całej siły, lecz Federico nie miał nawet zadrapania. Fede uderzył Leona raz. I tym jednym ciosem go zabił. Nie wiem. Może moja podświadomość wymyśla dziwne sny, ale jednak wydaje mi się, ze ten miał mi coś przekazać. Nie wiem jeszcze co, ale na pewno się tego dowiem. Jest już 22, a mi wcale nie chce się spać. Napisałam do Leona "Śpisz?", a on mi odpisał "Już nie". Wykorzystałam to. Pisałam z nim dosyć długo. zanim się obejrzałam była 3 w nocy. Chciałam położyć się spać, gdy nagle usłyszałam szelest dobiegający z mojego ogrodu. Ciekawe co to może być? Założyłam szlafrok. Zeszłam na dół, wyszłam przed dom. Pusto. Znowu usłyszałam szelest. Poszłam za dom. Nie wierzę w to co zobaczyłam. Ujrzałam Federico. Stał do mnie tyłem. Usłyszał mnie, więc momentalnie się odwrócił. To co teraz zobaczyłam wstrząsnęło mną dogłębnie. Federico miał usta ubrudzone krwią, a oczy świeciły mu się jak ogień. W ręce trzymał martwego królika. Tak strasznie się przestraszyłam. Zaczęłam krzyczeć. Chwilę potem przyszedł do mnie tata, Ramallo i Olga. Wszyscy troje byli bardzo zmartwieni. A Federico już nie było. Nic nie mówiąc wróciłam do domu i poszłam do swojego pokoju. Nie wiedziałam co się stało. Może mi się przywidziało? Nie, na pewno to nie było przywidzenie. To wydarzyło się naprawdę. Ale Fede... Co on tam robił? Cały umazany krwią. Może pójdę do niego. Czegoś się dowiem. Zapukałam do pokoju Federico. Nic. Zapukałam jeszcze raz. W końcu usłyszałam ciche "proszę". Weszłam do jego pokoju. Jak zwykle, ciemno. Federico siedział w piżamie. Oczy były zasłonięte ciemnymi okularami.
-Czego chcesz?
-Dowiedzieć się, co robiłeś w ogrodzie.
-Ale mnie tam nie było!
-To niby co ja widziałam? Byłeś tam, cały umazany krwią- Fede się zaśmiał.
-Nic mi nie udowodnisz!- krzyknął i wypchnął mnie ze swojego pokoju. To było naprawdę dziwne. No ale cóż. Idę spać.
--------------------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*

środa, 17 lipca 2013

Rozdział XV

Violetta

Dzisiaj na zajęciach z Angie przedstawiamy nasze piosenki. Najpierw zaśpiewali Maxi i Naty. Wyszło im świetnie. Będą świetną parą. Następni byli Braco i Napo. Im również wyszło dobrze. Potem zaśpiewali Camila i Brodway, Franceska i Andreas, Ludmiła i Leon. Na końcu śpiewałam ja z Thomasem. Z trudem powstrzymywałam złość do niego. Za to co mi zrobił, co mówił o Leonie. Miałam ochotę wyjść z sali. Ale jakoś się opanowałam i wyszło nam chyba dobrze. Miałam rację wyszło dobrze, gdyż wszyscy dostaliśmy piątki. Teraz mamy pół godziny przerwy. Tak się zastanawiam, może zaproszę dzisiaj Angie na kolację? W końcu odkąd zaczęłam chodzić do Studia, przestała być moją guwernantką. Zerwałyśmy ze sobą kontakt. Tak, powinnam ją zaprosić. Okey, idę do pokoju nauczycielskiego.
-Angie?
-Tak Violu?
-Może chciałabyś dzisiaj przyjść do mnie na kolację?
-Z wielką chęcią. Może w końcu powiemy twojemu tacie, że jestem twoją ciotką.
-No, najwyższy czas. To o 18 o nas tak?
-Dobrze, przyjdę. To pa.

Angie

No to mam już zaplanowany dzisiejszy dzień. Muszę powiedzieć Pablo, że dzisiaj nie możemy się spotkać. Tak, jestem z Pablo. Około miesiąc. On jest wspaniały.
-Pablo, możemy pogadać?
-No pewnie, o co chodzi?
-Słuchaj, nie mogę się dzisiaj z tobą spotkać.
-Ale dlaczego?
-Idę dzisiaj na kolację do Violetty.
-Do Violetty, czy do Germana?- Pablo uniósł jedną brew, wyglądał przekomicznie. Z trudem powstrzymywałam śmiech.
-Ależ Pablo, jak ty tak możesz? German jest moim szwagrem, a po za tym ja chodzę z tobą- pocałowałam go. Ach, ten mój zazdrośnik. Ja z nim nie wytrzymam. Pożegnałam się i poszłam do domu.

Violetta

Poszłam do gabinetu taty. W końcu musiałam mu powiedzieć, że dzisiaj odwiedzi nas Angie.
-Tato?
-Tak Violu? O co chodzi?
-Chciałam ci powiedzieć, że dzisiaj na kolacji będzie Angie.
-Ale ja już zapro... No dobrze niech przyjdzie.
-Dziękuję tato- pocałowałam go w policzek i poszłam na górę. Chciałam się zapytać Federico, czy będzie na kolacji. Zapukałam do drzwi.
-Federico?
-Co?
-Będziesz dzisiaj na kolacji?
-Nie.
-Ale Fede, odkąd przyjechałeś, nie byłeś na żadnym posiłku.
-No i dobrze.
-Jak chcesz- odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Federico jest naprawdę dziwny, nie rozumiem go. Na całe szczęście to dziwne uczucie do niego przeszło. Ojej! Zaraz przyjdzie Angie.

Angie

Jestem już na kolacji. Jet dosyć miła atmosfera, przynajmniej... na razie. No, muszę to w końcu powiedzieć.
-German?
-Tak Angie.
-Posłuchaj, muszę ci coś ważnego powiedzieć. Ja... Ja... Jestem ciotką Violetty- German właśnie pił sok. W tej chwili został wypluty na podłogę.
-Że co?
-Jestem siostrą Marii. Przepraszam, że ci wcześniej nie powiedziałam, ale bałam się jak zareagujesz.
-No już dobrze, jednak mogłaś mi o tym powiedzieć. Już trudno. Ja też jednak muszę coś wam oznajmić. Poznajcie...
------------------------------------------------------------
Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.

Konstancja :*



wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział XIV

Naty

Dzisiaj mamy z dziewczynami wprowadzić w życie operacje "Zdobyć facetów". No nie wiem, czy to dobry pomysł. Może lepiej, jak jesteśmy z Maxim tylko przyjaciółmi? Jestem już w Studio. Widzę Violettę z Leonem. Ta to ma szczęście. Znalazła miłość swojego życia. Przecież Leon jej nie zostawi. A ja? Zakochałam się w swoim przyjacielu. Jetsem idiotką. Szłam tak i rozmyślałam o swoim nieszczęściu. Gdy nagle potknęłam się o własną nogę. Wpadłam Maxiemu w ramiona. Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Ja... Ja... Przepraszam, to... Było niechcący. Podniosłam się i szybko odeszłam.

Camila

wiedziałam jak Naty złapał Maxi. o koleżanko! Maxi już niedługo będzie twój. Niegdzie nie mogę znaleźć Brodwaya. O, jest.
-Hej Brodway, możemy pogadać?
-No spoko- podeszliśmy do szafek. Zaczęliśmy rozmawiać o piosence na jutrzejsze zajęcia z Angie. Wyciągnęłam książki z szafki. Zapatrzyłam się w oczy Brodwaya. Zamknęłam szafkę i przytrzasnęłam sobie palce. Zajęczałam z bólu.
-Cami, co ci jest?
-Ała, boli. Przytszasnęłam sobie palce- Brodway zawiózł mnie do lekarza. No super mam dwa złamane palce. Brodway odwiózł mnie z powrotem do Studia. Zaraz podbiegły do mnie dziewczyny.
-Nic mi nie jest- uspokajałam je- to tak jakby cześć planu. Bo Brodway zwrócił na mnie uwagę.

Franceska

Naty i Cami mają łatwiej. One przyjaźnią się ze swoimi wymarzonymi chłopakami. A ja ledwo znam Marco. Rozmyślałam o tym, jak zwrócić na siebie jego uwagę. Nawet nie zauważyłam prze sobą Marco. Wpadłam na niego, przewróciłam się.
-Nic ci nie jest?
-Nie. Przepraszam, że na ciebie wpadłam. Zamyśliłam się.
-Nic nie szkodzi- złapał mnie za rękę i pomógł wstać. Podziękowałam mu i odeszłam.

Violetta

No, dziewczyny dają radę. Wszystkie zwróciły już na siebie uwagę. Obok mnie stał Leon i opowiadał mi o jakiejś durnej hiszpańskiej telenoweli. Wcale go nie słuchałam. Rozmyślałam o swoim śnie.
-Leon słuchaj. Coś dziwnego mi się wczoraj przyśniło.
-A co? Słucham- opowiedziałm mu cały sen. On zaczął się śmiać- no Violu, ja nie jetem pewien, czy powinienem się umawiać z dziewczyną z wyrokiem- oboje zaśmialiśmy się. Nagle zauważyłam Thomasa. Przypomniało mi się, że jutro mamy śpiewać nasze piosenki. A ja i Thomas jeszcze nieczego nie ćwiczyliśmy.
-Leon, ja idę do Thomasa.
-Mam być zazdrosny?
-Raczej nie chyba, że znów coś głupiego przyjdzie mu do głowy.
-Dobrze Violu, tylko nie denerwuj się, bo wiesz jak to może się skończyć- pocałowałam Leona i podeszłam do Thomasa.
-Thomas, jutro mamy śpiewać piosenkę na zajęcoach z Angie, a przecież jeszcze nic nie mamy.
-Napisałem już piosenkę, przećwiczymy ją i będzie okey- poszliśmy do sali Beto. Zaczęliśmy śpiewać Tienes Todo. Przyznam, ze to bardzo ładna piosenka. Fajnie nam się razem śpiewało. Gdy skończyliśmy Thomas podszedł do mnie bliżej.
-Violu posłuchaj, nie powinnaś spotykać się z Leonem.
-Co? Dlaczego?
-Leon to zły człowiek. Wyrządzi ci wiele złego- jak on może tak mówić o Leonie?!
-Jak ty możesz?! Leon nie jest zły! Jest najlepszym, co mnie mogło spotkać w życiu! Za to ty jesteś okropny!- no i stało się. Leon mówił żeby się nie denerwować, a ja teraz kipię złością. O nie. Zaczyna mi brakować powietrza. Ja się duszę. Do klasy szybko wpadł Leon. Do ust włożył mi tabletkę na uspokojenie. Przytulił mnie.
-No już Violu, nie denerwój się- uspokoiłam się. Całe szczęście, że Leon był w pobliżu.
-Thomas ty idioto! Chcesz, aby ona się udusiła?! Nie można jej denerwować! Chodź Violu, idziemy stąd.

Thomas

Katastrofa! Co ja narobiłem? Viola mi nie wybaczy. Ona ma rację. Leon nie jest zły. Ludmiła opowiedziała mi same kłamstwa. Co za wredna żmija! A ja jej uwieżyłem. No cóż, bardzo tego żałuję. A co do Violetty, może czas, bym powiedział jej prawdę.
-----------------------------------------------------------------------
To na dzisiaj tyle. Jak myślicie, co Thomas chce powiedzieć Violetcie?

Konstancja :*